sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 14. - Whataya want from me?

Hej! Chcę tylko przeprosić, bo zjebałam. Ten rozdział jest do dupy. Naprawdę. Nudny, nic się w nim ciekawego nie dzieje. A jeśli nawet, bo jest zwrot akcji to dzieje się to zdecydowanie za szybko. W ogóle nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Przepraszam, że Was rozczarowałam. Następnym postaram się to Wam zrekompensować. Na pewno go polubicie. Tego akurat jestem pewna, bo to mój ulubiony rozdział :) No i to tyle.
ENJOY!!!  

                                                 




                                                   *Whataya wont from me?*


      Louis usiadł na parapecie popijając kakao i przyglądając się Harry'emu, który jeszcze słodko spał. Zaledwie dochodziła godzina ósma wiec to nic dziwnego. Ale szatyn kiedy tylko się przebudził nie mógł już zasnąć. W kuchni więc zrobił sobie kakao i wrócił do ich sypialni zasiadając właśnie na dużym parapecie po prawej stronie łóżka. Za okazałej wielkości oknem widać było paryskie dzielnice. Były to wysokie kamienice obrośnięte przeróżnymi kwiatami. Kiedyś wybiorę się tam z Harrym. - Przeleciało mu przez myśl po czym upijając łyk napoju spojrzał na chłopaka.

      Brunet do połowy przykryty kołdrą cichutko pochrapywał. Na jego policzki wstąpiły dwa dorodne rumieńce. A z już lekko wyprostowanymi włosami od ciągłego potrząsania głową wyglądał niesamowicie uroczo. Louis dokończył kakao, kubek odstawił na parapet po czym ześlizgnął się z niego i wrócił do łóżka. Wślizgnął nogi pod kołdrę kładąc się naprzeciwko Harry'ego i chwytając jego dłoń przymknął oczy. Do myśli przywrócił wspomnienie sprzed kilku miesięcy.

      W pośpiechu założył granatowe rurki za, którymi tak przepada Haz i cienki sweterek w kolorowe paski. Włosy ułożył mierzwiąc je dłonią i był już gotowy. Chwycił telefon i biegiem zszedł na dół po schodach. Zaszedł jeszcze do salonu, by upić trochę soku ze szklanki Fizz, którą oczywiście jak zwykle zostawiła na stole.

      - Gdzie się tak śpieszysz? - spytała Jay wieszając firanki na dużych oknach.

      - Do Harry'ego - odparł szybko wpadając na korytarz po czym na bose stopy wsunął czarne Vansy. Usłyszał tylko przyjazny chichot matki i wybiegł z domu trzaskając drzwiami. Wtedy jeszcze nikt o nich nie wiedział.

      Marzec nie należał to ciepłych miesięcy w Londynie, dlatego też Louis żałował, iż nie wziął ze sobą kurtki. Jednak za bardzo się śpieszył, żeby po nią wracać. Jak zwykle biegł do ukochanego więc za chwilę się rozgrzał.

      Harry napisał mu, że jest sam. Rodzice wybrali się na zakupy. Chcieli też zabrać jego ale on nie chciał. Miał zupełnie inny plan. Za długo czekał, aż sam zostanie w domu, żeby teraz przepuścić tę okazję. Szybko więc, kiedy tylko Anne i Robin przekroczyli próg domu Harry sięgnął po telefon i poinformował o tym Louis'ego. Ten tylko kiedy przyjął informację w bardzo szybkim tempie, jakim jest niecała minuta, znalazł się tam gdzie aktualnie się znajdował; piętnaście metrów przed domem Harry'ego.

      Bez pukania wszedł do domu chłopaka i pognał na górę. Wpadł na niego kiedy ten wychodził z pokoju.

      - Chciałbym biegać tak szybko jak Ty - zaśmiał się Harry na co Louis przewrócił teatralnie oczami.

      - Zamknij się - zaśmiał się wpychając chłopaka z powrotem do pokoju.

      - Ale ja muszę...

      Louis przerwał mu mocnym pocałunkiem. Pchnął go delikatnie na łóżko a kiedy on się położył usiadł na nim okrakiem. Przesunął językiem po jego dolnej wardze ale Harry go nie wpuścił. Zrobił coś czego Louis się nie spodziewał; złapał go za ramiona i odepchnął na prawą stronę.

      - ...siku - dokończył wcześniejsze zdanie i niczym struś pędziwiatr wybiegł z pokoju wprost do łazienki. Louis wybuchł głośnym śmiechem.

      - Tylko umyj rączki! - krzyknął za nim.

      - Bujaj się - odpyskował młodszy i za chwilę pojawił się w pokoju. 
Usiadł na swoje łóżko a Louis wpatrywał się w niego rozbawiony - Co? - oburzył się unosząc ręce ku górze w geście bezradności. Louis bez słowa znów rzucił się na chłopaka siadając na nim okrakiem.

      Harry poczuł pod plecami coś twardego i zanim się zorientował w pokoju rozbrzmiała muzyka. Okazało się, iż leżał na pilocie, który włączył telewizor, a mianowicie program muzyczny. MTV puściło piosenkę California King Bed Rihanny. Harry automatycznie się spiął i wrócił wzrokiem na Louis'ego. Chłopak szczerzył się niewiarygodnie więc Styles wiedział do czego to prowadzi.

      - Louis, nie. Proszę Cię, nie... - jęknął starając się zrzucić z siebie szatyna. Starszy wybuchł śmiechem po czym wstał z Harry'ego i ciągnąc go za dłoń zeszli z łóżka po czym stanęli na brązowych panelach na przeciwko siebie.

      Harry znów jęknął przewracając teatralnie oczami. Louis przysunął go bliżej siebie obejmując go w pasie. Zrezygnowany brunet ze świadomością, że już dawno temu przegrał owinął ręce wokół szyi ukochanego. Głowę położył na jego ramieniu i przymknął powieki. Może i nie lubił tańczyć. Ale kiedy do tańca porywał go Louis, i to do takiego, to wtedy zapominał o tym i liczył się tylko on i Lou.

     
      W momencie drzwi do jego pokoju się otworzyły. Oboje skierowali na nie swoje spojrzenia zaprzestając taniec.

      - Harry, ja... Oj. - zatrzymała się w przejściu na widok Louis'ego - Chłopcy... - westchnęła splatając ręce na piersi.

      - Mamo, wyjdź - Harry jęknął tupiąc nogą niczym mały chłopiec. Kobieta zaśmiała się po czym opuściła pokój. - Mama - stwierdził z powrotem wtulając się w szatyna. - Zawsze czegoś zapomni - zauważył na co Lou zachichotał.

     
Otworzył oczy tłumiąc śmiech. Już wtedy Harry nie lubił tańczyć. Już wtedy Anne wpadała w nieodpowiednich momentach. Ona jako pierwsza się dowiedziała. W urodziny Harry'ego. Wtedy Louis i on siedzieli w jego pokoju. Szatyn podarował mu pozytywkę w kształcie gondoli ma której stały dwa aniołki. Wystarczyło włączyć przyjemną dla ucha melodyjkę a one tuliły się do siebie. Harry zawsze słuchał tej muzyki każdego wieczoru kiedy szedł spać. Traktował ją jak kołysankę. Zawsze wtedy łatwo zasypiał. Do czasu kiedy po trzech miesiącach baterie się rozładowały a Harry był na tyle leniwy, by nie kupić nowych.


      Ponownie zachichotał. Sam proponował mu, że je kupi ale loczek uparcie twierdził, że on to zrobi. Niestety, pozytywka nadal nie została włączona.

      A wracając do Anne. Oczywiście nakryła ich. Siedzieli na łóżku zatraceni w pocałunku kiedy brunetka weszła do pokoju. by dowiedzieć się jak się bawią. Widząc jak się całują lekko się zszokowała i pragnęła wyjaśnień. Wtedy wszystko jej powiedzieli. Nie miała nic przeciwko. Cieszyła się szczęściem syna.

      - Louis? - usłyszał zachrypnięty i zaspany głos Harry'ego. Spojrzał na niego i posłał mu uśmiech. - Nad czym myślałeś?

      - A tak ogólnie - westchnął obracając się na plecy jednak nie puszczając dłoni młodszego.

      - Mhm - mruknął Harry wtulając się w bok ukochanego. Przełożył nogę przez jego biodro a rękę przez brzuch i dłoń wsunął pod ciepłe plecy chłopaka. - Czemu nie śpisz? - spytał równie śpiąco co za pierwszym razem.

      - Po prostu się obudziłem - odparł zgodnie z prawdą. - A Ty?

      - Ja też - szepnął. - Ale dalej chcę spać. Więc chodźmy...




      Minęło zaledwie półtorej godziny a Harry'emu odechciało się spać. Ziewnął przeciągle po czym wdrapał się na Louis'ego i usiadł okrakiem na jego biodrach. Louis przez ten czas nie spał. Obserwował Harry'ego jak ten cichutko pochrapywał.

      Harry patrzył chwilę na chłopaka uśmiechając się uroczo po czym przybliżył do niego i złączył ich wargi. Przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze po czym zassał ją delikatnie a z pomiędzy ust Louis'ego wydobył się ciszy, przyjemny jęk. Szatyn ulokował swoje dłonie na pośladkach młodszego i lekko je ścisnął kiedy język Harry'ego wtargnął do jego wnętrza. Wyszedł mu swoim naprzeciw i musnęli się końcówkami. W brzuchu bruneta zawrzało a w głowie Lou zaszumiało.

      - Uśmiech! - krzyknęła młoda dziewczyna z aparatem a po chwili w pokoju błysnęło białe światło.

      - Gemma! - krzyknął rozzłoszczony Harry odrywając się od chłopaka. - Co Ty odpierdalasz?!

      - Robię Wam zdjęcie - brunetka zaśmiała się perliście machając aparatem.

      - Wynoś się stąd! Jestem nagi! - jęknął sfrustrowany zakrywając dłońmi miejsca intymne.

      - Już, już. Spokojnie - odparła kierując się do wyjścia wciąż chichocząc.

      - Nienawidzę jej - burknął Harry ześlizgując się z Louis'ego i chowając się pod kołdrę.

      - Przesadzasz - westchnął Tomlinson zdejmując kołdrę z chłopaka i obejmując go od tyłu.

      - Gemma już jest. A wiesz co to oznacza? - zagadnął Harry wyraźnie zmarnowany. Louis nie odpowiadał wiec kontynuował. - Chris.

      - Jej narzeczony? - loczek przytaknął lekkim skinieniem głowy. - Taki straszny jest?

      - Straszny to mało powiedziane. On mnie nienawidzi. Z wzajemnością - mruknął przekręcając się w ramionach chłopak, by wtulić twarz w jego szyję.

      - Harry... - westchnął Louis głaszcząc chłopaka po plecach.

      - Coś czuję, że to będzie dzień do dupy.



                                                                       ||IIWYB||


         Kiedy powoli zbliżała się godzina dwunasta Louis już krzątał się w kuchni szykując śniadanie dla Harry'ego. On natomiast jeszcze leżał w łóżku. Wyglądało na to, że jak na razie nie ma w ogóle zamiaru z niego wyjść. Żadne ze sposobów Louis'ego nie poskutkowały. Postanowił więc nakarmić ukochanego goframi z czekoladą i truskawkami. Dwa ułożył na srebrnej, metalowej tacce, szklankę soku pomarańczowego i małą różyczkę wyrwana z donicy z balkonu.

      Z takim zestawem wrócił do pokoju. Położył tacę na łóżko a w momencie Harry się obrócił. Spojrzał na wszystko co przygotował Louis i uśmiechnął się uroczo po czym spojrzał na chłopaka. Szatyn usiadł na skraju. Loczek szybko wygramolił się spod ciepłej kołdry i usadowił się wygodnie między kolanami ukochanego.

      - Dziękuję - szepnął sięgając po gofra. Przyjrzał mu się po czym wziął kęsa.

      - To wyjdziesz z łóżeczka i przywitasz się ładnie z siostrą i jej... facetem? - spytał Louis przeczesują loki chłopaka.

      - Z siostrą - tak. Z Chrisem - nie - odparł stanowczo pochłaniając pieczywo. Szatyn jedynie westchnął. Wiedział, że już nie ma sposobu na to by chłopak pogodził się z narzeczonym Gemmy. Najwidoczniej musiał być naprawdę okropny.

      Kiedy oboje doprowadzili się do porządku postanowili, że w końcu zejdą do rodziny. Na ich piętrze była cisza więc zeszli na parter. Wolnym krokiem kierowali się korytarzem kiedy zauważyli kogoś, zdecydowanie mężczyznę, kierującego się w ich stronę. Harry już wiedział kto to. Momentalnie zawrzało w nim. Zrobiło mu się gorąco. Wolną dłoń zacisnął w pięść, by po chwili się zatrzymać. Odetchnął cicho a Louis spojrzał się na niego zdezorientowany. Nie wiedział co się szykuje. Harry wyglądał na bardzo zdenerwowanego, martwił się o niego. Z zamyślenia wyrwał go niski głos.

      - Wita, porcelanko. Jak ja cię dawno nie widziałem – młody mężczyzna spojrzał na Harry’ego z głupawym uśmieszkiem. Blond włosy miał zaczesane do tyłu na quiffa a ubrany był w ciemnogranatowy garnitur i białą koszulę.

      - Goń się – burknął Harry mocniej ściskając prawą dłoń w pięść. Druga dłoń trzymana przez Louis’ego została potarta delikatnie jego kciukiem po jej wierzchu.

      - Haz – szepnął cicho szatyn spoglądając na loczka zmartwionym spojrzeniem. Harry w momencie ścisnął palce w dłoni starszego po czym pociągnął go za rękę starając się wyminąć blondyna. Na marne.

      - Nie przedstawisz mnie swojemu partnerowi? -  spytał zerkając na Louis’ego. Wredny uśmieszek wciąż utrzymywał się na jego ustach.

      - Po pierwsze, to jest mój chłopak. A po drugie, nie zasługujesz na to – warknął cięgle uspokajając nerwy.

      - Ja… ja jestem Louis – Tomlinson odwrócił wzrok od Harry’ego po czym spojrzał na narzeczonego Gemmy, jak się domyślał. Wymusił uśmiech i wyciągnął dłoń w jego kierunku.

      - Nie podaje ręki pedałom – odparł a w momencie jego uśmiech znikł i zastąpił go wredny wyraz twarzy. 

      Louis musiał przyznać, że trochę się wystraszył tej miny. Jednak po chwili doszło do niego co ten koleś powiedział.  Poczuł jak zaczyna się złościć, jak krew zaczyna pływać szybciej a on robi się czerwony na twarzy. Teraz poczuł się tak jak zdenerwowany Harry i nie myśląc dłużej puścił jego dłoń rzucając się z pięściami na mężczyznę i klnąc coś pod nosem.  Loczek w samą porę objął swojego chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie. Cmoknął go w skroń po czym ujął jego dłoń i wyminęli lekko zszokowanego blondyna wychodząc do salonu.

      Na ogromnej kanapie rozsiadł się Robin a Anne zajmowała tylko malutką część tego mebla siedząc praktycznie na skraju ale najwidoczniej nie przejmowała się tym. Była zadowolona z obecności męża i córki siedzącej naprzeciwko niej w małym, brązowym fotelu. Harry automatycznie uśmiechnął się na widok siostry po czym podszedł do niej. Ta widziała go już z daleka. Wstała odwzajemniając uśmiech i przytulając brata. Cmoknęła go we włosy i pogłaskała po plecach.

      - Hej – szepnął jej do ucha.

      - Też tęskniłam – odparła uśmiechem w chwili przyciągając do siebie Louis’ego. Zdezorientowany chłopak odwzajemnił uścisk, by po chwili się z niego wyswobodzić i zasiąść na fotelu obok.

      Harry tylko na to czekał, gdyż już wcisnął się chłopakowi na kolana. Szatyn objął go mocno ramieniem wtykając nos w jego loki a młodszy wtulił się w jego klatkę piersiową przymykając powieki. Chciał choć na chwilę przestać myśleć o Chrisie. Ten człowiek naprawdę działał mu na nerwy i szczerze go nienawidził. Jak to możliwe, że Gemma go kocha? – Przemknęło mu przez myśl jednak szybko odepchnął to wszystko w tył swojego umysłu i skupił się na cieple, którym w tej chwili obdarzał go jego chłopak. Mimo wszystko na jego usta wstąpił delikatny uśmiech.

      - Harry, widziałeś gdzieś może Chrisa po drodze? Wyszedł na chwilę do toalety i długo nie wraca – Gemma zwróciła się do brata sprawiając, że uśmiech z jego ust znikł. - Może się zgubił? – spytała jakby sama siebie.

      - Ta… Gdzieś mi śmignął przed oczami… - wymamrotał w koszulkę Louis’ego.

      - Louis musi go poznać – ożywiła się nagle brunetka nie zwracając uwagi na odpowiedź Harry’ego. Chłopak momentalnie się wyprostował.

      - Już go poznałem – odparł cicho szatyn przyciągając ukochanego z powrotem do siebie. Wetknął dłoń w jego włosy i zaczął nawijać sobie na palce pojedyncze loki.

      - O. Czyli jednak się z nim widzieliście – zauważył Anne. Harry spojrzał przelotnie na Robina. Zaciekle czytał jakąś książkę i najwyraźniej nie zwracał uwagi na zaistniałą sytuację.

      - Tak – przytaknął cicho Tomlinson – I nie jest…  Auć! - jęknął kiedy Harry uszczypnął go w bok.

      - Przepraszam – wymamrotał brunet po czym ucałował chłopaka w pierś.

      - Nie jest…? – ponagliła go Gemma.

      - Nie zdążyłem go za bardzo poznać - Louis wymyślił szybko najprostsze kłamstwo. Harry najwyraźniej nie chciał, by szatyn powiedział prawdę.

      - Uhm. To zaraz go poznasz – rzekła Gemma a w jej głosie dało się usłyszeć uśmiech. Louis spojrzał na nią a zaraz w kierunku, w którym patrzyła. Właśnie do salonu zbliżał się Chris machając swojej narzeczonej niczym głupi nastolatek.

      Wszedł do pomieszczenia i omijając chłopaków wcisnął się na fotel koło brunetki i objął ją ramieniem. Ucałował ją w policzek na co ona cicho zachichotała a Louis przewrócił oczami. Dziewczyna wyraźnie była zakochana. Ale czy on ją kochał? To na chwilę zastanowiło Louis’ego. Blondyn wyglądał jakby po prostu podlizywał się Gemmie. A Anne nie potrafiła oderwać od nich wzroku – tak jak od Harry’ego i Lou, niedawno.

                  
                                                              ||IIWYB||


     
Harry i Louis po ponad godzinie zostali sami wraz z Chrisem, gdyż Anne, Gemma oraz Cheryl przygotowywały kolację a Robin, tak jak chciała jego żona, uczył się przygotowywać kurczaka po myśliwsku.

      Louis starał się ignorować palące spojrzenie blondyna. Czuł, że ten wręcz gapi się na niego ale on udawał zbyt pochłoniętego zabawą włosami Harry’ego, który najwyraźniej się zdrzemnął. Szatyn w tej chwili cholernie mu zazdrościł. Ucałował go w czoło na co ten się nieznacznie poruszył i zamlaskał. Louis uśmiechnął się pod nosem. Harry był taki uroczy kiedy spał.

      - Louis! Obudź, proszę, Harry’ego – usłyszał głos Anne z kuchni. – Nie chcę by był śpiący przy obiedzie.

      Chłopak pokiwał jedynie głowa po czym przeczesał loki Harry’ego i cmoknął go w policzek. Przysunął wargi do jego ucha i wymruczał ciche:

      - Wstawaj, skarbie – łaskocząc go nieznacznie w brzuch. Loczek wymamrotał coś niezrozumiałego i uchylił powieki. Louis uśmiechnął się pod nosem kiedy ten się poprawiał w jego ramionach i usiadł bardziej prosto. Spojrzał na szatyna i musnął lekko jego wargi.

      - Awww. Jesteście tacy słodcy, że aż chce mi się rzygać – warknął Chris udając odruch wymiotny na co Louis przewrócił oczami a Harry starał się to zignorować.

      - Szkoda, że moja siostra tego nie słyszy – odparł łagodnie Harry wciskając nos w zagłębienie szyi ukochanego i bardziej wypychając się plecami do blondyna.

      - Szkoda, że nie jesteś normalny – burknął Chris. Harry chciał odpyskować jednak przerwała mu Gemma wchodząc do salonu z tacą pełną szklanek i dzbankiem soku pomarańczowego. Odstawiła wszystko na stół pomiędzy kanapą a dwoma fotelami, na których w jednym siedział Harry z Lou i Chris w drugim obok nich.

    Dziewczyna usiadła wygodnie na kanapie a za chwilę obok niej blondyn. Znów objął ją ramieniem zakładając nogę na nogę a Louis odwrócił wzrok. On jest taki bezczelny. - pomyślał po czym przymknął oczy i ponownie wetknął nos w loki Harry’ego.

      Za chwilę w salonie pojawiła się Anne, Cheryl i Robin wraz z resztą dań. Tak jak Gemma, odstawili wszystko na stół i zajęli swoje miejsca. Anne wraz z mężem na kanapie obok Gem i Chrisa a Cheryl w fotelu obok chłopaków.

     

      Obiad dłużył się niesamowicie. Harry jak i Lou byli już zmęczeni ciągłym jedzeniem przeróżnych ciast i piciem soku. Robin grzebał coś w swoim telefonie w ogóle niezainteresowany sytuacją, kobiety zawzięcie dyskutowały o nadchodzącym ślubie najmłodszej z nich, wcześniej poruszając kwestię operacji Harry’ego, która swoją drogą była za… dwa dni. Natomiast Anderson wciąż posyłał Louis’emu piorunujące spojrzenia. Przez cały ten czas nie odrywał wzroku od szatyna, który był już cholernie zmęczony ciągłym udawaniem, że tego nie widzi i kompletnie sfrustrowany całą tą denerwującą sytuacją. Harry miał rację mówiąc, że ten facet jest okropny.

      Louis momentalnie wzdrygnął się kiedy chłodne palce Harry’ego wślizgnęły się pod jego koszulkę. Spojrzał rozbawiony na chłopaka na co ten wyszczerzył się do niego. Szatyn pokręcił głowa z dezaprobatą po czym ujął w dwa palce podbródek chłopaka i nachylił się, by złożyć czułego buziaka na jego słodkich ustach.

      - Koniec! – warknął Chris wstając z kanapy. W momencie chłopaki oderwali się od siebie i spojrzeli na niego a razem z nim cała reszta. – Nie macie tego dosyć?! – wrzasnął gestykulując dłońmi na Harry’ego Lou.

      - Czego? – spytała zdezorientowana i lekko przestraszona Gemma.

      - Jak oni… te pedały! Nie mogę na nich patrzeć! – zrobił kilka kroków w tył odsuwając się od stołu.

      - Chris! To jest mój brat! – dziewczyna podeszła do niego starając się zrozumieć narzeczonego i całą tą dziwna akcję.

      Harry musiał przyznać, iż podobało mu się to, że jego siostra za chwilę pozna cała prawdę, którą on znał od pół roku. Jednak starał się to ukryć. Nie mógł przecież cieszyć się się nieszczęściem Gemmy.

      - W dupie to mam! Tak samą jak tą całą Twoją pojebana rodzinkę i Ciebie! – krzyknął rozwścieczony tak naprawdę nie zdając sobie sprawy z tego co powiedział. Oczy brunetki zaszły mgłą a już za chwilę po jej policzkach spłynęły słone łzy.

      W pokoju zaległa cisza. Chris brał hausty powietrza zastanawiając się co dalej. Spoglądał to na dziewczynę to na jej przerażoną matkę. Wszyscy wpatrywali się w niego a Harry zdecydował się odezwać.

      - No dalej, Chris. Powiedz wszystkim o co Ci chodzi. Powiedz całą prawdę, bo ja to zrobię – odparł spokojnie kiedy Anne zgarnęła córkę w swoje ramiona a ta zaniosła się płaczem. Dziewczyna wiedziała, że to już koniec.

       - Dobra. W porządku. Już – westchnął przeczesując włosy. – Jak wszyscy wiemy mój ojciec ma kupę kasy – uśmiechnął się chytrze. – Ja niestety nie mam do niej dostępu dopóki nie jestem żonaty – spojrzał na Gemmę. – Do tego byłaś mi potrzebna, maleńka. Nie kochasz moich pieniędzy tylko mnie więc dla mnie idealnie! – zaśmiał się a brunetka ponowie wybuchnęła płaczem chowając się w ramionach matki. – I już byłem tak blisko fortuny. Tylko trzy miesiące do ślubu… - westchnął zmarnowany znów przeczesując włosy.

      - Nie mam zamiaru dłużej tego słuchać! – w końcu odezwał się Robin. Wstał ze swojego miejsca po czym tak po prostu wyrzucił Andersona z domu. Wracając usiadł koło córki i przytulił ją do siebie powtarzając ciche przepraszam.

     
 Wszyscy posyłali Gemmie współczujące spojrzenia. Harry chciał podejść do niej i też ją przytulić. Jednak chyba było jej dobrze w ramionach rodziców. Mimo wszystko czuł się źle, że nie powiedział jej tego dużo wcześniej. Może oszczędziłby wszystkim tej sceny.

      W momencie dziewczyna zachichotała przez łzy.

      - Co jest? – spytał zdziwiony Harry.

      - Wy nie rozumiecie – uśmiechnęła się siadając prosto. Przetarła policzki i spojrzała na brata. – Nie płaczę za nim ani przez niego. Jestem po prostu zła na siebie, że nie wierzyłam ci Haz kiedy mówiłeś, że cię obraża. Jestem wściekła na siebie, że tego nie zauważyłam. Że nie zauważyłam tego wszystkiego. Tego, że mnie nie kochał. Że był zwykłym dupkiem – znów się zaśmiała po czym schowała twarz w dłoniach. – I zmarnowałam z nim trzy lata mojego życia. – chlipnęła. – Ale każdy popełnia błędy, prawda? – spytała wciąż patrząc na Harry’ego. Chłopa kiwnął głową z lekkim uśmiechem.

      - Czyli nie będziesz za nim tęsknić? – spytał Robin pocierając ramię córki.

      - Nie mam za kim – szepnęła. – Już nawet nie pamiętam jak miał na imię – zachichotała a wraz z nią reszta. Wszyscy wybuchnęli śmiechem zapominając, że ktoś taki jak Chris Anderson w ogóle istniał.

                                                       
_______________________

O! I liczę na komentarze, bo pod ostatnim rozdziałem coś malutko ich było ;c a mi się smutno zrobiło. a potrzebuje jakiejś motywacji, bo mi ciężko idzie. Piszę dzień w dzień specjalnie dla Was...

>>zapytaj autorkę<<
>>zapytaj postaci<<

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 13. - Dance with me tonight.

Hej Pieszczochy. Wiem, że długo czekaliście. Przepraszam. Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Powiem tylko, że teraz już dobitnie biorę się za to opowiadanie i mam nadzieje skończyć je jeszcze w tym miesiącu. Pozostało siedem rozdziałów i epilog. Właśnie w tej chwili biorę się za czternastkę a w następnym będzie w końcu to na co wszyscy czekacie. Jak myślicie, co to? :D
I mam jedno pytanie. Ktoś to jeszcze w ogóle czyta? Bo nie wiem czy mam pisać czy zostawić wszystko w zeszytach tylko i wyłącznie dla siebie...
ENJOY!!!


                                                                *Dance with me tonight*

       
Po kilkugodzinnym śnie powieki Harry'ego zaczęły się powoli unosić ku górze. Ziewnął przeciągle rozciągając się. Zorientował się, iż leży na skraju łóżka i  rozejrzał się po pomieszczeniu. Było dość jasno a oczy wciąż go bolały. Ułożył się na prawy bok a wzrok zatrzymał na półnagim szatynie. Był zwrócony twarzą do niego. Miał lekko rozchylone wargi i cichutko pochrapywał. Loczek przysunął się bliżej ukochanego, chwycił jego dłoń i położył na swoim biodrze. Przez chwilę patrzył na śpiącego chłopaka. Jednak kusiło go, by pocałować ukochanego. Przysunął się więc i musnął delikatnie jego wargi. To miała być tylko sekunda i miał się już odsunąć, kiedy poczuł, że Lou pogłębia pocałunek i jego ręka z biodra Harry'ego wędruje ku górze i zatrzymuje się na jego policzku. Uśmiechnął się przez pocałunek.

      - Dobry... - mruknął Louis wciąż dotykając wargami usta Stylesa.

      - Mmm... Bardzo dobry - przyznał Harry a Tomlinson potarł kciukiem jego policzek po czym cmoknął w czoło.

      Młodszy przybliżył się do ukochanego i wtulił się w jego tors. Louis objął go i pogłaskał po plecach. Przeczesał jego splątane loki a następnie złapał delikatnie za pośladek na co Harry zamruczał w jego pierś. Za chwilę poczuł przyjemnie ciepłą i gładką dłoń na swojej pupie - szatyn wcisnął rękę w bokserki chłopaka.

      - Lou... - jęknął brunet wiercąc się i wtulając jeszcze bardziej w ukochanego.

      - Kocham twoją pupę - szepnął miękko Louis. Harry zarumienił się po czym zadarł głowę do góry. Wpatrywali się w siebie przez chwile dopóki Harry nie użył całej swojej siły i przekręcił starszego na plecy a sam usiadł na nim okrakiem.

      - Chciałbyś mnie podotykać? - spytał uśmiechając się figlarnie a ich nosy zetknęły się ze sobą. Louis kiwnął nieśmiało.

      Harry przymknął oczy a Louis poszedł w jego ślady kładąc ręce na nagich plecach chłopaka. Szatyn powoli przygotowywał usta do pocałunku wydymając je lekko. Czuł cieplutki oddech loczka na swoich wargach. Czuł, że robi mu się gorąco tam niżej i w momencie kiedy zsuwał lewą dłoń na pośladek Stylesa cieplutki oddech przestał drażnić jego wargi. Otworzył oczy.

      - To najpierw mnie złap! - Harry krzyknął ze szczerym uśmiechem prosto w jego zdziwioną twarz po czym wstał i szybko wybiegł z pokoju.

      - Ty mały potworku! Obyś szybko biegał! - Louis krzyknął za nim ruszając w pościg a w odpowiedzi dostał głośny, szczery śmiech.

      Wybiegł z pokoju i zatrzymując się prawie na wyjściu zastanowił się chwilę gdzie jego chłopak mógł pobiec; na górę czy na dół? Znając Harry'ego domyślił się, że na dół, bo jest łatwiej więc ruszył schodami do salonu. Teraz gdzie? Kuchnia, łazienka? Louis po prostu pobiegł przed siebie, Harry pewnie też tak zrobił. Przemierzając korytarze słyszał stłumiony śmiech Loczka. Kochał jego śmiech. I kochał kiedy był taki szczęśliwy jak dziś.

      - Zaraz cię złapię, kociaku! - wrzasnął szatyn nie zważając na to, że mógłby obudzić rodziców Harry'ego.

      Zbiegł kolejnymi schodami. Ciotka Harry'ego ma naprawdę ogromny dom. - Przeszło mu przez myśl kiedy potknął się na jednym ze schodków. Trafił do kuchni i w końcu odnalazła chłopaka. Loczek stał tyłem do Louis'ego i najwyraźniej zastanawiał się gdzie pobiec dalej. Tomlinson zachowując się bardzo cicho podszedł powoli do chłopaka. Będąc już bardzo blisko gwałtownie objął go w pasie.

      - Mam cię, kocie! - krzyknął ze śmiechem na co Harry wystraszył się a za chwile zaczął uroczo chichotać.

      Trzymając go mocno uniósł go do góry. Harry przestał czuć grunt pod stopami a Louis zaczął go obracać dookoła własnej osi powtarzając ciche mam cię, mam cię, niczym mantrę.

      - Tak, masz mnie - przyznał Styles uspokajając chichot. Louis postawił go na nogi, obrócił do siebie i cmoknął w policzek.

      - To jak? Idziemy na górę? - szepnął przybliżając się do niego a dłonie kładąc na jego biodrach.

      Harry uśmiechnął się nieśmiało zarzuciwszy ręce na szyje chłopaka a ten przybliżył go do siebie jeszcze bardziej.

      - No więc? Złapałem cię. Chcę nagrodę - odparł Louis trącając nosem o nos Loczka.

      - Okej - zgodził się Harry przymykając oczy po czym wpił się w usta Louis'ego.

      - Hej, hej, hej... Nikt się ze mnę nie przywita? - oboje usłyszeli kobiecy głos, znajomy Harry'emu. Oderwali się od siebie i spojrzeli na osobę za plecami Stylesa.

      - Ciocia! - krzyknął brunet po czym rzucił się w ramiona siostry ojca - Stęskniłem się - dodał cicho.

      - Ja też, szkrabie - odparła głaszcząc go po nagich plecach i uśmiechając się przyjaźnie do Louis'ego, który stał naprzeciwko niej - Nie przedstawisz mnie? - zagadnęła odsuwając od siebie bratanka.

      Harry speszył się. Kompletnie o tym zapomniał. Szybko więc znalazł się koło ukochanego.

      - To jest... m
ój Louis - szepnął lekko pchając chłopaka do przodu - Mój chłopak - dodał z uśmiechem.

      - Louis... - powtórzyła Cheryl chwytając dłoń Louis'ego, którą wyciągnął w jej kierunku - W końcu mogę cię poznać.

      - Mi również jest miło - odparł Louis a Harry zachichotał. Na usta blondynki również wtargnął delikatny uśmiech.

      - No dobrze - westchnęła kobieta po chwili niezręcznej ciszy - Zdaje się, że w czymś wam przerwałam - spojrzała na nich oboje oddalając się nieznacznie i unosząc prawy kącik ust ku górze.

      - Nie. W zasadzie my... - zaczął Harry jednak nie zdążył dokończyć.

      - Oj, już się tan nie rumień, kochany - rzekła Cheryl omijając ich po czym podeszła do swoich walizek przy drzwiach kuchni. Harry dopiero teraz się zarumienił. Szatyn cmoknął go w policzek - Louis najwyraźniej miał dostać jakąś nagrodę, huh? - zagadnęła ciągnąc za sobą torby. Oboje się speszyli - Jesteście w samej bieliźnie. Nie wnikam co robicie i nie chcę Wam przerywać więc wracajcie do siebie a ja idę się rozpakować - rzuciła na odchodne po czym zniknęła z ich pola widzenia.

      - Najwyraźniej będzie z nami na górze - bąknął Harry patrząc się w pustą przestrzeń przed siebie - To nie dobrze.

      - Czemu? - zaciekawił się szatyn. Ujął dłoń chłopaka i wrócili do swojego pokoju.

      - Nie znasz jej. Nie wiesz do czego jest zdolna. A to co widziałeś przed chwilą to nawet nie jest ćwiartka jej umiejętności - odparł lekko przestraszony.

      - Weź, bo zacznę się jej bać - żachnął się Louis siadając na łóżku. Harry wcisnął mu się na kolana a szyję objął rękoma.

      - I powinieneś - odparł brunet po czym wpił się w usta chłopaka. Louis ułożył swoje dłonie na jego plecach i kiedy został przez niego popchnięty na łóżko znaczyło to, że oczekiwana nagroda właśnie do niego trafiła.

                                                                         ||IIWYB||
 
      Po południu Louis w końcu postanowił przygotować ukochanemu jego wymarzone śniadanie, na które czekał od godziny. Na talerzu znalazły się tosty. I to nie byle jakie. Harry sobie wymarzył by najpierw zostały posmarowane sosem czosnkowym, następnie miał być położony zwykły ser, który został oblany ketchupem. Następna była szynka a na koniec dwa plasterki cebuli. Louis nie był pewny czy Haz zdoła zjeść tę kombinację ale kiedy przyglądał się mu, siedząc w salonie na wygodnym fotelu, i widział jak pochłaniał wszystko, aż mu się uszy trzęsły to nie miał wątpliwości, że mu smakowało.

   
      Po zjedzonym śniadaniu Harry wcisnął się na kolana Lou. Nie przeszkadzało mu, że fotel był trochę za mały dla nich dwóch. Skulił się w kłębek i w ramionach szatyna było mu niewiarygodnie dobrze i bezpiecznie. W momencie w salonie pojawiła się Cheryl i rozsiadła się na kanapie udając, że ogląda film, który akurat leciał na dużej plazmie, bo tak naprawdę przyglądała się chłopakom. Louis szeptał Harry'emu jakieś krótkie słówka. Po tym, że brunet co rusz rumienił i chichotał perliście można uznać, że były to sprośne rzeczy.  

     
      Kiedy Harry'emu wyraźnie znudziły się nieprzyzwoite słówka Tomlinson wsunął swoja chłodną dłoń pod koszulkę ukochanego a nos wcisnął w jego loki. Opuszkami palców począł pieścić delikatną skórę pleców chłopaka. Harry zamruczał gardłowo a na usta szatyna wtargnął dumny uśmieszek.

      - Jesteście przeuroczy - stwierdziła Cheryl przyglądając im się z lekko przekrzywioną głową. Louis jedynie posłał jej wdzięczny uśmiech a Harry cichutko zachichotał.

      - Dobra, nie przyszłam tu po to, żeby oglądać film... czy was. Mam dla Was propozycje nie do odrzucenia - zaczęła z ogromnym uśmiechem a Haz już wiedział, że nie wróży niczego dobrego. Ciotka jakoś rzadko ma dobre pomysły - Anne i Robin już się zgodzili. Wy też musicie. A więc... dziś wieczorem firma, w której pracuję, po udanym pokazie w Marsylii urządza bankiet a Wy jesteście zaproszeni! - oznajmiła na jednym tchu a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Natomiast na twarzy Harry'ego zagościł grymas.

      - Jak to... my zaproszeni? - spytał zdezorientowany.

      - No bo...

      - Nieważne. Uwielbiam bankiety - odparł Louis z nieukrywanym entuzjazmem przerywając kobiecie - Oczywiście, że pójdziemy. Harry? - spojrzał na swojego chłopaka z nadzieją, iż ten się zgodzi.

      - No nie wiem, Lou... - wymamrotał brunet nie za bardzo zadowolony z propozycji ciotki.

      - Oj, Hazz - jęknął zaciskając palce na bokach chłopaka - Obiecuję, że będzie fajnie. Proszę, skarbie... - wyszeptał wprost do jego ucha po czym ucałował go w policzek.

      - No dobrze... Dla Ciebie - westchnął a Louis pisnął z ekscytacji - Ale... - wystawił wskazujacy palec przed twarzą chłopaka - pod warunkiem, że jak będę się nudził to spadamy do domu.
 
      - No okej. Niech Ci będzie - zgodził się z uśmiechem szatyn.

      Cheryl była niesamowicie podekscytowana tym, że Harry się zgodził. Wiedziała, że będzie trudno go przekonać, bo nie lubił takich imprez ale jak widać Louis go przekonał. Szczerze mogła przyznać, iż uważa, że ten chłopak ma bardzo dobry wpływ na jej bratanka.

       Blondynka razem z nimi powędrowała do swojej sypialni, by pokazać im garnitury jakie dla nich kupiła. Wskazała tylko gdzie leżą po czym wróciła do swoich zajęć. Chłopaki natomiast podeszli do jej łóżka, by przyjrzeć się strojom dla nich uszykowanym.

      Garnitury błyszczały piękną, głęboką czernią. Ten leżący po lewej miał błękitne akcenty, niczym niebo cudownego, paryskiego poranka, na chusteczce wystającej z kieszeni na lewej piersi i również tego samego koloru był krawat. Natomiast chusteczka i muszka tego od prawej były przesiąknięte zielenią wiosennej polany, na której kilka lat temu byli wraz z Niallem podczas gorących wakacji.

      Harry zachichotał cicho na te porównania kiedy poczuł ciepłe ramiona wokół swojej szyi. Chwilę potem chłopak musnął wilgotnymi wargami ucho bruneta.

      - Jak do ślubu, prawda? - szepnął mu Louis na co Haz przymknął oczy.

      - Mhm... - rozmarzył się - Tylko szkoda, że jednak nie - posmutniał. Obrócił się twarzą do ukochanego, by móc na niego spojrzeć, następnie ułożył głowę na jego ramieniu.

      - Harry... - Louis odparł cicho pchając delikatnie chłopaka na łóżko, by ten usiadł a sam przed nim uklęknął kładąc dłonie na jego kolanach i chwytając w nie chłodne jak zawsze paluszki Harry'ego. Ucałował wierzch jego dłoni - Gdybym mógł to nawet jeszcze dzisiaj bym cię poślubił - uśmiechnął się do niego z tym uczuciem. To piękne zdanie złożone ze zwykłych dziewięciu słów wcale nie było rzucone na wiatr. Louis był pewny tego co powiedział kilka sekund temu.

      Harry spojrzał na Lou i odwzajemnił uśmiech. Pochylił się do chłopaka i ucałował delikatnie jego ciepłe usta. Ponowił ten gest raz... i jeszcze raz. Oparł swoje czoło o czoło Louis'ego.

      - Kocham Cię - szepnął mu prosto w usta i znów delikatnie je musnął.

      - Ja Ciebie też kocham.

      Słodką ciszę przesiąkniętą ich zakochanymi oddechami przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju weszła Anne.

      - Oj, przepraszam. Chciałam obejrzeć garnitury - brunetka od razu się wytłumaczyła. Było jej trochę głupio, gdyż znów odwiedziła ich w nieodpowiednim momencie.

      - Och. Tak, jasne. Chodź - odparł Harry wstając z łóżka po czym obrócił się tyłem do Lou, który objął go mocno w pasie i ułożył podbródek na jego ramieniu - Ładne, co? - zagadnął mamę, gdy
 ta podeszła do łóżka.

      - Są przepiękne...

                                                                       ||IIWYB||

      Wybiła godzina 19.30. Czas było się zbierać. Chłopaki już mieli na sobie swoje garnitury natomiast Cheryl ubrana była w sukienkę bez ramiączek w odcieniu zgniłej zieleni, która sięgała jej do kolan. Ten strój odmładzał ją przynajmniej o kilka lat. Sukienka była od jej znajomego projektanta tak samo jak stroje chłopaków czy sukienka Anne. Jej suknia natomiast z głębokim dekoltem była malinowa, również do kolan a na ramiona miała zarzucony czarny, delikatny sweterek. Robin założył granatowy garnitur wraz z jasnobłękitna koszulą. On tak jak Harry nie miał ochoty na ten bankiet jednak żona go przekonała.

      Po dziesięciu minutach Anne i Robin jak i Cheryl mknęli już do firmy modelingowej w czarnej limuzynie a zaraz za nimi w osobnej, Harry wraz z Louis'm. Młodszy wtulał się w szatyna, który mocno obejmował go ramieniem. Harry ciągle miał przymknięte oczy i wydawało się, że zaśnie jednak Louis co jakiś czas mówił coś do niego, by go wybudzić. Chłopak czuł się niesamowicie bezpiecznie w ramionach ukochanego i ponownie odechciało mu się tego bankietu. Wolał ten wieczór spędzić ze swoim chłopakiem.

      - Jesteś piękny, Harry - szepnął Louis słysząc równomierny oddech loczka.

      - Dziękuję - odparł i wtulił się w niego mocniej po czym przełożył rękę przez jego brzuch a dłoń wsunął pod marynarkę.

      - Wiesz. Cieszę się, że jedziemy na ten bankiet - zaczął - ale nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy do domu, położymy się do łóżka i będziemy tylko my.

      - Mówiłem, że to zły pomysł - zauważył Harry.

      - No... Później już straciłem na to ochotę ale chciałem zobaczyć cię w tym garniturze - szepnął Louis wtykając nos w loki chłopaka - Ślicznie w nim wyglądasz - cmoknął go w głowę.


                                                                        ||IIWYB||
      Całą piątką siedzieli przy okrągłym stoliku w boku sali przy orkiestrze popijając szampana oprócz Harry'ego, który nie może z wiadomych powodów*. Louis cały czas pod stołem trzymał go za rękę i co chwila spoglądał na niego uśmiechając się delikatnie. Cheryl i Anne namiętnie o czymś dyskutowały. Można stwierdzić, iż o czterech modelach stojących przy ogromnym oknie, gdyż wciąż na nich zerkały. Natomiast znudzony Robin smakował wszystkich drinków.

                                                                     [Avanlanches]
     
      W momencie na sali rozbrzmiała melodia powolnej muzyki i delikatny głos wokalistki a Harry'emu serce zaczęło bić szybciej. Doskonale wiedział co to oznacza. Znał Louis'ego i wiedział co się zaraz stanie. Od razu w głowie zaczął szukać wymówki kiedy usłyszał charakterystyczny dźwięk odsuwanego krzesła. Odwrócił wzrok w tym kierunku i ujrzał Louis'ego stojącego przed nim z wyciągniętą w jego kierunku dłonią.

      - Mogę prosić? - Louis spytał cicho uśmiechając się ochoczo do chłopaka.

      - Źle się czuję... - mruknął próbując się wykręcić. Louis zrobił minę mówiącą "nie żartuj sobie" i znów się odezwał.

      - Ponowię. Mogę prosić? - chwycił jego dłoń po czym ucałował jej wierzch. Harry westchnął co oznaczało zgodę a Louis wyszczerzył się dumnie porywając chłopaka na parkiet. Wcześniej Harry spojrzał na rodziców i ciotkę. Zdawali się nie zauważać zaistniałej sytuacji. Wywnioskował więc, iż nie zauważą również, że odeszli od stołu.

      Lou objął ukochanego mocno w pasie i przyciągnął bliżej siebie a zawstydzony Harry objął jego szyję i schował twarz w jej zagłębieniu. W momencie zaczęli bujać się w rytm muzyki. Loczek przymknął powieki a szatyn wetknął noc w loki młodszego. Byli sami na parkiecie więc nie było zdziwieniem, iż przyciągnęli ciekawskie spojrzenia połowy gości. Ludzie wlepiali w nich swoje oczy i w tej chwili Harry i Lou stali się największą atrakcją na tym bankiecie co wcale im nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie; czuli się fantastycznie podziwiani w taki sposób i w takim momencie.

      Harry chwilę później ucałował delikatnie szyję ukochanego po czym spojrzał na niego uśmiechając się w sposób, który Lou kochał. Szatyn nie mógł się oprzeć i mimo tego tłumu zaczął powoli nachylać twarz ku twarzy Harry'ego i kiedy w końcu ich usta się spotkały przez dłuższy czas nie pozwolił na to by się rozstały. Na sali rozbrzmiały ogromne brawa na co oboje się uśmiechnęli nie przerywając pocałunku i nadal bujając się rytm przyjemnej muzyki.
__________________
* tak naprawdę to nie wiem czy osoba chora na białaczkę nie może spożywać alkoholu. Jakby coś...

>>zapytaj autorkę<<
>>zapytaj postaci<<

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 12. - C'est la mort.

Hej Pieszczochy! Tak, wiem. Długo mnie tu nie było. Bardzo przepraszam. Byłam niesamowicie zajęta. W szczególności szkołą. Przygotowania do egzaminu i inne takie. Naprawdę nas męczyli i nie miałam praktycznie wgl czasu na pisanie. Wybaczcie. W wakacje postaram się Wam to zrekompensować.
Najpierw dodaje rozdział tu, bo ostatni był w lutym więc naprawdę długo czekaliście. Przepraszam za to. Ostatnio też wgl źle ze mną. Nie miejcie mi tego za złe. Teraz tylko cierpliwie czekajcie na rozdział PDC.
I oczywiście proszę o dużo komentarzy. Tak na zachętę :)
ENJOY!!!






                                                               *C'est la mort*

   
  Dochodziła godzina dziewiąta a pokój Harry'ego i Lou zaczęło wypełniać światło słoneczne powodując, iż loczkowaty zaczął się powoli przebudzać. Delikatnie uchylił powieki po chwili jednak je zamknął gdyż promienie oślepiły jego oczy. Przetarł powieki piąstkami po czym przeniósł się do pozycji siedzącej. Teraz już pewniej otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Zatrzymał wzrok na prawie nagim chłopaku. Louis leżał na brzuchu mając głowę ułożoną na dużej, białej poduszce a dłonie wsunięte pod nią. Grzywka opadała mu na nosek. Usta miał lekko rozchylone pochrapując cichutko. Miał na sobie jedynie czarne bokserki a jego opalona skóra idealnie kontrastowała z białą pościelą. Kołdra była skopana w sam kraniec łóżka, więc Harry stwierdził, iż Louis'emu było gorąco w nocy. W tym momencie dla niego chłopak wyglądał przesłodko.


      Czując lekki uścisk w żołądku nie czekając ani chwili dłużej ucałował Louis'ego w czoło zaczesując jego grzywkę za ucho po czym w samych bokserkach, jedynie mając na stopach puchate kapcie wyszedł z pokoju kierując się do kuchni.

      Znając swoich rodziców i wiedząc, że wstają bardzo wcześnie, zrezygnował z kuchni na własnym piętrze i zszedł na parter z nadzieję, że ich zastanie. Louis spał a on nie chciał siedzieć sam przy śniadaniu. Zawsze wolał chociażby posiedzieć z tą drugą osobą chociażby w ciszy. Dobra, tak naprawdę to Harry był bardzo gadatliwy i musiał mieć kogoś obok, do kogo mógłby gębę otworzyć. A skoro nie Lou to rodziców pomęczy.

      Wszedł do kuchni a w niej zastał ojca przy oknie popijającego kawę. Stanął przy nim ze świadomością, że tata go nie zauważył po czym szturchnął go lekko łokciem a Robin drgnął. Na szczęście kubek był zapełniony kawą jedynie do połowy więc nic się nie wylało. Mężczyzna odłożył naczynie na blat, o który się opierał i spojrzał na syna.

      -Co Ty wyprawiasz?! Chcesz, żebym zszedł na zawał?! - oburzył się patrząc na Harry'ego lekko zdenerwowany.

      -Tak w ogóle to dzień dobry, tato. - odparł z uśmiechem Haz ignorując uwagę ojca.

      -Taa, dzień dobry... - odpowiedział po czym usiadł do stołu. - Usiądź. - poprosił Harry'ego a kiedy ten wykonał polecenie zaczął. - Akurat o Tobie myślałem.

      -Tak?

      -Tak. A konkretniej o Tobie i Louis'im. - sprostował.

      -O mnie i Lou? - uśmiechnął się na wspomnienie swojego chłopaka. - Dlaczego?

      -Bo jakoś tak...wspominałem... I samo wyszło. - odparł miotajac sie trochę.

      -A o czymś konkretnym?

      -No o Tobie i Louis'im... Czy Wy...no, ten...o tym... No wiesz... - Robin jąkał się lekko zdenerwowany. To pierwsza taka rozmowa z Harrym na ten temat.

      -Nie, nie wiem. - zachichotał brunet. - Możesz jaśniej?

      -No, czy Wy...kochacie się? To znaczy, uprawiacie seks? - zapytał w końcu odwracajac wzrok. Nie wiedział, że to będzie takie trudne.

      -Nie! - Harry parsknął śmiechem. - Jeszcze nie...

      -No więc...posłuchaj. - mężczyzna westchnął głośno by po chwili kontynuować. - W życiu rodzica przychodzi taki moment, że musi porozmawiać o tym z dzieckiem. Więc chcę Ci powiedzieć...ja...nie wiem jak robi to dwóch chłopaków...ale wiem, że...będzie bolało...no i jeszcze trzeba...wiesz, zabezpieczyć się... No i...spokojnie, bo wtedy...

      -Tako, teraz Ty posłuchaj. - przerwał mu Harry śmiejąc się pod nosem. - Doceniam, że się troszczysz i w ogóle. To naprawdę miłe z Twojej strony, że chcesz pomóc, ale my; ja i Lou, wiemy jak sie kochać. Jesteśmy do tego przygotowani. Wiemy, że trzeba się zabezpieczyć, że trzeba podejść do tego spokojnie. - wytłumaczył ojcu Harry. - I chcę, żebyś wiedział, że w najbliższym czasie, jeszcze przed operacją, planujemy nasz pierwszy raz, chcemy sie kochać. - dodał z dumnym uśmiechem.

      -Aaa... - Robin chciał coś jeszcze dodać jednak powstrzymał się kiedy do kuchni wszedł Lou.

      -Dobry. - przywitał się z ojcem Harry'ego a mężczyzna kiwnął głową. - Hej, kochanie. - ucałował loczkowatego w policzek i usiadł obok niego. - Dlaczego zostawiłeś mnie samego? - spytał z pretensją.

      No bo...byłem głodny a chciałem Cię budzić. - wybrnił się. - No właśnie! Głodny! - przypomniał sobie po co tu przyszedł i od razu zajrzał do lodówki a Louis zachichotał cicho.

      Robin wstał od stołu i oznajmił chłopakom, że wraca do żony. Harry wyciągnął na blat cztery tosty po czym ruszył za ojcem doganiając go.

      -Tato. - zaczął. - Ale jeśli chodzi o te sprawy to widzę, że nieźle sobie radzisz mimo wieku. - uśmiechnął się łobuzersko.

      -O czym Ty mówisz? - spytał zdezorientowany.

      -O dzisiejszej nocy. Mamie się chyba podobało. - uniósł lewą brew ku górze a Robin rumieniąc się szturchnął syna w ramię i poszedł dalej.

      Harry wrócił do kuchni i dokończył robienie tostów w czasie kiedy Lou popijał ciepłą herbatę. Włożył tosty do opiekacza i usiadł obok chłopaka.

      -Wiesz, Skarbie. Podoba mi się tu. - przyznał Louis obracajac prawie już pusty kubek w dłoniach. Harry zerkając to na opiekacz to na Louis'ego, objął w pasie jego nagie ciało a głowę ułożył na ramieniu. Nie odzywajac się ani słowem pozwolił chłopakowi kontynuować. - Jest...naprawdę ładna pogoda. I jestem tutaj z Tobą, w Paryżu. Jest idealnie. - uśmiechnął się wtykając nos w loki chłopaka. - Chcę, żeby już zawsze tak było. - dodał szeptem. Momentalnie Harry odsunął się od niego. Spojrzał na niego oburzony, z żalem...w zasadzie to nie wiadomo jak na to zareagował tyle, że zareagował źle. To było widać. - Co? - spytał Lou nie wiedząc o co chodzi.

       -Nic - odburknął Hazz po czym wstał od stołu i wyszedł z kuchni szurając po podłodze swoimi puchatymi kapciami.
 
      -A tosty...? - zawołał za nim szatyn.

      -Zjesz sobie sam. Nie mam ochoty - odkrzyczał wyraźnie zdenerwowany.

      Louis jedynie westchnął na zachowanie ukochanego. Oparł się dłońmi o stół i spojrzał w dal zastanawiając się co go tak wkurzyło. Przecież nie powiedział niczego złego. To, że mu się tu podoba i chciałby, żeby już zawsze tak było wcale nie powinno go urazić. Przecież to miłe. Chociaż... Chcę, żeby już zawsze tak było. Powtórzył sobie to zdanie w głowie. I faktycznie. Mógł tym urazić Harry'ego. I to bardzo. Zawsze. Niepotrzebnie użył tego słowa. W tej sytuacji było nieodpowiednie. Ale przecież tego chciał. Miał skłamać? To też by było. Chociaż mógł inaczej to sformułować. Tak by nie skrzywdzić tym Harry'ego.

      Westchnął ponownie po czym wyłączył opiekacz. Nie zamierzał jeść tostów. Nawet nie był głodny. Po prostu, po chwili namyślenia ruszył do ich sypialni z nadzieją, że właśnie tam zastanie Harry'ego. Powinien go przeprosić. W pewien sposób skrzywdził go. A to nie dobrze. Bo Loczek jest bardzo wrażliwym chłopakiem. Louis wie, że każde, źle wypowiedziane słowo jest w stanie go urazić.

      Zapukał cicho i nie słysząc żadnej odpowiedzi wszedł do środka. Harry siedział skulony na łóżku i łkał cichutko. Przerażony Lou szybko znalazł się obok ukochanego. Przytulił go do siebie a on wcale nie protestował. Ucałował go we włosy i zaczął głaskać delikatnie po plecach.

      -Shhh... - szepnął do niego ponownie składając ciepły pocałunek na jego lokatej główce.

      -Przecież wiesz, że długo mnie tu nie będzie - odparł tuląc się do piersi chłopaka.

      -Wiem. Przepraszam kochanie. Nie pomyślałem...że to tak zabrzmi. Wcale nie to miałem na myśli. Naprawdę przepraszam - odsunął od siebie Harry'ego i starł łzy z jego policzków.

      -Mhmm... - odszeptał Hazz po czym uśmiechnął się delikatnie - Ale to zabolało.

      -Prze... - Lou ponownie chciał przeprosić ale Harry przerwał mu zatykając jego usta swoimi.

      -Wybaczam - odparł w przerwie loczkowaty po czym znów wpił się w usta chłopaka.

      Naparł na niego całym ciałem co sprawiło, że Lou upadł na plecy a on na niego. Nie przerywając pocałunku usiadł na nim okrakiem i począł delikatnie suwać opuszkami po jego brzuchu. Louis westchnął cicho w jego wargi. Objął Harry'ego rękoma w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Jedna dłoń powędrowała do góry i palce wplotły się w jego loki. Kiedy zachłannie się całowali ręka Louis'ego momentalnie znalazła się na  pupie Harry'ego a palce delikatnie zacisnęły na krągłym pośladku. Hazz jęknął zadziornie i zassał skórę na szyi chłopaka kiedy jego dłoń wsunęła się pod czarne bokserki Stylesa.

      -Lou, chyba nie zamierzasz teraz... - zaczął Harry ale ktoś mu niespodziewani przerwał. Drzwi do ich sypialni otworzyły sie z hukiem.

      -Chłopaki, zamierzacie później... - do pokoju weszła Anne urywając swoja wypowiedź na widok chłopaków. Harry momentalnie zszedł z Louis'ego i zakrył się kołdrą - Ja... Przepraszam - zarumieniła się po czym zakrywając dłonią oczy wyszła z pokoju.

      Hazz nadal nie wychodził spod pierzyny. Zawstydzony ukrywał się mimo, że Louis ze śmiechem prosił go by przestał się wygłupiać. Próbował zedrzeć z niego nakrycie ale Loczek był za silny dla niego.

      -Harry. Przestań. Przecież nic takiego się nie stało - zauważył szatyn potrząsając chłopakiem i śmiejąc się po nosem.

      -Moja mama nas widziała - odarł Harry coraz mocniej ściskając w dłoniach kołdrę.

      -I co z tego? Pewnie jeszcze nie raz zobaczy - zapewnił go Louis w końcu zdejmując z niego pościel - No weź - chwycił go w swoje ramiona i przytulił mocno - To nic strasznego. Wiem, że teraz nie łatwo Ci się będzie jej pokazać ale takie życie, Skarbie - zaśmiał się dźwięcznie całując go ramię.

      -Nie mów tak - oburzył się Loczek wyrywając się z jego uścisku.

      -Jak?

      -Takie życie. Co to w ogóle znaczy? Jakie życie? - zaczął wymachiwać rękoma.

      -No takie właśnie - odparł Lou uśmiechając się ciepło.

      -Oj przestań - Harry wstał z łóżka i ruszył do drzwi z zamiarem opuszczenia pokoju. Nie było mu to dane gdyż Louis za chwilę pobiegł za nim i zatrzymał go obejmując go w pasie. Położył podbródek na jego ramieniu i ucałował w miejsce za uchem na co Harry delikatnie zamruczał.

      -Ja pójdę spytać się Twojej mamy co chciała  - wyszeptał - a Ty się ubierz i zejdź za chwilę na dół. Dobrze? - poprosił a brunet delikatnie przytaknął głową.


      Powoli zbliżała się godzina osiemnasta. Po obiedzie Harry zadzwonił do chłopaków a Louis do swoich sióstr. Zayn, którego numer Hazz wybrał jako pierwszy, powiedział, że bardzo tęskni, najbardziej ze wszystkich. Następnie był Niall, który nie chciał się rozłączać. Zaszantażował Harry'ego, że się rozpłacze a wszystko skończyło się śmiechem i słowami, że oboje tęsknią. Na końcu był Liam. Chłopak kazał przekazać pozdrowienia wszystkim od niego i Danielle. Poprosił by Harry przekazał Louis'emu by ten dbał o Loczka. Styles jednak zapewnił Payne'a, że Lou doskonale o tym wie.

      Louis natomiast zadzwonił do Lottie, która zebrała wszystkie dziewczynki. Siostry płakały i wciąż powtarzały, że tęsknią i czekają aż brat wróci. Mówiły, że jest strasznie nudno bez niego. A Louis nie mógł powstrzymać łez, które wręcz cisnęły mu się do oczu. On również tęsknił. Bardzo mocno. Na szczęście obok znalazł się Harry, który od razu przytulił do siebie chłopaka. Brunet pozdrowił dziewczynki od całej rodziny a one pozdrowiły jego. Loczek zapewnił je, że zajmie się Louis'im i poprosił by spokojnie czekały na niego.

      Po kolacji natomiast Harry i Louis wybrali się na miasto. Postanowili zwiedzić Paryż, tak jak chciała Anne, wieczorem. Oczywiście ona i Robin chcieli im towarzyszyć. Jednak Louis szybko wybił im to z głowy, zapewnieniami, że mają zamiar przejść całe miasto i więc małżeństwo z pewnością szybko się zmęczy.
Przekonało ich to i postanowili, że zrobią sobie romantyczną kolację w domu.    
   
      -Louis, jesteś niesamowity - stwierdził Harry kiedy oboje wyszli z domu - Mi nigdy by się to nie udało.

      -Musiałem coś wymyślić, żeby z nami nie szli. Chcę ten czas spędzić z Tobą. Twoi rodzice nie są nam do tego potrzebni - uśmiechnął się delikatnie całując Harry'ego w policzek. Ujął jego dłoń kiedy weszli w ruch uliczny.

      -Lou... - szepnął Harry spoglądając na Louis'ego, który dumnie szedł do przodu ze swoim chłopakiem.

      -Chyba się mnie nie wstydzisz? - spytał szatyn zatrzymując się na chodniku. Kilkoro ludzi spojrzało na nich niemiło, gdyś torowali przejście.

      -Nie - Styles szybko zaprzeczył.

      -Więc... - przeciągnął samogłoskę. Rozejrzał się dookoła po czym wzruszył ramionami a następnie przybliżył się do Harry'ego i musnął jego wargi swoimi - Więc chodź - dokończył pociągnąwszy chłopaka za sobą.

      Oboje stanęli przed wieżą Eiffla. Ich głowy automatycznie zadarły się do góry. Żaden nie mógł wydobyć z siebie słowa. Nocą wieża wyglądała niesamowicie cała oświetlona. Z ust Louis'ego wydobyło się ciche westchnięcie. Londyn uważał za naprawdę piękne miasto. Mieszkał tam od urodzenia ale jednak wciąż zdarzało mu się zachwycać tym miastem. Jednak teraz był pewien, że Paryż jest piękniejszy. Przynajmniej dla niego. W końcu nigdy tu nie był. To jego pierwszy raz...przed wieża Eiffla.

      Poczuł jak Harry wtula się w niego. Szybko odwrócił się w jego stronę i szybko objął ramionami. Ucałował go we włosy po czym wetknął nos w zagłębienie jego szyi. Musnął wrażliwą skórę po czym odsunął od siebie chłopaka. Spojrzał na niego uśmiechając się ciepło. Wierzchem dłoni przejechał po policzku Harry'ego następnie wpijając się w jego malinowe wargi. Kiedy chłopak rozchylił delikatnie wargi by zaczerpnąć powietrza Lou wykorzystał moment i wsunął do środka język. Harry jęknął cicho i wplótł palce we włosy Louis'ego. Szatyn momentalnie odsunął się od chłopaka kiedy ktoś szturchnął go w ramię. Odwrócił się i spojrzał złośliwie na niechcianego osobnika.

      -Przepraszam - zaczął mężczyzna w czarnym garniturze i granatową muszką pod szyją pod kolor kwiatka w kieszeni marynarki po lewej - Pan Styles i pan Tomlinson? - spytał a Harry i Lou wciąż nie wiedząc o co chodzi przytaknęli - W takim razie zapraszam za mną - odparł ostatni raz po czym odwrócił sie na pięcie i ruszył w stronę wieży.

      Harry zdenerwowany i lekko przestraszony spojrzał na Louis'ego. Chłopak tylko się uśmiechnął i chwyciwszy dłoń ukochanego pociągnął go za sobą.

      -Lou, ale ja się boję - jęknął przestraszony.

      -Czego, Skarbie...? - spytał obejmując chłopaka w pasie.

      -Tego gościa. Skąd wie jak się nazywamy? A jeśli to jakiś bandzior? - zatrzymał się zerkając na faceta, który czekał na nich pod wieżą.

      -Bandzior? Harry, przesadzasz. On mi wygląda co najmniej na kelnera. Założę się, że Twoi rodzice to ukartowali - uśmiechnął się do ukochanego a ten westchnął jedynie - No chodź - ucałował go delikatnie w dłoń i ponownie pociągnął za sobą.

      Będąc już prawie na samej górze kelner zaprosił ich do stołu. Usiedli na przeciwko siebie a kiedy spojrzeli po sobie mężczyzna nalał im do kieliszków czerwonego wina.

      -Przepraszam - Lou zwrócił się do faceta - O co tu chodzi?

      -Rodzice pana Stylesa zorganizowali na dla panów kolacje. A ja będę panom usługiwał - odparł grzecznie kelner.

      -Ale po co? - wtrącił się Harry.

      -Niestety z takimi pytaniami to już nie do mnie. Przykro mi - odparł po czym odszedł.

      -Mówiłem, że to Twoi rodzice? - zauważył Lou uśmiechając się dumnie.

      -Tak, tak - Harry machnął ręką po czym chwycił kieliszek zapełniony do połowy czerwonym trunkiem i uniósł go do góry - Za nas?

      -Za nas - zgodził się Lou z uśmiechem po czym stuknął się szkłem z Harrym a następnie upił łyk wina. Odstawił kieliszek na stół, odsunął się z krzesłem, wstał i podszedł do Loczka. W jednej chwili chłopak pomyślał, że Louis ma zamiar się mu oświadczyć ale szybko wybił sobie to z głowy kiedy szatyn wystawił w jego kierunku swoją dłoń. Chwycił ją po czym wstał i ruszył za chłopakiem.

       Louis zatrzymał się przed poręczą. Natomiast Harry zatrzymał się troszkę dalej. Miał lęk wysokości a tu było naprawdę wysoko. Bał się podejść. Spojrzał przerażonym wzrokiem na ukochanego po czym odwrócił głowę. Szatyn westchnąwszy podszedł do chłopaka. Obszedł go od tyłu i objął rękoma w pasie. Podbródek położył na jego ramieniu i ucałował w ucho.

      -Nie bój się, Skarbie. Ja cały czas jestem obok. Po prostu...chodź - poprosił szeptem muskając delikatnie wargami szyję chłopaka.

      -Boję się... - jęknął Harry chwytając ręce Lou na jego pasie.

       -Nie ma czego - ucałował go w policzek - Zamknij oczy - poprosił a po chwili Harry przymknął powieki - Nie bój się. Jestem tutaj. Przytulam Cię więc nic Ci się nie stanie - odparł robiąc razem z chłopakiem krok do przodu - Spokojnie - wyszeptał ciepło kiedy już oboje stali przy poręczy. Lou zabrał ręce z pasa chłopaka po czym ujął w dłonie jego i położył je na metalowej rurze - A teraz otwórz oczka - poprosił a Harry go posłuchał. Kiedy obrzucił spojrzeniem widok Paryża z kilkuset metrów jęknął przestraszony po czym próbował się wyrwać z uścisku Louis'ego - Kochanie, spokojnie. Jestem tutaj. Nic Ci nie grozi - powiedział ciepło Lou próbując uspokoić chłopaka. Kiedy Harry rzucił się w ramiona Louis'ego ten zachichotał cicho. Pogłaskał go po plecach i ponownie odwrócił w stronę Paryża - Proszę. Zrób to dla mnie - tym razem rzekł bardzo poważnie a wtedy Harry już spokojnie stanął przed poręczą. Lou znów objął go w pasie i spojrzał na miasto - Otwórz, proszę, oczy - szepnął. Harry rozchylił powieki. Rozejrzał się po Paryżu wciąż się uspokajając. Westchnął a po chwili się uśmiechnął - I co? Chyba nie było tak źle...? - szepnął a Hazz zaprzeczył głową - Pięknie, prawda?  - spytał a Loczek odchylił głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu Louis'ego.

      -Jest cudownie - odparł a po chwili szatyn musnął delikatnie jego wargi - Naprawę cudownie.

>>zapytaj postaci<<
>>zapytaj autorkę<<

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 11 - Love is forever

Hej Pieszczochy! Znów muszę Was przeprosić, że tak długo czekaliście. Ogólnie to brak weny, albo raczej jakaś blokada, bo wiedziałam co pisać ale nie wiedziałam jak :P No czasami tak bywa, wybaczcie. :)
Ten rozdział jest, hmmm... myślę, że fajny, bo jest coś co wręcz kochacie!! Scena +18 ! Szczerze mówiąc to mi się podoba wyjątkowo :) Ten rozdział w ogóle mi się podoba.. Ale już nic nie poprawiam, bo mi się nie chcę no i tak długo czekacie więc.. Może jutro poprawię jakieś błędy..
Teraz wezmę się za prolog do BMPD, potem niespodzianka na PDC a potem ujrzycie zapowiedź do nowego opowiadania. :D Jak na razie nic nie zdradzam. :))
A jak przeczytacie to od razu pytania do postaci proszę :D A jakieś pytania, zażalenia czy inne takie to tutaj proszę..
Kolejny rozdział po 20 komentarzach. Dacie radę, Pieszczochy! :))
ENJOY!!

                                                   
                                                           *Love is forever*

      Lot dobiegł końca. Przyszedł czas by wysiąść z samolotu. Harry bardzo ucieszył się z tego powodu, gdyż jeszcze nigdy nie zjeżdżał z takiej dużej 'ślizgawki'. Louis śmiał się cicho pod nosem, bo do tej pory nie widział, żeby jego Harry zachowywał się tak dziecinnie. No przynajmniej do czasu kiedy nie skończył piętnastu lat. Tego dnia, kiedy wylądowali w Paryżu, Harry czuł się jak siedmioletnie dziecko. Opuszczając samolot i zjeżdżając po tej dużej 'ślizgawce', krzyczał jakby jechał jakąś kolejką górską i wymachiwał rękoma. Nie trwało to jednak długo, ponieważ już po pięciu sekundach stanął na nogi i wpadł w ramiona swojemu chłopakowi, który od razu przytulił go mocno. Oboje zaśmiali się ciepło przyciskając swoje ciała do siebie.


      Harry po chwili odsunął się od chłopaka. Spojrzał na niego tymi swoimi dużymi oczyma z radosną iskierką po czym musnął delikatnie jego wargi. Louis speszył się a na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Odsunął od siebie delikatnie Harry'ego i rozejrzał się dookoła.


      -Co ? Coś nie tak ? - spytał Hazz zsuwając swoją dłoń z pleców chłopaka na jego pośladek po czym włożył ją do jego tylnej kieszeni bordowych rurek.


      -Nie... - Lou wzdrygnął się na ten gest a kącik ust uniósł się delikatnie do góry. - Ale...nie przy wszystkich, Hazz. - szepnął do niego obserwując innych ludzi.


      -Słucham ? Jeszcze niedawno całowałeś mnie przy zupełnie obcej dziewczynie a teraz nie chcesz, żeby inni widzieli, jak się przytulamy ? - zapytał dość zszokowany Hazz patrząc uważnie na Louis'ego.


      -Nie o to mi chodzi, ja po prostu... - urwał zastanawiając się co powiedzieć.


      -Lou... - zaczął spokojnie Harry. - Jesteśmy we Francji, w Paryżu, mieście miłości. Nie wiem czy dobrze myślę ale chociaż tu możemy się spokojnie przytulić publicznie. Nie sądzisz ? - stwierdził Loczek wtulając się w szatyna. Louis po chwili namyślenia uśmiechnął się po czym bardziej przytulił chłopaka, chowając twarz w jego lokach i przymknął oczy.


      -Masz rację. Niech wszyscy wiedzą, że Cie kocham. - szepnął obejmując mocniej Harry'ego. Chłopak odsunął się od niego by zobaczyć jego reakcję na wypowiedziane przez niego słowa. Szatyn uśmiechał się ciepło. Harry odwzajemnił to po czym musnął jego usta.


      W momencie Louis chwycił Loczka w pasie po czym obrócił go naprzód. Jego zielone oczka ujrzały rodziców, którzy machali im uśmiechając się szeroko. Harry westchnął głośno z niezadowolenia widząc mamę zachęcającą ich do podejścia. Nie miał teraz na to ochoty. Szczerze mówić, to wolał teraz sobie postać na lotnisku z Louis'im co swoja drogą było niedorzeczne. Przecież musieli już jechać do domu ciotki Cheryl.


      Lou oparł brodę o ramię Harry'ego po czym przysunął usta do jego ucha a ręce oplótł wokół jego pasa.


      -Chodźmy, Harry. Potem będziemy mięli czas tylko dla siebie. - szepnął do niego a młodszy zadrżał na dźwięk jego głosu. Poczuł lekki uścisk w żołądku przymykając delikatnie oczy.


      -Mhmm... - zgodził się będąc w lekkim transie.


      Louis chwycił jego chłodną i bladą dłoń splatając ich palce. Zrobił krok w stronę rodziców Harry'ego a on podążył za nim. Już po chwili siedzieli w taksówce jadącej prosto do domu siostry Robina.


      Nie minęło więcej niż trzydzieści minut a cała czwórka właśnie wchodziła do willi Cheryl. Kobiety akurat nie było w domu. Pracowała w firmie modelingu jako wizażystka i aktualnie była w delegacji. Pewien projektant miał pokaz mody w Marsylii i Cheryl jako najlepsza make-up'istka musiała jechać. W ten sposób zostawiła pod opiekę Stylesów swój ogromny dom.


      Louis i Harry byli pod ogromnym wrażeniem widząc jaką sumką dysponuje ta kobieta, bo dom mówił sam za siebie. Nie musieli wiedzieć ile zer jest na jej karcie kredytowej albo ile trzyma pieniędzy w sejfie czy na koncie w banku. To widać jak tylko stanie się na schodach przed jej domem.


      Na początek rozgościli się w kuchni. Odłożyli bagaże gdzieś w kąt, porozsiadali się wygodnie przy stole a Anne zrobiła wszystkim coś do picia.


      -Hazz, gdzie jest Twoja ciocia? - szepnął Lou do Harry'ego obejmując go mocno.


     -W delegacji. - odpowiedział kładąc głowę na jego ramieniu.


     -W czym ? - zapytał szatyn nie rozumiejąc za bardzo.

    
      -W delegacji, kochanie. - powtórzyła Anne podając im dwa kubki z pomarańczowym sokiem. - Cheryl jest makijażystką. Ogólnie pracuje w modelingu przy różnego rodzaju sesjach. No wiesz, maluje modelki, a teraz jest w delegacji. Pojechała na pokaz mody z jakimś tam projektantem. - wyjaśniła chłopakowi przyglądając się synowi, który rozkoszował się obecnością swojego chłopaka.

      -Mmmm...modelki. - rozmarzył się Louis.


      -Ej! Czuję się zazdrosny! - oburzył się Harry podnosząc się z ramienia chłopaka po czym lekko szturchnął go łokciem.


      -Oj, Słońce. Wiesz, że kocham tylko Ciebie. - wybronił się Lou robiąc maślane oczka. Hazz nie potrafił się gniewać o taka błahostkę. Odwzajemnił uśmiech po czym musnął delikatnie usta Louis'ego.


      Odsunęli wzrok od siebie i zauważyli, że Anne i Robin patrzą na siebie podejrzanie. Wykonywali dziwne gesty dłońmi i mimika twarzy również się zmieniała co chwilę. Harry podejrzewał najgorsze co według jego rodziców było wspaniałe. Troszkę się przejął, iż Louie dziś tego doświadczy. Ale nie będzie zabraniał tego rodzicom, w końcu są dorośli.


      Nie minęła minuta a Anne i Robin już zniknęli. Harry pokręcił głową z dezaprobatą śmiejąc się cicho pod nosem.


      -O co chodzi? - spytał Louis gładząc chłopaka po udzie.


      -O nic. - stwierdził Harry po czym wstał z krzesła i wystawił chłopakowi dłoń. - Idziesz? Musimy się rozpakować.


      Louis uśmiechnął się do chłopaka a następnie chwycił jego bladą rączkę. Była chłodna, może i nawet zimna. Szatyn nie lubił tego uczucia. Zawsze kojarzyło mu się z tą chorobą. Nie lubił o tym myśleć. To odbierało mu jakiekolwiek chęci do czegokolwiek. Ta świadomość, że.. Nienawidził tego. Zawsze w takich momentach, kiedy pojawiała się ta myśl starał się ją wyrzucić z głowy wpatrywaniem się w uśmiechniętego Harry'ego. To zdecydowanie poprawiało mu humor. A dziś Harry był na prawdę szczęśliwy więc Louis nie mógł tracić czasu na zamartwianie się tym. Teraz musi pomóc Harry'emu się rozpakować.


      Hazz trzymając mocno chłopaka za rękę szedł z nim na górę po schodach w poszukiwaniu ich pokoju a on targał za sobą dwie duże torby wolną ręką. Harry był ciekaw jak to możliwe ale Tomlinson nie chciał zdradzić swej tajemnicy.  Uważał to za zabawne, że Loczek co chwila się obracał, by spojrzeć na niego. Był taki słodki z tą swoja ciekawością a Louis'emu się to podobało.


      Ciocia Cheryl powiedziała, że do nich należy pokój z największym łóżkiem. Trzeba przyznać, że ten pomysł spodobał się Harry'emu. Od razu, kiedy ciotka powiedziała mu o tym przez telefon pomyślał o jednym. Zaczął sobie wyobrażać jak to będzie leżeć z Louis'im na jednym łóżku, spędzać tam wieczory, noce i poranki, jeść razem śniadania i oczywiście kochać się z nim. To jak na razie było jego największe marzenie. Ostatnio ten obraz nie potrafił usunąć się z jego głowy. Cały czas miał przed oczami nagiego Louis'ego leżącego na nim. Ale trzeba było żyć rzeczywistością. A rzeczywistość była taka, że właśnie byli w swoim pokoju i musieli się rozpakować.


      Harry usiadł na ogromnym łóżku zaścielonym turkusową narzutą. Louis natomiast postawił torby koło kilku szaf i sam rozejrzał się po pokoju. Był na prawdę dość obszerny i wydawał się jakby nic w nim nie było prócz łóżka, okna zaraz po lewej błękitnego, puchatego dywanu na środku i szaf na przeciwko łóżka. Ani telewizora, ani żadnych obrazów czy kwiatów. Wyglądało no ta, że Cheryl dała im wolną rękę w urządzeniu tego pokoju.

      Szatyn spojrzał na swojego chłopaka, który wręcz rozwalił się na łóżku i z przymkniętymi oczami wyglądał jakby właśnie spał. Louis pokręcił głową z dezaprobatą po czym rozbawiony usiadł bok Harry'ego. A łóżko było na prawdę wygodne więc nic dziwnego, że Hazz tak się rozmarzył.

      -Tylko mi nie mów, że zaraz pójdziesz spać. - stwierdził poważnie Lou jednak uśmiechając się do Harry'ego.     

      -A masz coś przeciwko? - zapytał Loczek przekręcając się na bok i wsuwając dłonie pod głowę.

      -Tak. Mam. Bo prawie przez cały lot spałeś i teraz znowu będziesz spał. A mnie zostawisz samego w tym wielkim domu. - oburzył się Louis splatając ręce na piersi po czym wypchnął dolną wargę do przodu udając, że się obraża.

      -Jej, przepraszam, kochanie.. - szepnął Harry smutnym tonem siadając za Louis'im i obejmując go w pasie.

      -Nie gniewam się, Kocie. Tylko chcę spędzić trochę czasu z Tobą nieśpiącym... - odparł z uśmiechem Lou chwytając Harry'ego za dłoń po czym splótł ich dłonie.

 
      -Okej, no to spędzamy razem czas. - odparł Hazz całując szatyna w ramię. - A jak? Będziemy się rozpakowywać? - spytał nieco zniechęcony. Nie miał ochoty na rozpakowywanie.

      -Nie, mam na myśli coś lepszego...  - odparł Lou po czym odwrócił do Harry'ego sprawiając, iż ten opadł bezwładnie na łóżko.

      Usiadł na nim okrakiem i zaczął obcałowywać jego szyję zostawiając na niej kilka malinek. Harry nie potrafił nazwać tego uczucia, które w tej chwili nim zawładnęło. To ciepło w podbrzuszu było nie do opisania. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Wzdrygnął się lekko kiedy cieplutkie dłonie Louis'ego wślizgnęły się pod jego letnią koszulkę. Chłopak zaczął suwać nimi w górę i w dół podrażniając sutki Loczka i w międzyczasie całował go wzdłuż szczęki. Hazz przymknął oczy a jego ciało stało się bezwładne. Nie ruszał nawet palcem, nie był wstanie. Ale Louis nie zwracał na to uwagi. To mu odpowiadało, że chłopak nie protestuje.

      Szatyn z twarzy Harry'ego przeniósł się na jego usta. Wsunął do środka swój język i owinął nim język ukochanego. Zaczął go delikatnie muskać by Hazz się odprężył i powoli podsuwał jego kremową koszulkę do góry. Loczek uniósł się ku górze a wtedy ubranie zniknęło z jego ciała. Otworzył oczy kiedy Louis zaprzestał pocałunków, poczuł coś mokrego na brzuchu.


      Louie suwał językiem w górę i w dół zupełnie tak jak to robił jeszcze nie dawno dłońmi. To było coś zdecydowanie innego. Harry przez chwilę czuł się dziwnie ale zaraz szok minął. Znów przymknął oczy i pozwolił Louis'emu robić co tylko mu się wymarzy, na co tylko będzie miał ochotę. A Loczek liczył na jedno o czym z pewnością Tomlinson wiedział. Tak więc nie przerywając swoich czynności jedną ręką starając się odpiąć guzik od spodni chłopaka. Zachowywał się tak jakby był profesjonalistą gdyż wyszło mu to całkiem sprawnie.

      W momencie zaprzestał lizania ciała Harry'ego. Spojrzał na niego prostując się. Hazz wyglądał jakby spał jednak szatyn wiedział, że tak nie jest. On po prostu oddał się czekając na najważniejsze. Chciał tego bardzo jednak w głębi czuł, że Lou tego nie zrobi choć oddychał z ogromną nadzieją.

      Louis nie mógł dłużej powstrzymywać się od tego. On chciał tego co Harry a to co robił teraz, to przedłużanie to tak zwana gra wstępna. Nie chciał by to wszystko działo się za szybko. Czasami lepiej jest poczekać a na ten moment zdecydowanie warto czekać. Więc nie tracąc już więcej czasu zsunął spodnie z bioder ukochanego zdejmując je z jego nóg po czym to samo zrobił ze skarpetkami a najlepsze zostawił na koniec. Oparł się dłońmi po obu stronach ciała chłopaka po czym podsunął się wyżej i musnął nosem nos Harry'ego. Loczkowaty otworzył powoli oczy po czym jego wzrok napotkał turkusowe oczy Louis'ego, w których tańczyły iskierki. Uśmiechnął się do niego czule, po czym widząc tą chęć naparł ustami na malinowe wargi bruneta po chwili osuwając się w dół.

      Louis chwilę przypatrywał się jeszcze niepełnej erekcji Harry'ego ukrytą za materiałem bokserek, z ogromnym pożądaniem. W głowie już sobie układał co z nim zrobi choć jeszcze nigdy nie miał tego zaszczytu. To będzie jego pierwszy raz, po raz pierwszy zrobi coś takiego. I nie ukrywał, że trochę się bał jednak ciekawość i chęć zrobienia tego przeważały.

      Jeszcze raz zerknął na Harry'ego, który wręcz domagał się tej pieszczoty wypychając co chwila biodra ku górze, a następnie wsunął dwa palce za gumkę od bokserek chłopaka. Jednym powolnych ale skutecznym ruchem zdjął je a jego oczom ukazał się sterczący i dość duży jak na tego chłopaka, penis. Louis oblizał się na sam widok po czym schylił ku niemu i złożył mokry pocałunek na główce. Harry jęknął cichutko. Nigdy czegoś takiego nie czuł. Było to zdecydowanie lepsze uczucie od języka Louis'ego na brzuchu. Wolał by ten mięsień zajmował się jego męskością.

      Szatyn przymknął oczy i zdał się na intuicję. Przesunął językiem po całej długości przyrodzenia Harry'ego. On ponownie jęknął. Louis uśmiechnął się na ten dźwięk po czym już pewniej zaczął go lizać. Jeździł koniuszkiem języka w górę i w dół a Hazz wydawał z siebie ciche odgłosy przyjemności. Obawiali się jedynie tego, że ktoś w każdej chwili mógł wejść do pokoju. Jednak nie zamierzali przerywać. Nie teraz.
 
      To uczucie w brzuchu Loczka, z każdą sekundą rosnące nie dawało mu ani chwili wytchnienia. Jęczał i sapał coraz głośniej. Louis suwał ręką po jego biodrze wciąż sprawiając mu przyjemność ustami. Kiedy drugą ręką lekko ścisnął jądra chłopaka ten prawie, że krzyknął. Za każdym razem przesuwając językiem po całej długości czuł, że Harry jest coraz bliżej spełnienia. W końcu już bez zbędnych zabaw pochłonął go prawie niemalże całego a wtedy Loczek wytrysnął białą, klejącą się spermą wprost do ust Louis'ego. Słodki płyn był dla niego wystarczającą nagrodą.

      Zlizał resztki ściekające po brodzie po czym usatysfakcjonowany położył się obok chłopaka. Obserwował go chwilę zmęczonego i sapiącego, powtarzającego Louis jak litanię. Kolejna nagroda powodująca uśmiech na ustach Tomlinsona. Przybliżył twarz do policzka Harry'ego po czym ucałował go zaczesując mokrą grzywkę do tyłu. Uniósł się jeszcze do góry by ucałować go w wilgotne czoło.

      -Lou, jesteś wspaniały... - szepnął po dłuższej chwili Harry kiedy szatyn muskał wargami jego ucho.

      -Dziękuję, kochanie. Starałem się. - odpowiedział mu równie cicho wprost do ucha a po ciele Loczka przeszedł przyjemny dreszcz.

      -Nie sądziłem, że potrafisz coś takiego. - odparł przewracając się na bok, tak, że teraz oboje stykali się nosami.

      -Przyznam Ci się, że ja też. Ale to Twoja zasługa. Jesteś taki smaczny.. - szepnął Lou przymykając oczy. Położył rękę na boku chłopaka a sam ułożył się wygodnie na plecach przyciągając go do siebie. Hazz westchnął kładąc głowę na torsie ukochanego i wtulił się w niego. Louis chwycił jakiś koc poskładany w kostkę, leżący na końcu łóżka i zakrył ich, by było im cieplej.

      -Oj przestań.. - zawstydził się Harry chowając twarz w zagłębieniu szyi Louis'ego. - Ej! Słyszysz? - zapytał nagle wsłuchując się w głuchą ciszę..

      -Um... Twoja mama... - odparł zmieszany Lou pocierając ramię Loczka.

      -Nom. Ona... - urwał nie wiedząc co powiedzieć.

      -Hazz, Twoi rodzice chyba uprawiają seks. Nie? - stwierdził Louis uśmiechając się szczerze.

      -Tak, niestety tak.. - westchnął młodszy znów wtulając się w bok Louis'ego a chłopak objął go mocno i ucałował we włosy. - A teraz pójdę spać, dobrze? Jestem na prawdę zmęczony. - jęknął ledwo zrozumiale przymykając powoli oczy.

      -No dobrze. Wyśpij się kochanie..

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 10. - Somewhere only we know.

      No dobra Pieszczochy ! Skończyłam rozdział i mam ogromną nadzieje, że spodoba się Wam tak jak mi, bo szczerze mówiąc jestem z niego dumna. Na prawdę mi się podoba jak poprzedni. Jest taki pełen...Larry'ego. Taki kochany i przesłodzony, ale w końcu o to mi chodziło. ;)
      Jak przeczytacie to od razu komentarz, bo pamiętajcie, że to od Was zależy co będzie następnym razem. Im więcej komentarzy tym ja mam większą ochotę do pisania. Błagam, komentujcie !!!  A zaraz po tym na tumblra zadawać pytania chłopakom ! ;3
      Jak większość zauważyła może i nawet przeczytała - napisałam ONE-SHOTA. Będzie on miał trzy części, jeśli w ogóle chcecie go czytać - to od Was zależy. Więcej informacji na ten temat zdobędziecie na moim tumblr'erze i jeśli będziecie pytać ;) Zaplanowałam też kolejnego ONE-SHOTA  Ja zawsze pozwolę Ci wrócić. Tylko nie wiem czy za trzecim razem jeszcze będę… Napiszę go jak skończę They don't know about us i I think I wanna marry you. Mam nadzieje, ze Wam się podoba i jesteście ze mnie dumni. Ja, nie chwaląc się, jestem zajebiście dumna !!! ;)
      No to chyba tyle co miałam Wam do przekazania. Jeśli chcecie się o czymś dowiedzieć to wpadajcie wiecie gdzie. Informacje macie w INFO po prawej stronie ;) A teraz
      ENJOY !!!




                                                       *Somewhere only we know*
     
       Chłopki usiedli w dogodnym dla siebie miejscu, z dala od rodziców oczywiście. Nie mięli problemu z doborem miejsca, gdyż Anne i Robin usiedli na samym początku a wolnych zostało jedno miejsce na przodzie, dwa na środku i jedno z tyłu. To wiadome, że wybrali to z tyłu. Idealne miejsce. Nikt nie przeszkadza, nie zagląda, żadnych intruzów, którym przeszkadzałoby, że Hazz i Lou trzymają się za ręce. Mogli spokojnie być sobą przez najbliższe ponad dwie godziny.

      Rozsiedli się wygodnie. Louis przy oknie, Harry zaraz za nim, a ostanie miejsce pozostało wolne. Na wypadek gdyby ktoś chciałby się dosiąść. No i oczywiście też dlatego, że po lewej stronie samolotu były po trzy fotele a ich było tylko dwóch. Mogliby oczywiście zastawić miejsce obok nich bagażami ale żadnych nie mięli. Stwierdzili, że nic nie będzie im potrzebne przez czas lotu tylko oni sami. Więc wszystko co zabrali ze sobą do Paryża jest w dolnej części pokładu, w magazynie na bagaże. Teraz żałowali tego, bo w każdej chwili może tam usiąść jakiś gbur, który będzie się na nich krzywo patrzył albo w ogóle nie będzie patrzył tylko zrobi aferę na cały samolot. A może jednak dosiądzie się jakaś miła staruszka z pieskiem. Albo dwudziestoletnia blondynka w pastelowej sukience. Albo jeszcze jakiś emo lub punk. Jednak Harry wciąż był przekonany, że będzie to z pewnością homofob. Nie chciał by taka osoba przy nim siedziała. Wolałby już siedzieć przy oknie, chociaż to nie był dobry pomysł, bo przy oknie robi mu się niedobrze.

      Usiadł na swoje miejsce zdenerwowany i cały roztrzęsiony. Nie mógł ogarnąć myśli. Bał się, że jak ktoś z pasażerów lub obsługi zauważy, że on i Louis są razem, że to para gejów to wyrzucą ich z pokładu. W jego głowie pojawiały się najczarniejsze scenariusze. Sam nie był do końca pewien dlaczego tak myśli. Czemu coś takiego gości jego wyobraźnie. Może to nie chodziło o strach przed ludźmi, którzy ich nie tolerują a może jednak strach przed samym lotem. W końcu Harry po raz pierwszy leciał samolotem. Albo może jednak to był strach przed operacją, która czekała go za jakiś tydzień. Nie wiadomo. W każdym razie czegoś się bał i chciał by Louis go uspokoił.

      Wziął głęboki wdech. Chwycił pas po swojej lewej stronie i zaciągnął go w prawo w calu zapięcia go. Najpierw pas się zaciął gdyż Harry za mocno ciągnął. Potem zwolnił i wyciągnął go już bez problemów. Ale za to kłopot pojawił się gdy chciał trafić w uziemienie. No właśnie nie mógł trafić. Ręce mu się trzęsły i nie potrafił. Za dużo tego wszystkiego. Za dużo stresu jak na takiego młodego chłopaka, na dodatek chorego. Natłok głupich myśli zaczął go denerwować. W momencie jego oczy stały się przeszklone a broda zaczęła się trząść. Wciąż starał się zapiąć. Louis zauważył zły stan ukochanego i szybko chwycił go za nadgarstki. Harry momentalnie się uspokoił i przestał na chama wpychać zapięcie. Spojrzał na szatyna, który z uśmiechem wyjął pas z jego, jak zawsze zimnej dłoni jednak nie patrząc na niego. To dobrze, gdyż inaczej zauważyłby łzy, które pojawiły się w ochach Loczka.

      -Spokojnie. - szepnął uśmiechnięty Louis zapinając chłopaka. Spojrzał na niego przelotnie, następnie na pas po czym wrócił wzrokiem na twarzyczkę młodszego. Patrzył na niego z ogromnym zatroskaniem i przerażeniem. Chwycił go za zimną dłoń i spojrzał w jego mokre oczy. - Co się stało, Słońce? Czemu płaczesz ? - zapytał przytulając jego główkę do piersi i gładząc dłonią jego plecy. Cały drżał a Louis na prawdę bał się o niego. - Hym ? Hazz, stało się coś ? - ponowił pytanie a loczkowaty odsunął się od niego. Rękawem wytarł łzy spływające po jego czerwonym policzku. Jego broda znów zadrżała a usta ułożyły się w podkówkę.- No, Harry, powiedz mi. -szeptał by nikt go nie usłyszał ale za to Styles słyszał go idealnie. Spuścił głowę w dół ale Louis za chwilę przyłożył dwa palce do jego brody i uniósł ja do góry tak, że młodszy spoglądał w jego zmartwione oczy. Nie wolno pominąć faktu, iż żaden z nich nie chciał aby ktokolwiek zauważył tą zaistniałą sytuacje. - Harry, proszę Cię. - znów szepnął a Hazz westchnął głośno na znak poddania się.

      -Ja... - ponownie westchnął jak i ponownie spuścił głowę.

      -Hazz, nie ma się czego bać. - odpowiedział Lou jakby czytał w jego myślach. Skąd wiedział, że Loczek się czegoś boi. Chłopak momentalnie uniósł głowę do góry słysząc jego słowa, które go zadziwiły. - Na prawdę. - uśmiechnął się i przetarł kciukami jeszcze mokre policzki Harry'ego.

      -Skąd Ty... - zaczął ale Lou przerwał mu przykładając palec wskazujący do jego ust. Uśmiechnął się zadziornie i przybliżył swoją twarz do jego.

      -Ja wiem wszystko, Kocie. - szepnął bardzo cicho przykładając wargi do jego ucha tak, że ich policzki się dotykały po czym zabrał palec z ust chłopaka i musnął je delikatnie. Odsunął się od niego, spojrzał w jego oczy a następnie znów musnął jego usta, tym razem troszkę dłużej.

      -Przepraszam. - słysząc wysoki kobiecy głosik natychmiastowo oderwali się od siebie. Spojrzeli na kobietę ; Louis z ciekawością a Harry natomiast ze strachem.

      Dziewczyna okazała się być stewardessą. Była to wysoka blondynka o niesamowicie błękitnych oczach. Choć Louis i tak był pewien, że z pewnością nie miała piękniejszych oczy od Nialla. Dziewczyna miała na sobie granatowy uniform a na szyi związaną żółtą chustkę. Zaynowi z pewnością wpadłaby w oko, była w jego typie. Uśmiechała się słodko do chłopaków lekko zawstydzona, iż przyłapała ich na pocałunku. Zdradziły ją te rumieńce, które wyraźnie odznaczały się na jej bladej cerze. Louis'emu zrobiło się tak przyjemnie w środku, Harry natomiast był przerażony.

      -Tak ? - spytał szatyn odwzajemniając uśmiech i mocno ściskając już cieplejszą dłoń ukochanego.

      -Podać coś do picia ? - wskazała dłonią na stolik na kółkach. Stały na nim plastikowe kubki włożone jeden w drugi, na oko było ich ze trzydzieści.  Za kubkami stało sześć butelek. Były zapełnione co rusz innymi napojami o kolorach tęczy.

      -Nie, chyba nie. Ale mam ochotę na ciasto, a Ty Hazz ? - odpowiedział z niekrytym uśmiechem na pytanie Vanessy, bo takie imię widniało na jej srebrzystej plakietce na prawej piersi i od razu zagadnął zestresowanego Harry'ego.

      -Um...ja też. Yyyy...szarlotkę. - odparł odwracając głowę w stronę Lou i wbił wzrok w jego place mocno trzymające jego dłoń. Louis spojrzał na niego i uśmiechnął się pod nosem widząc jak się zawstydził. Lubił go takiego, takiego słodkiego, uroczego z rumieńcami na policzkach - tak jak dziś, jak w tej chwili.

      Wolną dłoń położył na jego głowie palce wplatając w jego loki i położył ją na swoim ramieniu po czym ucałował go we włosy. Vanessa przyglądała sie temu z niezwykłym zaskoczeniem ale i z fajnym uczuciem na sercu. Pracuje jako
stewardessa od sześciu lat ale pierwszy raz widziała taki uroczy widok. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby pary hetero okazywały sobie uczucia tak jak oni a co dopiero homo. Wciąż uśmiechała się i spoglądała na nich nie mogąc oderwać od nich wzroku.

      -No to dwie szarlotki poprosimy. - odparł Lou głaskając Harry'ego po plecach. Mocniej ścisnął jego dłoń a dziewczyna przytaknęła po czym odeszła pchając przed siebie wózek z napojami.

     


      Lecieli już dosyć długo. Harry zasnął na ramieniu Lou i nawet nie zjadł swojej szarlotki. Louis ja dokończył, gdyż wiedział, że jego chłopak nigdy nie jest głodny kiedy się obudzi. Gdyby ją zostawił to po prostu to dobre ciasto by się tylko zmarnowało. Nie mógł by na to pozwolić. Niall go tego nauczył - nie marnuj jedzenia, jedz wszystko co jadalne.

      Louis wpatrywał się w śpiącego chłopaka jak w obrazek, jak w jakieś dzieło sztuki wykonane przez Boga. Prawdę mówiąc szatyn go za to uważał. Był on dla niego najpiękniejszą istotą żyjącą na tym durnym świecei. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Położył głowę na jego kręconej czuprynie i przymknął oczy. Harry poruszył sie lekko i uwolnił swoją dłoń z uścisku Louis'ego po czym owinął ja sobie wokół brzucha a szatyn położył rękę na jego kolanie.

      Czuł, że też jak Hazz, zaraz zaśnie. Powoli odpływał mając przy sobie miłość swojego życia, czując ten słodki zapach jego loków. Chciał się wybudzić ale powieki robiły się takie ciężkie, że za nic nie mógł ich podnieść. To przez Harry'ego. Z błogim uśmiechem na ustach już prawie zasypiał., jednak ktoś musiał to przerwać.

      -Przepraszam. Brat mi dokucza. Mogę się dosiąść na chwilę ? - zapytała niziutka brunetka, na oko w wieku Harry'ego. Louis drgnął słysząc ją po czym zerwał się i spojrzał na nią. Była tak uracza zarkając do przodu i wytykając język, zapewne bratu, że Louis nie miał serce jej odmówić. Kiwnał głową na wolny trzeci fotel a dziewczyna usiadła z ogromną ulgą i uśmiechem na ustach.

      -Dzięki. Jestem Kate. - przywitała się szepcząc, widząc, że chłopak w lokach śpi. Podobnie jak Vanessa uśmiechnęła się uroczo widząc taki słodki widok.

      -Louis. - odpowiedział szatyn. Spojrzał na Harry'ego jakby się nad czymś zastanawiał po czym wrócił wzrokiem na dziewczynę i spojrzał w jej wyraziście czekoladowe oczy. - A to Harry. - poprawił dłoń na jego kolanie. - Mój... - urwał nie widząc co powiedzieć. Zastanawiał się czy przyznać obcej dziewczynie, że jest gejem.

      -Brat. - zasugerowała Kate spoglądając na śpiącego chłopaka. Jednak czuła, że się myli widząc dłoń Louis'ego na jego kolanie.

      -Nie...chłopak. - musnął palcami rękę Harry'ego po czym splótł ich dłonie.

      -Dziwne. - dziewczyna zrobiła śmieszną minę a Louis nie widział czy się zaśmiać czy może jednak bać. Wiadomo, że dziewczyny są nie do odgadnięcia. Po prsotu nie wiedział jak zareagować i spuścił wzrok. - Mogłabym przysiąc, że jesteście braćmi... - uśmiechnęła się szeroko
pocierajac placami brodę jakby się nad czymś zastanawiała oczwyiście w geście rozbawienia Louis'ego, gdyż zauważyła, że powiedziała coś nie tak, bo szatyn szatyn się zadumał.

      -Heh...czemu ? - zapytał Louis uśmiechając się nieśmiało.

      -Jak dla mnie jesteście do siebie podobni.

      -Podobni ? Czy ja wiem... - odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Wiedział, że dziewczyna kłamie i od razu wiedziała, że nie sa braćmi. Nie mogła przecież stwierdzić, że są do siebie podobni gdyż nie widziała twarzy Harry'ego. Louis jednak pominął to, bo dziewczyna była dla niego miła. Nie mógł tego popsuć.

      Minęła dłuższa chwila a Hazz zaczął się wiercić
. Był to znak, iż się budzi. Otworzył powoli oczy, podniósł głowę z ramienia chłopaka i jeszcze zaspanym wzrokiem spojrzał na niego. Przysunał twarz do twarzy Lou i jeszcze raz spoglądając w jego niebiesko-zielone źrenice wpił się z tęsknotą w jego wąziutkie i malinowe usta, niezauważając koleżanki siedzącej obok niego, która z fascynacją przyglądała się zaistniałej sytuacji.

      -Chciałabym, żeby mój chłopak tak mnie witał, zawsze kiedy się obudzę. - westchnąęła głośno Kate. Hazz nieco przestraszony odkleił się od warg Louis'ego i odwrócił się. Zrobił duże oczy a jego serce zaczęło bić szybciej. Louis ścisnął mocniej jego dłoń, by dodać mu otuchy. Ten gest mówił Spokojnie, Harry.

     
-Hej, Harry. Jestem Kate. - zachichotała i podała mu rękę. Hazz już trochę uspokojony przez ukochanego, który oparł głowę na jego ramieniu i szepnął, że to koleżanka, ścisnął jej dłoń.

      -Skąd znasz moje imię ? - zapytał zaskoczony kurczowo trzymając się Louis'ego.

      -Louis Cię przedstawił. - wskazała na szatyna a uśmiech za nic nie chciał zejść z jej twarzy. Jej pogoda ducha zaraziła Harry'ego, który już za chwilę szeroko się uśmiechnął.

      -Tak ? - odwrócił się do Lou a on ucałował go w policzek. - To ile ja spałem ?

      -No trochę. Ale spokojnie, szarlotka się nie zmarnowała. - wyszczerzył do niego białe ząbki a Harry zachichotał przypominając sobie Nialla.

      Proszę zapiąć pasy. Zbliżamy się do lądowania.

     
Usłyszeli miły i ciepły głos z pewnością pilota samolotu. Kate musiała już wrócić do sibie. Pożegnała się z chłopakami i pobiegła na swoje miejsce śmiejąc się głośno. To na prawdę zwariowana dziewczyna. Louis natomiast zapiął pasy jak prosił kapitan a Harry już od początku był zapięty przez swojego chłopaka. W momencie oboje spojrzęli na siebie uśmiechając się uroczo jeden do drugiego.

      -Zaraz będziemy w Paryżu. - stwierdził uradowany Harry mocno ściskając dłoń ukochanego. Przybliżył swoją twarz do twarzy Lou, który zrobił to samo i złączyli swoje usta w długim i czułym pocałunku. Paryż kilka albo i kilkanaście kilometrów pod nimi czekał na tą niezwykłą parę. Czekał, aż ta dwójka nim zawładnie i pokaże innym mieszkańcom miasta miłości co to znaczy kochać, co to znaczy żyć...


___________________
Tak wiem, trochę krótki ale co tam. Ważne, że jest, prawda ? ;3