Hej Pieszczochy! Tak, wiem. Długo mnie tu nie było. Bardzo przepraszam. Byłam niesamowicie zajęta. W szczególności szkołą. Przygotowania do egzaminu i inne takie. Naprawdę nas męczyli i nie miałam praktycznie wgl czasu na pisanie. Wybaczcie. W wakacje postaram się Wam to zrekompensować.
Najpierw dodaje rozdział tu, bo ostatni był w lutym więc naprawdę długo czekaliście. Przepraszam za to. Ostatnio też wgl źle ze mną. Nie miejcie mi tego za złe. Teraz tylko cierpliwie czekajcie na rozdział PDC.
I oczywiście proszę o dużo komentarzy. Tak na zachętę :)
ENJOY!!!
*C'est la mort*
Dochodziła godzina dziewiąta a pokój Harry'ego i Lou zaczęło wypełniać światło słoneczne powodując, iż loczkowaty zaczął się powoli przebudzać. Delikatnie uchylił powieki po chwili jednak je zamknął gdyż promienie oślepiły jego oczy. Przetarł powieki piąstkami po czym przeniósł się do pozycji siedzącej. Teraz już pewniej otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Zatrzymał wzrok na prawie nagim chłopaku. Louis leżał na brzuchu mając głowę ułożoną na dużej, białej poduszce a dłonie wsunięte pod nią. Grzywka opadała mu na nosek. Usta miał lekko rozchylone pochrapując cichutko. Miał na sobie jedynie czarne bokserki a jego opalona skóra idealnie kontrastowała z białą pościelą. Kołdra była skopana w sam kraniec łóżka, więc Harry stwierdził, iż Louis'emu było gorąco w nocy. W tym momencie dla niego chłopak wyglądał przesłodko.
Czując lekki uścisk w żołądku nie czekając ani chwili dłużej ucałował Louis'ego w czoło zaczesując jego grzywkę za ucho po czym w samych bokserkach, jedynie mając na stopach puchate kapcie wyszedł z pokoju kierując się do kuchni.
Znając swoich rodziców i wiedząc, że wstają bardzo wcześnie, zrezygnował z kuchni na własnym piętrze i zszedł na parter z nadzieję, że ich zastanie. Louis spał a on nie chciał siedzieć sam przy śniadaniu. Zawsze wolał chociażby posiedzieć z tą drugą osobą chociażby w ciszy. Dobra, tak naprawdę to Harry był bardzo gadatliwy i musiał mieć kogoś obok, do kogo mógłby gębę otworzyć. A skoro nie Lou to rodziców pomęczy.
Wszedł do kuchni a w niej zastał ojca przy oknie popijającego kawę. Stanął przy nim ze świadomością, że tata go nie zauważył po czym szturchnął go lekko łokciem a Robin drgnął. Na szczęście kubek był zapełniony kawą jedynie do połowy więc nic się nie wylało. Mężczyzna odłożył naczynie na blat, o który się opierał i spojrzał na syna.
-Co Ty wyprawiasz?! Chcesz, żebym zszedł na zawał?! - oburzył się patrząc na Harry'ego lekko zdenerwowany.
-Tak w ogóle to dzień dobry, tato. - odparł z uśmiechem Haz ignorując uwagę ojca.
-Taa, dzień dobry... - odpowiedział po czym usiadł do stołu. - Usiądź. - poprosił Harry'ego a kiedy ten wykonał polecenie zaczął. - Akurat o Tobie myślałem.
-Tak?
-Tak. A konkretniej o Tobie i Louis'im. - sprostował.
-O mnie i Lou? - uśmiechnął się na wspomnienie swojego chłopaka. - Dlaczego?
-Bo jakoś tak...wspominałem... I samo wyszło. - odparł miotajac sie trochę.
-A o czymś konkretnym?
-No o Tobie i Louis'im... Czy Wy...no, ten...o tym... No wiesz... - Robin jąkał się lekko zdenerwowany. To pierwsza taka rozmowa z Harrym na ten temat.
-Nie, nie wiem. - zachichotał brunet. - Możesz jaśniej?
-No, czy Wy...kochacie się? To znaczy, uprawiacie seks? - zapytał w końcu odwracajac wzrok. Nie wiedział, że to będzie takie trudne.
-Nie! - Harry parsknął śmiechem. - Jeszcze nie...
-No więc...posłuchaj. - mężczyzna westchnął głośno by po chwili kontynuować. - W życiu rodzica przychodzi taki moment, że musi porozmawiać o tym z dzieckiem. Więc chcę Ci powiedzieć...ja...nie wiem jak robi to dwóch chłopaków...ale wiem, że...będzie bolało...no i jeszcze trzeba...wiesz, zabezpieczyć się... No i...spokojnie, bo wtedy...
-Tako, teraz Ty posłuchaj. - przerwał mu Harry śmiejąc się pod nosem. - Doceniam, że się troszczysz i w ogóle. To naprawdę miłe z Twojej strony, że chcesz pomóc, ale my; ja i Lou, wiemy jak sie kochać. Jesteśmy do tego przygotowani. Wiemy, że trzeba się zabezpieczyć, że trzeba podejść do tego spokojnie. - wytłumaczył ojcu Harry. - I chcę, żebyś wiedział, że w najbliższym czasie, jeszcze przed operacją, planujemy nasz pierwszy raz, chcemy sie kochać. - dodał z dumnym uśmiechem.
-Aaa... - Robin chciał coś jeszcze dodać jednak powstrzymał się kiedy do kuchni wszedł Lou.
-Dobry. - przywitał się z ojcem Harry'ego a mężczyzna kiwnął głową. - Hej, kochanie. - ucałował loczkowatego w policzek i usiadł obok niego. - Dlaczego zostawiłeś mnie samego? - spytał z pretensją.
No bo...byłem głodny a chciałem Cię budzić. - wybrnił się. - No właśnie! Głodny! - przypomniał sobie po co tu przyszedł i od razu zajrzał do lodówki a Louis zachichotał cicho.
Robin wstał od stołu i oznajmił chłopakom, że wraca do żony. Harry wyciągnął na blat cztery tosty po czym ruszył za ojcem doganiając go.
-Tato. - zaczął. - Ale jeśli chodzi o te sprawy to widzę, że nieźle sobie radzisz mimo wieku. - uśmiechnął się łobuzersko.
-O czym Ty mówisz? - spytał zdezorientowany.
-O dzisiejszej nocy. Mamie się chyba podobało. - uniósł lewą brew ku górze a Robin rumieniąc się szturchnął syna w ramię i poszedł dalej.
Harry wrócił do kuchni i dokończył robienie tostów w czasie kiedy Lou popijał ciepłą herbatę. Włożył tosty do opiekacza i usiadł obok chłopaka.
-Wiesz, Skarbie. Podoba mi się tu. - przyznał Louis obracajac prawie już pusty kubek w dłoniach. Harry zerkając to na opiekacz to na Louis'ego, objął w pasie jego nagie ciało a głowę ułożył na ramieniu. Nie odzywajac się ani słowem pozwolił chłopakowi kontynuować. - Jest...naprawdę ładna pogoda. I jestem tutaj z Tobą, w Paryżu. Jest idealnie. - uśmiechnął się wtykając nos w loki chłopaka. - Chcę, żeby już zawsze tak było. - dodał szeptem. Momentalnie Harry odsunął się od niego. Spojrzał na niego oburzony, z żalem...w zasadzie to nie wiadomo jak na to zareagował tyle, że zareagował źle. To było widać. - Co? - spytał Lou nie wiedząc o co chodzi.
-Nic - odburknął Hazz po czym wstał od stołu i wyszedł z kuchni szurając po podłodze swoimi puchatymi kapciami.
-A tosty...? - zawołał za nim szatyn.
-Zjesz sobie sam. Nie mam ochoty - odkrzyczał wyraźnie zdenerwowany.
Louis jedynie westchnął na zachowanie ukochanego. Oparł się dłońmi o stół i spojrzał w dal zastanawiając się co go tak wkurzyło. Przecież nie powiedział niczego złego. To, że mu się tu podoba i chciałby, żeby już zawsze tak było wcale nie powinno go urazić. Przecież to miłe. Chociaż... Chcę, żeby już zawsze tak było. Powtórzył sobie to zdanie w głowie. I faktycznie. Mógł tym urazić Harry'ego. I to bardzo. Zawsze. Niepotrzebnie użył tego słowa. W tej sytuacji było nieodpowiednie. Ale przecież tego chciał. Miał skłamać? To też by było. Chociaż mógł inaczej to sformułować. Tak by nie skrzywdzić tym Harry'ego.
Westchnął ponownie po czym wyłączył opiekacz. Nie zamierzał jeść tostów. Nawet nie był głodny. Po prostu, po chwili namyślenia ruszył do ich sypialni z nadzieją, że właśnie tam zastanie Harry'ego. Powinien go przeprosić. W pewien sposób skrzywdził go. A to nie dobrze. Bo Loczek jest bardzo wrażliwym chłopakiem. Louis wie, że każde, źle wypowiedziane słowo jest w stanie go urazić.
Zapukał cicho i nie słysząc żadnej odpowiedzi wszedł do środka. Harry siedział skulony na łóżku i łkał cichutko. Przerażony Lou szybko znalazł się obok ukochanego. Przytulił go do siebie a on wcale nie protestował. Ucałował go we włosy i zaczął głaskać delikatnie po plecach.
-Shhh... - szepnął do niego ponownie składając ciepły pocałunek na jego lokatej główce.
-Przecież wiesz, że długo mnie tu nie będzie - odparł tuląc się do piersi chłopaka.
-Wiem. Przepraszam kochanie. Nie pomyślałem...że to tak zabrzmi. Wcale nie to miałem na myśli. Naprawdę przepraszam - odsunął od siebie Harry'ego i starł łzy z jego policzków.
-Mhmm... - odszeptał Hazz po czym uśmiechnął się delikatnie - Ale to zabolało.
-Prze... - Lou ponownie chciał przeprosić ale Harry przerwał mu zatykając jego usta swoimi.
-Wybaczam - odparł w przerwie loczkowaty po czym znów wpił się w usta chłopaka.
Naparł na niego całym ciałem co sprawiło, że Lou upadł na plecy a on na niego. Nie przerywając pocałunku usiadł na nim okrakiem i począł delikatnie suwać opuszkami po jego brzuchu. Louis westchnął cicho w jego wargi. Objął Harry'ego rękoma w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Jedna dłoń powędrowała do góry i palce wplotły się w jego loki. Kiedy zachłannie się całowali ręka Louis'ego momentalnie znalazła się na pupie Harry'ego a palce delikatnie zacisnęły na krągłym pośladku. Hazz jęknął zadziornie i zassał skórę na szyi chłopaka kiedy jego dłoń wsunęła się pod czarne bokserki Stylesa.
-Lou, chyba nie zamierzasz teraz... - zaczął Harry ale ktoś mu niespodziewani przerwał. Drzwi do ich sypialni otworzyły sie z hukiem.
-Chłopaki, zamierzacie później... - do pokoju weszła Anne urywając swoja wypowiedź na widok chłopaków. Harry momentalnie zszedł z Louis'ego i zakrył się kołdrą - Ja... Przepraszam - zarumieniła się po czym zakrywając dłonią oczy wyszła z pokoju.
Hazz nadal nie wychodził spod pierzyny. Zawstydzony ukrywał się mimo, że Louis ze śmiechem prosił go by przestał się wygłupiać. Próbował zedrzeć z niego nakrycie ale Loczek był za silny dla niego.
-Harry. Przestań. Przecież nic takiego się nie stało - zauważył szatyn potrząsając chłopakiem i śmiejąc się po nosem.
-Moja mama nas widziała - odarł Harry coraz mocniej ściskając w dłoniach kołdrę.
-I co z tego? Pewnie jeszcze nie raz zobaczy - zapewnił go Louis w końcu zdejmując z niego pościel - No weź - chwycił go w swoje ramiona i przytulił mocno - To nic strasznego. Wiem, że teraz nie łatwo Ci się będzie jej pokazać ale takie życie, Skarbie - zaśmiał się dźwięcznie całując go ramię.
-Nie mów tak - oburzył się Loczek wyrywając się z jego uścisku.
-Jak?
-Takie życie. Co to w ogóle znaczy? Jakie życie? - zaczął wymachiwać rękoma.
-No takie właśnie - odparł Lou uśmiechając się ciepło.
-Oj przestań - Harry wstał z łóżka i ruszył do drzwi z zamiarem opuszczenia pokoju. Nie było mu to dane gdyż Louis za chwilę pobiegł za nim i zatrzymał go obejmując go w pasie. Położył podbródek na jego ramieniu i ucałował w miejsce za uchem na co Harry delikatnie zamruczał.
-Ja pójdę spytać się Twojej mamy co chciała - wyszeptał - a Ty się ubierz i zejdź za chwilę na dół. Dobrze? - poprosił a brunet delikatnie przytaknął głową.
Powoli zbliżała się godzina osiemnasta. Po obiedzie Harry zadzwonił do chłopaków a Louis do swoich sióstr. Zayn, którego numer Hazz wybrał jako pierwszy, powiedział, że bardzo tęskni, najbardziej ze wszystkich. Następnie był Niall, który nie chciał się rozłączać. Zaszantażował Harry'ego, że się rozpłacze a wszystko skończyło się śmiechem i słowami, że oboje tęsknią. Na końcu był Liam. Chłopak kazał przekazać pozdrowienia wszystkim od niego i Danielle. Poprosił by Harry przekazał Louis'emu by ten dbał o Loczka. Styles jednak zapewnił Payne'a, że Lou doskonale o tym wie.
Louis natomiast zadzwonił do Lottie, która zebrała wszystkie dziewczynki. Siostry płakały i wciąż powtarzały, że tęsknią i czekają aż brat wróci. Mówiły, że jest strasznie nudno bez niego. A Louis nie mógł powstrzymać łez, które wręcz cisnęły mu się do oczu. On również tęsknił. Bardzo mocno. Na szczęście obok znalazł się Harry, który od razu przytulił do siebie chłopaka. Brunet pozdrowił dziewczynki od całej rodziny a one pozdrowiły jego. Loczek zapewnił je, że zajmie się Louis'im i poprosił by spokojnie czekały na niego.
Po kolacji natomiast Harry i Louis wybrali się na miasto. Postanowili zwiedzić Paryż, tak jak chciała Anne, wieczorem. Oczywiście ona i Robin chcieli im towarzyszyć. Jednak Louis szybko wybił im to z głowy, zapewnieniami, że mają zamiar przejść całe miasto i więc małżeństwo z pewnością szybko się zmęczy.
Przekonało ich to i postanowili, że zrobią sobie romantyczną kolację w domu.
-Louis, jesteś niesamowity - stwierdził Harry kiedy oboje wyszli z domu - Mi nigdy by się to nie udało.
-Musiałem coś wymyślić, żeby z nami nie szli. Chcę ten czas spędzić z Tobą. Twoi rodzice nie są nam do tego potrzebni - uśmiechnął się delikatnie całując Harry'ego w policzek. Ujął jego dłoń kiedy weszli w ruch uliczny.
-Lou... - szepnął Harry spoglądając na Louis'ego, który dumnie szedł do przodu ze swoim chłopakiem.
-Chyba się mnie nie wstydzisz? - spytał szatyn zatrzymując się na chodniku. Kilkoro ludzi spojrzało na nich niemiło, gdyś torowali przejście.
-Nie - Styles szybko zaprzeczył.
-Więc... - przeciągnął samogłoskę. Rozejrzał się dookoła po czym wzruszył ramionami a następnie przybliżył się do Harry'ego i musnął jego wargi swoimi - Więc chodź - dokończył pociągnąwszy chłopaka za sobą.
Oboje stanęli przed wieżą Eiffla. Ich głowy automatycznie zadarły się do góry. Żaden nie mógł wydobyć z siebie słowa. Nocą wieża wyglądała niesamowicie cała oświetlona. Z ust Louis'ego wydobyło się ciche westchnięcie. Londyn uważał za naprawdę piękne miasto. Mieszkał tam od urodzenia ale jednak wciąż zdarzało mu się zachwycać tym miastem. Jednak teraz był pewien, że Paryż jest piękniejszy. Przynajmniej dla niego. W końcu nigdy tu nie był. To jego pierwszy raz...przed wieża Eiffla.
Poczuł jak Harry wtula się w niego. Szybko odwrócił się w jego stronę i szybko objął ramionami. Ucałował go we włosy po czym wetknął nos w zagłębienie jego szyi. Musnął wrażliwą skórę po czym odsunął od siebie chłopaka. Spojrzał na niego uśmiechając się ciepło. Wierzchem dłoni przejechał po policzku Harry'ego następnie wpijając się w jego malinowe wargi. Kiedy chłopak rozchylił delikatnie wargi by zaczerpnąć powietrza Lou wykorzystał moment i wsunął do środka język. Harry jęknął cicho i wplótł palce we włosy Louis'ego. Szatyn momentalnie odsunął się od chłopaka kiedy ktoś szturchnął go w ramię. Odwrócił się i spojrzał złośliwie na niechcianego osobnika.
-Przepraszam - zaczął mężczyzna w czarnym garniturze i granatową muszką pod szyją pod kolor kwiatka w kieszeni marynarki po lewej - Pan Styles i pan Tomlinson? - spytał a Harry i Lou wciąż nie wiedząc o co chodzi przytaknęli - W takim razie zapraszam za mną - odparł ostatni raz po czym odwrócił sie na pięcie i ruszył w stronę wieży.
Harry zdenerwowany i lekko przestraszony spojrzał na Louis'ego. Chłopak tylko się uśmiechnął i chwyciwszy dłoń ukochanego pociągnął go za sobą.
-Lou, ale ja się boję - jęknął przestraszony.
-Czego, Skarbie...? - spytał obejmując chłopaka w pasie.
-Tego gościa. Skąd wie jak się nazywamy? A jeśli to jakiś bandzior? - zatrzymał się zerkając na faceta, który czekał na nich pod wieżą.
-Bandzior? Harry, przesadzasz. On mi wygląda co najmniej na kelnera. Założę się, że Twoi rodzice to ukartowali - uśmiechnął się do ukochanego a ten westchnął jedynie - No chodź - ucałował go delikatnie w dłoń i ponownie pociągnął za sobą.
Będąc już prawie na samej górze kelner zaprosił ich do stołu. Usiedli na przeciwko siebie a kiedy spojrzeli po sobie mężczyzna nalał im do kieliszków czerwonego wina.
-Przepraszam - Lou zwrócił się do faceta - O co tu chodzi?
-Rodzice pana Stylesa zorganizowali na dla panów kolacje. A ja będę panom usługiwał - odparł grzecznie kelner.
-Ale po co? - wtrącił się Harry.
-Niestety z takimi pytaniami to już nie do mnie. Przykro mi - odparł po czym odszedł.
-Mówiłem, że to Twoi rodzice? - zauważył Lou uśmiechając się dumnie.
-Tak, tak - Harry machnął ręką po czym chwycił kieliszek zapełniony do połowy czerwonym trunkiem i uniósł go do góry - Za nas?
-Za nas - zgodził się Lou z uśmiechem po czym stuknął się szkłem z Harrym a następnie upił łyk wina. Odstawił kieliszek na stół, odsunął się z krzesłem, wstał i podszedł do Loczka. W jednej chwili chłopak pomyślał, że Louis ma zamiar się mu oświadczyć ale szybko wybił sobie to z głowy kiedy szatyn wystawił w jego kierunku swoją dłoń. Chwycił ją po czym wstał i ruszył za chłopakiem.
Louis zatrzymał się przed poręczą. Natomiast Harry zatrzymał się troszkę dalej. Miał lęk wysokości a tu było naprawdę wysoko. Bał się podejść. Spojrzał przerażonym wzrokiem na ukochanego po czym odwrócił głowę. Szatyn westchnąwszy podszedł do chłopaka. Obszedł go od tyłu i objął rękoma w pasie. Podbródek położył na jego ramieniu i ucałował w ucho.
-Nie bój się, Skarbie. Ja cały czas jestem obok. Po prostu...chodź - poprosił szeptem muskając delikatnie wargami szyję chłopaka.
-Boję się... - jęknął Harry chwytając ręce Lou na jego pasie.
-Nie ma czego - ucałował go w policzek - Zamknij oczy - poprosił a po chwili Harry przymknął powieki - Nie bój się. Jestem tutaj. Przytulam Cię więc nic Ci się nie stanie - odparł robiąc razem z chłopakiem krok do przodu - Spokojnie - wyszeptał ciepło kiedy już oboje stali przy poręczy. Lou zabrał ręce z pasa chłopaka po czym ujął w dłonie jego i położył je na metalowej rurze - A teraz otwórz oczka - poprosił a Harry go posłuchał. Kiedy obrzucił spojrzeniem widok Paryża z kilkuset metrów jęknął przestraszony po czym próbował się wyrwać z uścisku Louis'ego - Kochanie, spokojnie. Jestem tutaj. Nic Ci nie grozi - powiedział ciepło Lou próbując uspokoić chłopaka. Kiedy Harry rzucił się w ramiona Louis'ego ten zachichotał cicho. Pogłaskał go po plecach i ponownie odwrócił w stronę Paryża - Proszę. Zrób to dla mnie - tym razem rzekł bardzo poważnie a wtedy Harry już spokojnie stanął przed poręczą. Lou znów objął go w pasie i spojrzał na miasto - Otwórz, proszę, oczy - szepnął. Harry rozchylił powieki. Rozejrzał się po Paryżu wciąż się uspokajając. Westchnął a po chwili się uśmiechnął - I co? Chyba nie było tak źle...? - szepnął a Hazz zaprzeczył głową - Pięknie, prawda? - spytał a Loczek odchylił głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu Louis'ego.
-Jest cudownie - odparł a po chwili szatyn musnął delikatnie jego wargi - Naprawę cudownie.
>>zapytaj postaci<<
>>zapytaj autorkę<<
sobota, 11 maja 2013
niedziela, 24 lutego 2013
Rozdział 11 - Love is forever
Hej Pieszczochy! Znów muszę Was przeprosić, że tak długo czekaliście. Ogólnie to brak weny, albo raczej jakaś blokada, bo wiedziałam co pisać ale nie wiedziałam jak :P No czasami tak bywa, wybaczcie. :)
Ten rozdział jest, hmmm... myślę, że fajny, bo jest coś co wręcz kochacie!! Scena +18 ! Szczerze mówiąc to mi się podoba wyjątkowo :) Ten rozdział w ogóle mi się podoba.. Ale już nic nie poprawiam, bo mi się nie chcę no i tak długo czekacie więc.. Może jutro poprawię jakieś błędy..
Teraz wezmę się za prolog do BMPD, potem niespodzianka na PDC a potem ujrzycie zapowiedź do nowego opowiadania. :D Jak na razie nic nie zdradzam. :))
A jak przeczytacie to od razu pytania do postaci proszę :D A jakieś pytania, zażalenia czy inne takie to tutaj proszę..
Kolejny rozdział po 20 komentarzach. Dacie radę, Pieszczochy! :))
ENJOY!!
*Love is forever*
Lot dobiegł końca. Przyszedł czas by wysiąść z samolotu. Harry bardzo ucieszył się z tego powodu, gdyż jeszcze nigdy nie zjeżdżał z takiej dużej 'ślizgawki'. Louis śmiał się cicho pod nosem, bo do tej pory nie widział, żeby jego Harry zachowywał się tak dziecinnie. No przynajmniej do czasu kiedy nie skończył piętnastu lat. Tego dnia, kiedy wylądowali w Paryżu, Harry czuł się jak siedmioletnie dziecko. Opuszczając samolot i zjeżdżając po tej dużej 'ślizgawce', krzyczał jakby jechał jakąś kolejką górską i wymachiwał rękoma. Nie trwało to jednak długo, ponieważ już po pięciu sekundach stanął na nogi i wpadł w ramiona swojemu chłopakowi, który od razu przytulił go mocno. Oboje zaśmiali się ciepło przyciskając swoje ciała do siebie.
Harry po chwili odsunął się od chłopaka. Spojrzał na niego tymi swoimi dużymi oczyma z radosną iskierką po czym musnął delikatnie jego wargi. Louis speszył się a na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Odsunął od siebie delikatnie Harry'ego i rozejrzał się dookoła.
-Co ? Coś nie tak ? - spytał Hazz zsuwając swoją dłoń z pleców chłopaka na jego pośladek po czym włożył ją do jego tylnej kieszeni bordowych rurek.
-Nie... - Lou wzdrygnął się na ten gest a kącik ust uniósł się delikatnie do góry. - Ale...nie przy wszystkich, Hazz. - szepnął do niego obserwując innych ludzi.
-Słucham ? Jeszcze niedawno całowałeś mnie przy zupełnie obcej dziewczynie a teraz nie chcesz, żeby inni widzieli, jak się przytulamy ? - zapytał dość zszokowany Hazz patrząc uważnie na Louis'ego.
-Nie o to mi chodzi, ja po prostu... - urwał zastanawiając się co powiedzieć.
-Lou... - zaczął spokojnie Harry. - Jesteśmy we Francji, w Paryżu, mieście miłości. Nie wiem czy dobrze myślę ale chociaż tu możemy się spokojnie przytulić publicznie. Nie sądzisz ? - stwierdził Loczek wtulając się w szatyna. Louis po chwili namyślenia uśmiechnął się po czym bardziej przytulił chłopaka, chowając twarz w jego lokach i przymknął oczy.
-Masz rację. Niech wszyscy wiedzą, że Cie kocham. - szepnął obejmując mocniej Harry'ego. Chłopak odsunął się od niego by zobaczyć jego reakcję na wypowiedziane przez niego słowa. Szatyn uśmiechał się ciepło. Harry odwzajemnił to po czym musnął jego usta.
W momencie Louis chwycił Loczka w pasie po czym obrócił go naprzód. Jego zielone oczka ujrzały rodziców, którzy machali im uśmiechając się szeroko. Harry westchnął głośno z niezadowolenia widząc mamę zachęcającą ich do podejścia. Nie miał teraz na to ochoty. Szczerze mówić, to wolał teraz sobie postać na lotnisku z Louis'im co swoja drogą było niedorzeczne. Przecież musieli już jechać do domu ciotki Cheryl.
Lou oparł brodę o ramię Harry'ego po czym przysunął usta do jego ucha a ręce oplótł wokół jego pasa.
-Chodźmy, Harry. Potem będziemy mięli czas tylko dla siebie. - szepnął do niego a młodszy zadrżał na dźwięk jego głosu. Poczuł lekki uścisk w żołądku przymykając delikatnie oczy.
-Mhmm... - zgodził się będąc w lekkim transie.
Louis chwycił jego chłodną i bladą dłoń splatając ich palce. Zrobił krok w stronę rodziców Harry'ego a on podążył za nim. Już po chwili siedzieli w taksówce jadącej prosto do domu siostry Robina.
Nie minęło więcej niż trzydzieści minut a cała czwórka właśnie wchodziła do willi Cheryl. Kobiety akurat nie było w domu. Pracowała w firmie modelingu jako wizażystka i aktualnie była w delegacji. Pewien projektant miał pokaz mody w Marsylii i Cheryl jako najlepsza make-up'istka musiała jechać. W ten sposób zostawiła pod opiekę Stylesów swój ogromny dom.
Louis i Harry byli pod ogromnym wrażeniem widząc jaką sumką dysponuje ta kobieta, bo dom mówił sam za siebie. Nie musieli wiedzieć ile zer jest na jej karcie kredytowej albo ile trzyma pieniędzy w sejfie czy na koncie w banku. To widać jak tylko stanie się na schodach przed jej domem.
Na początek rozgościli się w kuchni. Odłożyli bagaże gdzieś w kąt, porozsiadali się wygodnie przy stole a Anne zrobiła wszystkim coś do picia.
-Hazz, gdzie jest Twoja ciocia? - szepnął Lou do Harry'ego obejmując go mocno.
-W delegacji. - odpowiedział kładąc głowę na jego ramieniu.
-W czym ? - zapytał szatyn nie rozumiejąc za bardzo.
-W delegacji, kochanie. - powtórzyła Anne podając im dwa kubki z pomarańczowym sokiem. - Cheryl jest makijażystką. Ogólnie pracuje w modelingu przy różnego rodzaju sesjach. No wiesz, maluje modelki, a teraz jest w delegacji. Pojechała na pokaz mody z jakimś tam projektantem. - wyjaśniła chłopakowi przyglądając się synowi, który rozkoszował się obecnością swojego chłopaka.
-Mmmm...modelki. - rozmarzył się Louis.
-Ej! Czuję się zazdrosny! - oburzył się Harry podnosząc się z ramienia chłopaka po czym lekko szturchnął go łokciem.
-Oj, Słońce. Wiesz, że kocham tylko Ciebie. - wybronił się Lou robiąc maślane oczka. Hazz nie potrafił się gniewać o taka błahostkę. Odwzajemnił uśmiech po czym musnął delikatnie usta Louis'ego.
Odsunęli wzrok od siebie i zauważyli, że Anne i Robin patrzą na siebie podejrzanie. Wykonywali dziwne gesty dłońmi i mimika twarzy również się zmieniała co chwilę. Harry podejrzewał najgorsze co według jego rodziców było wspaniałe. Troszkę się przejął, iż Louie dziś tego doświadczy. Ale nie będzie zabraniał tego rodzicom, w końcu są dorośli.
Nie minęła minuta a Anne i Robin już zniknęli. Harry pokręcił głową z dezaprobatą śmiejąc się cicho pod nosem.
-O co chodzi? - spytał Louis gładząc chłopaka po udzie.
-O nic. - stwierdził Harry po czym wstał z krzesła i wystawił chłopakowi dłoń. - Idziesz? Musimy się rozpakować.
Louis uśmiechnął się do chłopaka a następnie chwycił jego bladą rączkę. Była chłodna, może i nawet zimna. Szatyn nie lubił tego uczucia. Zawsze kojarzyło mu się z tą chorobą. Nie lubił o tym myśleć. To odbierało mu jakiekolwiek chęci do czegokolwiek. Ta świadomość, że.. Nienawidził tego. Zawsze w takich momentach, kiedy pojawiała się ta myśl starał się ją wyrzucić z głowy wpatrywaniem się w uśmiechniętego Harry'ego. To zdecydowanie poprawiało mu humor. A dziś Harry był na prawdę szczęśliwy więc Louis nie mógł tracić czasu na zamartwianie się tym. Teraz musi pomóc Harry'emu się rozpakować.
Hazz trzymając mocno chłopaka za rękę szedł z nim na górę po schodach w poszukiwaniu ich pokoju a on targał za sobą dwie duże torby wolną ręką. Harry był ciekaw jak to możliwe ale Tomlinson nie chciał zdradzić swej tajemnicy. Uważał to za zabawne, że Loczek co chwila się obracał, by spojrzeć na niego. Był taki słodki z tą swoja ciekawością a Louis'emu się to podobało.
Ciocia Cheryl powiedziała, że do nich należy pokój z największym łóżkiem. Trzeba przyznać, że ten pomysł spodobał się Harry'emu. Od razu, kiedy ciotka powiedziała mu o tym przez telefon pomyślał o jednym. Zaczął sobie wyobrażać jak to będzie leżeć z Louis'im na jednym łóżku, spędzać tam wieczory, noce i poranki, jeść razem śniadania i oczywiście kochać się z nim. To jak na razie było jego największe marzenie. Ostatnio ten obraz nie potrafił usunąć się z jego głowy. Cały czas miał przed oczami nagiego Louis'ego leżącego na nim. Ale trzeba było żyć rzeczywistością. A rzeczywistość była taka, że właśnie byli w swoim pokoju i musieli się rozpakować.
Harry usiadł na ogromnym łóżku zaścielonym turkusową narzutą. Louis natomiast postawił torby koło kilku szaf i sam rozejrzał się po pokoju. Był na prawdę dość obszerny i wydawał się jakby nic w nim nie było prócz łóżka, okna zaraz po lewej błękitnego, puchatego dywanu na środku i szaf na przeciwko łóżka. Ani telewizora, ani żadnych obrazów czy kwiatów. Wyglądało no ta, że Cheryl dała im wolną rękę w urządzeniu tego pokoju.
Szatyn spojrzał na swojego chłopaka, który wręcz rozwalił się na łóżku i z przymkniętymi oczami wyglądał jakby właśnie spał. Louis pokręcił głową z dezaprobatą po czym rozbawiony usiadł bok Harry'ego. A łóżko było na prawdę wygodne więc nic dziwnego, że Hazz tak się rozmarzył.
-Tylko mi nie mów, że zaraz pójdziesz spać. - stwierdził poważnie Lou jednak uśmiechając się do Harry'ego.
-A masz coś przeciwko? - zapytał Loczek przekręcając się na bok i wsuwając dłonie pod głowę.
-Tak. Mam. Bo prawie przez cały lot spałeś i teraz znowu będziesz spał. A mnie zostawisz samego w tym wielkim domu. - oburzył się Louis splatając ręce na piersi po czym wypchnął dolną wargę do przodu udając, że się obraża.
-Jej, przepraszam, kochanie.. - szepnął Harry smutnym tonem siadając za Louis'im i obejmując go w pasie.
-Nie gniewam się, Kocie. Tylko chcę spędzić trochę czasu z Tobą nieśpiącym... - odparł z uśmiechem Lou chwytając Harry'ego za dłoń po czym splótł ich dłonie.
-Okej, no to spędzamy razem czas. - odparł Hazz całując szatyna w ramię. - A jak? Będziemy się rozpakowywać? - spytał nieco zniechęcony. Nie miał ochoty na rozpakowywanie.
-Nie, mam na myśli coś lepszego... - odparł Lou po czym odwrócił do Harry'ego sprawiając, iż ten opadł bezwładnie na łóżko.
Usiadł na nim okrakiem i zaczął obcałowywać jego szyję zostawiając na niej kilka malinek. Harry nie potrafił nazwać tego uczucia, które w tej chwili nim zawładnęło. To ciepło w podbrzuszu było nie do opisania. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Wzdrygnął się lekko kiedy cieplutkie dłonie Louis'ego wślizgnęły się pod jego letnią koszulkę. Chłopak zaczął suwać nimi w górę i w dół podrażniając sutki Loczka i w międzyczasie całował go wzdłuż szczęki. Hazz przymknął oczy a jego ciało stało się bezwładne. Nie ruszał nawet palcem, nie był wstanie. Ale Louis nie zwracał na to uwagi. To mu odpowiadało, że chłopak nie protestuje.
Szatyn z twarzy Harry'ego przeniósł się na jego usta. Wsunął do środka swój język i owinął nim język ukochanego. Zaczął go delikatnie muskać by Hazz się odprężył i powoli podsuwał jego kremową koszulkę do góry. Loczek uniósł się ku górze a wtedy ubranie zniknęło z jego ciała. Otworzył oczy kiedy Louis zaprzestał pocałunków, poczuł coś mokrego na brzuchu.
Louie suwał językiem w górę i w dół zupełnie tak jak to robił jeszcze nie dawno dłońmi. To było coś zdecydowanie innego. Harry przez chwilę czuł się dziwnie ale zaraz szok minął. Znów przymknął oczy i pozwolił Louis'emu robić co tylko mu się wymarzy, na co tylko będzie miał ochotę. A Loczek liczył na jedno o czym z pewnością Tomlinson wiedział. Tak więc nie przerywając swoich czynności jedną ręką starając się odpiąć guzik od spodni chłopaka. Zachowywał się tak jakby był profesjonalistą gdyż wyszło mu to całkiem sprawnie.
W momencie zaprzestał lizania ciała Harry'ego. Spojrzał na niego prostując się. Hazz wyglądał jakby spał jednak szatyn wiedział, że tak nie jest. On po prostu oddał się czekając na najważniejsze. Chciał tego bardzo jednak w głębi czuł, że Lou tego nie zrobi choć oddychał z ogromną nadzieją.
Louis nie mógł dłużej powstrzymywać się od tego. On chciał tego co Harry a to co robił teraz, to przedłużanie to tak zwana gra wstępna. Nie chciał by to wszystko działo się za szybko. Czasami lepiej jest poczekać a na ten moment zdecydowanie warto czekać. Więc nie tracąc już więcej czasu zsunął spodnie z bioder ukochanego zdejmując je z jego nóg po czym to samo zrobił ze skarpetkami a najlepsze zostawił na koniec. Oparł się dłońmi po obu stronach ciała chłopaka po czym podsunął się wyżej i musnął nosem nos Harry'ego. Loczkowaty otworzył powoli oczy po czym jego wzrok napotkał turkusowe oczy Louis'ego, w których tańczyły iskierki. Uśmiechnął się do niego czule, po czym widząc tą chęć naparł ustami na malinowe wargi bruneta po chwili osuwając się w dół.
Louis chwilę przypatrywał się jeszcze niepełnej erekcji Harry'ego ukrytą za materiałem bokserek, z ogromnym pożądaniem. W głowie już sobie układał co z nim zrobi choć jeszcze nigdy nie miał tego zaszczytu. To będzie jego pierwszy raz, po raz pierwszy zrobi coś takiego. I nie ukrywał, że trochę się bał jednak ciekawość i chęć zrobienia tego przeważały.
Jeszcze raz zerknął na Harry'ego, który wręcz domagał się tej pieszczoty wypychając co chwila biodra ku górze, a następnie wsunął dwa palce za gumkę od bokserek chłopaka. Jednym powolnych ale skutecznym ruchem zdjął je a jego oczom ukazał się sterczący i dość duży jak na tego chłopaka, penis. Louis oblizał się na sam widok po czym schylił ku niemu i złożył mokry pocałunek na główce. Harry jęknął cichutko. Nigdy czegoś takiego nie czuł. Było to zdecydowanie lepsze uczucie od języka Louis'ego na brzuchu. Wolał by ten mięsień zajmował się jego męskością.
Szatyn przymknął oczy i zdał się na intuicję. Przesunął językiem po całej długości przyrodzenia Harry'ego. On ponownie jęknął. Louis uśmiechnął się na ten dźwięk po czym już pewniej zaczął go lizać. Jeździł koniuszkiem języka w górę i w dół a Hazz wydawał z siebie ciche odgłosy przyjemności. Obawiali się jedynie tego, że ktoś w każdej chwili mógł wejść do pokoju. Jednak nie zamierzali przerywać. Nie teraz.
To uczucie w brzuchu Loczka, z każdą sekundą rosnące nie dawało mu ani chwili wytchnienia. Jęczał i sapał coraz głośniej. Louis suwał ręką po jego biodrze wciąż sprawiając mu przyjemność ustami. Kiedy drugą ręką lekko ścisnął jądra chłopaka ten prawie, że krzyknął. Za każdym razem przesuwając językiem po całej długości czuł, że Harry jest coraz bliżej spełnienia. W końcu już bez zbędnych zabaw pochłonął go prawie niemalże całego a wtedy Loczek wytrysnął białą, klejącą się spermą wprost do ust Louis'ego. Słodki płyn był dla niego wystarczającą nagrodą.
Zlizał resztki ściekające po brodzie po czym usatysfakcjonowany położył się obok chłopaka. Obserwował go chwilę zmęczonego i sapiącego, powtarzającego Louis jak litanię. Kolejna nagroda powodująca uśmiech na ustach Tomlinsona. Przybliżył twarz do policzka Harry'ego po czym ucałował go zaczesując mokrą grzywkę do tyłu. Uniósł się jeszcze do góry by ucałować go w wilgotne czoło.
-Lou, jesteś wspaniały... - szepnął po dłuższej chwili Harry kiedy szatyn muskał wargami jego ucho.
-Dziękuję, kochanie. Starałem się. - odpowiedział mu równie cicho wprost do ucha a po ciele Loczka przeszedł przyjemny dreszcz.
-Nie sądziłem, że potrafisz coś takiego. - odparł przewracając się na bok, tak, że teraz oboje stykali się nosami.
-Przyznam Ci się, że ja też. Ale to Twoja zasługa. Jesteś taki smaczny.. - szepnął Lou przymykając oczy. Położył rękę na boku chłopaka a sam ułożył się wygodnie na plecach przyciągając go do siebie. Hazz westchnął kładąc głowę na torsie ukochanego i wtulił się w niego. Louis chwycił jakiś koc poskładany w kostkę, leżący na końcu łóżka i zakrył ich, by było im cieplej.
-Oj przestań.. - zawstydził się Harry chowając twarz w zagłębieniu szyi Louis'ego. - Ej! Słyszysz? - zapytał nagle wsłuchując się w głuchą ciszę..
-Um... Twoja mama... - odparł zmieszany Lou pocierając ramię Loczka.
-Nom. Ona... - urwał nie wiedząc co powiedzieć.
-Hazz, Twoi rodzice chyba uprawiają seks. Nie? - stwierdził Louis uśmiechając się szczerze.
-Tak, niestety tak.. - westchnął młodszy znów wtulając się w bok Louis'ego a chłopak objął go mocno i ucałował we włosy. - A teraz pójdę spać, dobrze? Jestem na prawdę zmęczony. - jęknął ledwo zrozumiale przymykając powoli oczy.
-No dobrze. Wyśpij się kochanie..
Ten rozdział jest, hmmm... myślę, że fajny, bo jest coś co wręcz kochacie!! Scena +18 ! Szczerze mówiąc to mi się podoba wyjątkowo :) Ten rozdział w ogóle mi się podoba.. Ale już nic nie poprawiam, bo mi się nie chcę no i tak długo czekacie więc.. Może jutro poprawię jakieś błędy..
Teraz wezmę się za prolog do BMPD, potem niespodzianka na PDC a potem ujrzycie zapowiedź do nowego opowiadania. :D Jak na razie nic nie zdradzam. :))
A jak przeczytacie to od razu pytania do postaci proszę :D A jakieś pytania, zażalenia czy inne takie to tutaj proszę..
Kolejny rozdział po 20 komentarzach. Dacie radę, Pieszczochy! :))
ENJOY!!
*Love is forever*
Lot dobiegł końca. Przyszedł czas by wysiąść z samolotu. Harry bardzo ucieszył się z tego powodu, gdyż jeszcze nigdy nie zjeżdżał z takiej dużej 'ślizgawki'. Louis śmiał się cicho pod nosem, bo do tej pory nie widział, żeby jego Harry zachowywał się tak dziecinnie. No przynajmniej do czasu kiedy nie skończył piętnastu lat. Tego dnia, kiedy wylądowali w Paryżu, Harry czuł się jak siedmioletnie dziecko. Opuszczając samolot i zjeżdżając po tej dużej 'ślizgawce', krzyczał jakby jechał jakąś kolejką górską i wymachiwał rękoma. Nie trwało to jednak długo, ponieważ już po pięciu sekundach stanął na nogi i wpadł w ramiona swojemu chłopakowi, który od razu przytulił go mocno. Oboje zaśmiali się ciepło przyciskając swoje ciała do siebie.
Harry po chwili odsunął się od chłopaka. Spojrzał na niego tymi swoimi dużymi oczyma z radosną iskierką po czym musnął delikatnie jego wargi. Louis speszył się a na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Odsunął od siebie delikatnie Harry'ego i rozejrzał się dookoła.
-Co ? Coś nie tak ? - spytał Hazz zsuwając swoją dłoń z pleców chłopaka na jego pośladek po czym włożył ją do jego tylnej kieszeni bordowych rurek.
-Nie... - Lou wzdrygnął się na ten gest a kącik ust uniósł się delikatnie do góry. - Ale...nie przy wszystkich, Hazz. - szepnął do niego obserwując innych ludzi.
-Słucham ? Jeszcze niedawno całowałeś mnie przy zupełnie obcej dziewczynie a teraz nie chcesz, żeby inni widzieli, jak się przytulamy ? - zapytał dość zszokowany Hazz patrząc uważnie na Louis'ego.
-Nie o to mi chodzi, ja po prostu... - urwał zastanawiając się co powiedzieć.
-Lou... - zaczął spokojnie Harry. - Jesteśmy we Francji, w Paryżu, mieście miłości. Nie wiem czy dobrze myślę ale chociaż tu możemy się spokojnie przytulić publicznie. Nie sądzisz ? - stwierdził Loczek wtulając się w szatyna. Louis po chwili namyślenia uśmiechnął się po czym bardziej przytulił chłopaka, chowając twarz w jego lokach i przymknął oczy.
-Masz rację. Niech wszyscy wiedzą, że Cie kocham. - szepnął obejmując mocniej Harry'ego. Chłopak odsunął się od niego by zobaczyć jego reakcję na wypowiedziane przez niego słowa. Szatyn uśmiechał się ciepło. Harry odwzajemnił to po czym musnął jego usta.
W momencie Louis chwycił Loczka w pasie po czym obrócił go naprzód. Jego zielone oczka ujrzały rodziców, którzy machali im uśmiechając się szeroko. Harry westchnął głośno z niezadowolenia widząc mamę zachęcającą ich do podejścia. Nie miał teraz na to ochoty. Szczerze mówić, to wolał teraz sobie postać na lotnisku z Louis'im co swoja drogą było niedorzeczne. Przecież musieli już jechać do domu ciotki Cheryl.
Lou oparł brodę o ramię Harry'ego po czym przysunął usta do jego ucha a ręce oplótł wokół jego pasa.
-Chodźmy, Harry. Potem będziemy mięli czas tylko dla siebie. - szepnął do niego a młodszy zadrżał na dźwięk jego głosu. Poczuł lekki uścisk w żołądku przymykając delikatnie oczy.
-Mhmm... - zgodził się będąc w lekkim transie.
Louis chwycił jego chłodną i bladą dłoń splatając ich palce. Zrobił krok w stronę rodziców Harry'ego a on podążył za nim. Już po chwili siedzieli w taksówce jadącej prosto do domu siostry Robina.
Nie minęło więcej niż trzydzieści minut a cała czwórka właśnie wchodziła do willi Cheryl. Kobiety akurat nie było w domu. Pracowała w firmie modelingu jako wizażystka i aktualnie była w delegacji. Pewien projektant miał pokaz mody w Marsylii i Cheryl jako najlepsza make-up'istka musiała jechać. W ten sposób zostawiła pod opiekę Stylesów swój ogromny dom.
Louis i Harry byli pod ogromnym wrażeniem widząc jaką sumką dysponuje ta kobieta, bo dom mówił sam za siebie. Nie musieli wiedzieć ile zer jest na jej karcie kredytowej albo ile trzyma pieniędzy w sejfie czy na koncie w banku. To widać jak tylko stanie się na schodach przed jej domem.
Na początek rozgościli się w kuchni. Odłożyli bagaże gdzieś w kąt, porozsiadali się wygodnie przy stole a Anne zrobiła wszystkim coś do picia.
-Hazz, gdzie jest Twoja ciocia? - szepnął Lou do Harry'ego obejmując go mocno.
-W delegacji. - odpowiedział kładąc głowę na jego ramieniu.
-W czym ? - zapytał szatyn nie rozumiejąc za bardzo.
-W delegacji, kochanie. - powtórzyła Anne podając im dwa kubki z pomarańczowym sokiem. - Cheryl jest makijażystką. Ogólnie pracuje w modelingu przy różnego rodzaju sesjach. No wiesz, maluje modelki, a teraz jest w delegacji. Pojechała na pokaz mody z jakimś tam projektantem. - wyjaśniła chłopakowi przyglądając się synowi, który rozkoszował się obecnością swojego chłopaka.
-Mmmm...modelki. - rozmarzył się Louis.
-Ej! Czuję się zazdrosny! - oburzył się Harry podnosząc się z ramienia chłopaka po czym lekko szturchnął go łokciem.
-Oj, Słońce. Wiesz, że kocham tylko Ciebie. - wybronił się Lou robiąc maślane oczka. Hazz nie potrafił się gniewać o taka błahostkę. Odwzajemnił uśmiech po czym musnął delikatnie usta Louis'ego.
Odsunęli wzrok od siebie i zauważyli, że Anne i Robin patrzą na siebie podejrzanie. Wykonywali dziwne gesty dłońmi i mimika twarzy również się zmieniała co chwilę. Harry podejrzewał najgorsze co według jego rodziców było wspaniałe. Troszkę się przejął, iż Louie dziś tego doświadczy. Ale nie będzie zabraniał tego rodzicom, w końcu są dorośli.
Nie minęła minuta a Anne i Robin już zniknęli. Harry pokręcił głową z dezaprobatą śmiejąc się cicho pod nosem.
-O co chodzi? - spytał Louis gładząc chłopaka po udzie.
-O nic. - stwierdził Harry po czym wstał z krzesła i wystawił chłopakowi dłoń. - Idziesz? Musimy się rozpakować.
Louis uśmiechnął się do chłopaka a następnie chwycił jego bladą rączkę. Była chłodna, może i nawet zimna. Szatyn nie lubił tego uczucia. Zawsze kojarzyło mu się z tą chorobą. Nie lubił o tym myśleć. To odbierało mu jakiekolwiek chęci do czegokolwiek. Ta świadomość, że.. Nienawidził tego. Zawsze w takich momentach, kiedy pojawiała się ta myśl starał się ją wyrzucić z głowy wpatrywaniem się w uśmiechniętego Harry'ego. To zdecydowanie poprawiało mu humor. A dziś Harry był na prawdę szczęśliwy więc Louis nie mógł tracić czasu na zamartwianie się tym. Teraz musi pomóc Harry'emu się rozpakować.
Hazz trzymając mocno chłopaka za rękę szedł z nim na górę po schodach w poszukiwaniu ich pokoju a on targał za sobą dwie duże torby wolną ręką. Harry był ciekaw jak to możliwe ale Tomlinson nie chciał zdradzić swej tajemnicy. Uważał to za zabawne, że Loczek co chwila się obracał, by spojrzeć na niego. Był taki słodki z tą swoja ciekawością a Louis'emu się to podobało.
Ciocia Cheryl powiedziała, że do nich należy pokój z największym łóżkiem. Trzeba przyznać, że ten pomysł spodobał się Harry'emu. Od razu, kiedy ciotka powiedziała mu o tym przez telefon pomyślał o jednym. Zaczął sobie wyobrażać jak to będzie leżeć z Louis'im na jednym łóżku, spędzać tam wieczory, noce i poranki, jeść razem śniadania i oczywiście kochać się z nim. To jak na razie było jego największe marzenie. Ostatnio ten obraz nie potrafił usunąć się z jego głowy. Cały czas miał przed oczami nagiego Louis'ego leżącego na nim. Ale trzeba było żyć rzeczywistością. A rzeczywistość była taka, że właśnie byli w swoim pokoju i musieli się rozpakować.
Harry usiadł na ogromnym łóżku zaścielonym turkusową narzutą. Louis natomiast postawił torby koło kilku szaf i sam rozejrzał się po pokoju. Był na prawdę dość obszerny i wydawał się jakby nic w nim nie było prócz łóżka, okna zaraz po lewej błękitnego, puchatego dywanu na środku i szaf na przeciwko łóżka. Ani telewizora, ani żadnych obrazów czy kwiatów. Wyglądało no ta, że Cheryl dała im wolną rękę w urządzeniu tego pokoju.
Szatyn spojrzał na swojego chłopaka, który wręcz rozwalił się na łóżku i z przymkniętymi oczami wyglądał jakby właśnie spał. Louis pokręcił głową z dezaprobatą po czym rozbawiony usiadł bok Harry'ego. A łóżko było na prawdę wygodne więc nic dziwnego, że Hazz tak się rozmarzył.
-Tylko mi nie mów, że zaraz pójdziesz spać. - stwierdził poważnie Lou jednak uśmiechając się do Harry'ego.
-A masz coś przeciwko? - zapytał Loczek przekręcając się na bok i wsuwając dłonie pod głowę.
-Tak. Mam. Bo prawie przez cały lot spałeś i teraz znowu będziesz spał. A mnie zostawisz samego w tym wielkim domu. - oburzył się Louis splatając ręce na piersi po czym wypchnął dolną wargę do przodu udając, że się obraża.
-Jej, przepraszam, kochanie.. - szepnął Harry smutnym tonem siadając za Louis'im i obejmując go w pasie.
-Nie gniewam się, Kocie. Tylko chcę spędzić trochę czasu z Tobą nieśpiącym... - odparł z uśmiechem Lou chwytając Harry'ego za dłoń po czym splótł ich dłonie.
-Okej, no to spędzamy razem czas. - odparł Hazz całując szatyna w ramię. - A jak? Będziemy się rozpakowywać? - spytał nieco zniechęcony. Nie miał ochoty na rozpakowywanie.
-Nie, mam na myśli coś lepszego... - odparł Lou po czym odwrócił do Harry'ego sprawiając, iż ten opadł bezwładnie na łóżko.
Usiadł na nim okrakiem i zaczął obcałowywać jego szyję zostawiając na niej kilka malinek. Harry nie potrafił nazwać tego uczucia, które w tej chwili nim zawładnęło. To ciepło w podbrzuszu było nie do opisania. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Wzdrygnął się lekko kiedy cieplutkie dłonie Louis'ego wślizgnęły się pod jego letnią koszulkę. Chłopak zaczął suwać nimi w górę i w dół podrażniając sutki Loczka i w międzyczasie całował go wzdłuż szczęki. Hazz przymknął oczy a jego ciało stało się bezwładne. Nie ruszał nawet palcem, nie był wstanie. Ale Louis nie zwracał na to uwagi. To mu odpowiadało, że chłopak nie protestuje.
Szatyn z twarzy Harry'ego przeniósł się na jego usta. Wsunął do środka swój język i owinął nim język ukochanego. Zaczął go delikatnie muskać by Hazz się odprężył i powoli podsuwał jego kremową koszulkę do góry. Loczek uniósł się ku górze a wtedy ubranie zniknęło z jego ciała. Otworzył oczy kiedy Louis zaprzestał pocałunków, poczuł coś mokrego na brzuchu.
Louie suwał językiem w górę i w dół zupełnie tak jak to robił jeszcze nie dawno dłońmi. To było coś zdecydowanie innego. Harry przez chwilę czuł się dziwnie ale zaraz szok minął. Znów przymknął oczy i pozwolił Louis'emu robić co tylko mu się wymarzy, na co tylko będzie miał ochotę. A Loczek liczył na jedno o czym z pewnością Tomlinson wiedział. Tak więc nie przerywając swoich czynności jedną ręką starając się odpiąć guzik od spodni chłopaka. Zachowywał się tak jakby był profesjonalistą gdyż wyszło mu to całkiem sprawnie.
W momencie zaprzestał lizania ciała Harry'ego. Spojrzał na niego prostując się. Hazz wyglądał jakby spał jednak szatyn wiedział, że tak nie jest. On po prostu oddał się czekając na najważniejsze. Chciał tego bardzo jednak w głębi czuł, że Lou tego nie zrobi choć oddychał z ogromną nadzieją.
Louis nie mógł dłużej powstrzymywać się od tego. On chciał tego co Harry a to co robił teraz, to przedłużanie to tak zwana gra wstępna. Nie chciał by to wszystko działo się za szybko. Czasami lepiej jest poczekać a na ten moment zdecydowanie warto czekać. Więc nie tracąc już więcej czasu zsunął spodnie z bioder ukochanego zdejmując je z jego nóg po czym to samo zrobił ze skarpetkami a najlepsze zostawił na koniec. Oparł się dłońmi po obu stronach ciała chłopaka po czym podsunął się wyżej i musnął nosem nos Harry'ego. Loczkowaty otworzył powoli oczy po czym jego wzrok napotkał turkusowe oczy Louis'ego, w których tańczyły iskierki. Uśmiechnął się do niego czule, po czym widząc tą chęć naparł ustami na malinowe wargi bruneta po chwili osuwając się w dół.
Louis chwilę przypatrywał się jeszcze niepełnej erekcji Harry'ego ukrytą za materiałem bokserek, z ogromnym pożądaniem. W głowie już sobie układał co z nim zrobi choć jeszcze nigdy nie miał tego zaszczytu. To będzie jego pierwszy raz, po raz pierwszy zrobi coś takiego. I nie ukrywał, że trochę się bał jednak ciekawość i chęć zrobienia tego przeważały.
Jeszcze raz zerknął na Harry'ego, który wręcz domagał się tej pieszczoty wypychając co chwila biodra ku górze, a następnie wsunął dwa palce za gumkę od bokserek chłopaka. Jednym powolnych ale skutecznym ruchem zdjął je a jego oczom ukazał się sterczący i dość duży jak na tego chłopaka, penis. Louis oblizał się na sam widok po czym schylił ku niemu i złożył mokry pocałunek na główce. Harry jęknął cichutko. Nigdy czegoś takiego nie czuł. Było to zdecydowanie lepsze uczucie od języka Louis'ego na brzuchu. Wolał by ten mięsień zajmował się jego męskością.
Szatyn przymknął oczy i zdał się na intuicję. Przesunął językiem po całej długości przyrodzenia Harry'ego. On ponownie jęknął. Louis uśmiechnął się na ten dźwięk po czym już pewniej zaczął go lizać. Jeździł koniuszkiem języka w górę i w dół a Hazz wydawał z siebie ciche odgłosy przyjemności. Obawiali się jedynie tego, że ktoś w każdej chwili mógł wejść do pokoju. Jednak nie zamierzali przerywać. Nie teraz.
To uczucie w brzuchu Loczka, z każdą sekundą rosnące nie dawało mu ani chwili wytchnienia. Jęczał i sapał coraz głośniej. Louis suwał ręką po jego biodrze wciąż sprawiając mu przyjemność ustami. Kiedy drugą ręką lekko ścisnął jądra chłopaka ten prawie, że krzyknął. Za każdym razem przesuwając językiem po całej długości czuł, że Harry jest coraz bliżej spełnienia. W końcu już bez zbędnych zabaw pochłonął go prawie niemalże całego a wtedy Loczek wytrysnął białą, klejącą się spermą wprost do ust Louis'ego. Słodki płyn był dla niego wystarczającą nagrodą.
Zlizał resztki ściekające po brodzie po czym usatysfakcjonowany położył się obok chłopaka. Obserwował go chwilę zmęczonego i sapiącego, powtarzającego Louis jak litanię. Kolejna nagroda powodująca uśmiech na ustach Tomlinsona. Przybliżył twarz do policzka Harry'ego po czym ucałował go zaczesując mokrą grzywkę do tyłu. Uniósł się jeszcze do góry by ucałować go w wilgotne czoło.
-Lou, jesteś wspaniały... - szepnął po dłuższej chwili Harry kiedy szatyn muskał wargami jego ucho.
-Dziękuję, kochanie. Starałem się. - odpowiedział mu równie cicho wprost do ucha a po ciele Loczka przeszedł przyjemny dreszcz.
-Nie sądziłem, że potrafisz coś takiego. - odparł przewracając się na bok, tak, że teraz oboje stykali się nosami.
-Przyznam Ci się, że ja też. Ale to Twoja zasługa. Jesteś taki smaczny.. - szepnął Lou przymykając oczy. Położył rękę na boku chłopaka a sam ułożył się wygodnie na plecach przyciągając go do siebie. Hazz westchnął kładąc głowę na torsie ukochanego i wtulił się w niego. Louis chwycił jakiś koc poskładany w kostkę, leżący na końcu łóżka i zakrył ich, by było im cieplej.
-Oj przestań.. - zawstydził się Harry chowając twarz w zagłębieniu szyi Louis'ego. - Ej! Słyszysz? - zapytał nagle wsłuchując się w głuchą ciszę..
-Um... Twoja mama... - odparł zmieszany Lou pocierając ramię Loczka.
-Nom. Ona... - urwał nie wiedząc co powiedzieć.
-Hazz, Twoi rodzice chyba uprawiają seks. Nie? - stwierdził Louis uśmiechając się szczerze.
-Tak, niestety tak.. - westchnął młodszy znów wtulając się w bok Louis'ego a chłopak objął go mocno i ucałował we włosy. - A teraz pójdę spać, dobrze? Jestem na prawdę zmęczony. - jęknął ledwo zrozumiale przymykając powoli oczy.
-No dobrze. Wyśpij się kochanie..
czwartek, 27 grudnia 2012
Rozdział 10. - Somewhere only we know.
No dobra Pieszczochy ! Skończyłam rozdział i mam ogromną nadzieje, że spodoba się Wam tak jak mi, bo szczerze mówiąc jestem z niego dumna. Na prawdę mi się podoba jak poprzedni. Jest taki pełen...Larry'ego. Taki kochany i przesłodzony, ale w końcu o to mi chodziło. ;)
Jak przeczytacie to od razu komentarz, bo pamiętajcie, że to od Was zależy co będzie następnym razem. Im więcej komentarzy tym ja mam większą ochotę do pisania. Błagam, komentujcie !!! A zaraz po tym na tumblra zadawać pytania chłopakom ! ;3
Jak większość zauważyła może i nawet przeczytała - napisałam ONE-SHOTA. Będzie on miał trzy części, jeśli w ogóle chcecie go czytać - to od Was zależy. Więcej informacji na ten temat zdobędziecie na moim tumblr'erze i jeśli będziecie pytać ;) Zaplanowałam też kolejnego ONE-SHOTA Ja zawsze pozwolę Ci wrócić. Tylko nie wiem czy za trzecim razem jeszcze będę… Napiszę go jak skończę They don't know about us i I think I wanna marry you. Mam nadzieje, ze Wam się podoba i jesteście ze mnie dumni. Ja, nie chwaląc się, jestem zajebiście dumna !!! ;)
No to chyba tyle co miałam Wam do przekazania. Jeśli chcecie się o czymś dowiedzieć to wpadajcie wiecie gdzie. Informacje macie w INFO po prawej stronie ;) A teraz
ENJOY !!!
*Somewhere only we know*
Chłopki usiedli w dogodnym dla siebie miejscu, z dala od rodziców oczywiście. Nie mięli problemu z doborem miejsca, gdyż Anne i Robin usiedli na samym początku a wolnych zostało jedno miejsce na przodzie, dwa na środku i jedno z tyłu. To wiadome, że wybrali to z tyłu. Idealne miejsce. Nikt nie przeszkadza, nie zagląda, żadnych intruzów, którym przeszkadzałoby, że Hazz i Lou trzymają się za ręce. Mogli spokojnie być sobą przez najbliższe ponad dwie godziny.
Rozsiedli się wygodnie. Louis przy oknie, Harry zaraz za nim, a ostanie miejsce pozostało wolne. Na wypadek gdyby ktoś chciałby się dosiąść. No i oczywiście też dlatego, że po lewej stronie samolotu były po trzy fotele a ich było tylko dwóch. Mogliby oczywiście zastawić miejsce obok nich bagażami ale żadnych nie mięli. Stwierdzili, że nic nie będzie im potrzebne przez czas lotu tylko oni sami. Więc wszystko co zabrali ze sobą do Paryża jest w dolnej części pokładu, w magazynie na bagaże. Teraz żałowali tego, bo w każdej chwili może tam usiąść jakiś gbur, który będzie się na nich krzywo patrzył albo w ogóle nie będzie patrzył tylko zrobi aferę na cały samolot. A może jednak dosiądzie się jakaś miła staruszka z pieskiem. Albo dwudziestoletnia blondynka w pastelowej sukience. Albo jeszcze jakiś emo lub punk. Jednak Harry wciąż był przekonany, że będzie to z pewnością homofob. Nie chciał by taka osoba przy nim siedziała. Wolałby już siedzieć przy oknie, chociaż to nie był dobry pomysł, bo przy oknie robi mu się niedobrze.
Usiadł na swoje miejsce zdenerwowany i cały roztrzęsiony. Nie mógł ogarnąć myśli. Bał się, że jak ktoś z pasażerów lub obsługi zauważy, że on i Louis są razem, że to para gejów to wyrzucą ich z pokładu. W jego głowie pojawiały się najczarniejsze scenariusze. Sam nie był do końca pewien dlaczego tak myśli. Czemu coś takiego gości jego wyobraźnie. Może to nie chodziło o strach przed ludźmi, którzy ich nie tolerują a może jednak strach przed samym lotem. W końcu Harry po raz pierwszy leciał samolotem. Albo może jednak to był strach przed operacją, która czekała go za jakiś tydzień. Nie wiadomo. W każdym razie czegoś się bał i chciał by Louis go uspokoił.
Wziął głęboki wdech. Chwycił pas po swojej lewej stronie i zaciągnął go w prawo w calu zapięcia go. Najpierw pas się zaciął gdyż Harry za mocno ciągnął. Potem zwolnił i wyciągnął go już bez problemów. Ale za to kłopot pojawił się gdy chciał trafić w uziemienie. No właśnie nie mógł trafić. Ręce mu się trzęsły i nie potrafił. Za dużo tego wszystkiego. Za dużo stresu jak na takiego młodego chłopaka, na dodatek chorego. Natłok głupich myśli zaczął go denerwować. W momencie jego oczy stały się przeszklone a broda zaczęła się trząść. Wciąż starał się zapiąć. Louis zauważył zły stan ukochanego i szybko chwycił go za nadgarstki. Harry momentalnie się uspokoił i przestał na chama wpychać zapięcie. Spojrzał na szatyna, który z uśmiechem wyjął pas z jego, jak zawsze zimnej dłoni jednak nie patrząc na niego. To dobrze, gdyż inaczej zauważyłby łzy, które pojawiły się w ochach Loczka.
-Spokojnie. - szepnął uśmiechnięty Louis zapinając chłopaka. Spojrzał na niego przelotnie, następnie na pas po czym wrócił wzrokiem na twarzyczkę młodszego. Patrzył na niego z ogromnym zatroskaniem i przerażeniem. Chwycił go za zimną dłoń i spojrzał w jego mokre oczy. - Co się stało, Słońce? Czemu płaczesz ? - zapytał przytulając jego główkę do piersi i gładząc dłonią jego plecy. Cały drżał a Louis na prawdę bał się o niego. - Hym ? Hazz, stało się coś ? - ponowił pytanie a loczkowaty odsunął się od niego. Rękawem wytarł łzy spływające po jego czerwonym policzku. Jego broda znów zadrżała a usta ułożyły się w podkówkę.- No, Harry, powiedz mi. -szeptał by nikt go nie usłyszał ale za to Styles słyszał go idealnie. Spuścił głowę w dół ale Louis za chwilę przyłożył dwa palce do jego brody i uniósł ja do góry tak, że młodszy spoglądał w jego zmartwione oczy. Nie wolno pominąć faktu, iż żaden z nich nie chciał aby ktokolwiek zauważył tą zaistniałą sytuacje. - Harry, proszę Cię. - znów szepnął a Hazz westchnął głośno na znak poddania się.
-Ja... - ponownie westchnął jak i ponownie spuścił głowę.
-Hazz, nie ma się czego bać. - odpowiedział Lou jakby czytał w jego myślach. Skąd wiedział, że Loczek się czegoś boi. Chłopak momentalnie uniósł głowę do góry słysząc jego słowa, które go zadziwiły. - Na prawdę. - uśmiechnął się i przetarł kciukami jeszcze mokre policzki Harry'ego.
-Skąd Ty... - zaczął ale Lou przerwał mu przykładając palec wskazujący do jego ust. Uśmiechnął się zadziornie i przybliżył swoją twarz do jego.
-Ja wiem wszystko, Kocie. - szepnął bardzo cicho przykładając wargi do jego ucha tak, że ich policzki się dotykały po czym zabrał palec z ust chłopaka i musnął je delikatnie. Odsunął się od niego, spojrzał w jego oczy a następnie znów musnął jego usta, tym razem troszkę dłużej.
-Przepraszam. - słysząc wysoki kobiecy głosik natychmiastowo oderwali się od siebie. Spojrzeli na kobietę ; Louis z ciekawością a Harry natomiast ze strachem.
Dziewczyna okazała się być stewardessą. Była to wysoka blondynka o niesamowicie błękitnych oczach. Choć Louis i tak był pewien, że z pewnością nie miała piękniejszych oczy od Nialla. Dziewczyna miała na sobie granatowy uniform a na szyi związaną żółtą chustkę. Zaynowi z pewnością wpadłaby w oko, była w jego typie. Uśmiechała się słodko do chłopaków lekko zawstydzona, iż przyłapała ich na pocałunku. Zdradziły ją te rumieńce, które wyraźnie odznaczały się na jej bladej cerze. Louis'emu zrobiło się tak przyjemnie w środku, Harry natomiast był przerażony.
-Tak ? - spytał szatyn odwzajemniając uśmiech i mocno ściskając już cieplejszą dłoń ukochanego.
-Podać coś do picia ? - wskazała dłonią na stolik na kółkach. Stały na nim plastikowe kubki włożone jeden w drugi, na oko było ich ze trzydzieści. Za kubkami stało sześć butelek. Były zapełnione co rusz innymi napojami o kolorach tęczy.
-Nie, chyba nie. Ale mam ochotę na ciasto, a Ty Hazz ? - odpowiedział z niekrytym uśmiechem na pytanie Vanessy, bo takie imię widniało na jej srebrzystej plakietce na prawej piersi i od razu zagadnął zestresowanego Harry'ego.
-Um...ja też. Yyyy...szarlotkę. - odparł odwracając głowę w stronę Lou i wbił wzrok w jego place mocno trzymające jego dłoń. Louis spojrzał na niego i uśmiechnął się pod nosem widząc jak się zawstydził. Lubił go takiego, takiego słodkiego, uroczego z rumieńcami na policzkach - tak jak dziś, jak w tej chwili.
Wolną dłoń położył na jego głowie palce wplatając w jego loki i położył ją na swoim ramieniu po czym ucałował go we włosy. Vanessa przyglądała sie temu z niezwykłym zaskoczeniem ale i z fajnym uczuciem na sercu. Pracuje jako stewardessa od sześciu lat ale pierwszy raz widziała taki uroczy widok. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby pary hetero okazywały sobie uczucia tak jak oni a co dopiero homo. Wciąż uśmiechała się i spoglądała na nich nie mogąc oderwać od nich wzroku.
-No to dwie szarlotki poprosimy. - odparł Lou głaskając Harry'ego po plecach. Mocniej ścisnął jego dłoń a dziewczyna przytaknęła po czym odeszła pchając przed siebie wózek z napojami.
Lecieli już dosyć długo. Harry zasnął na ramieniu Lou i nawet nie zjadł swojej szarlotki. Louis ja dokończył, gdyż wiedział, że jego chłopak nigdy nie jest głodny kiedy się obudzi. Gdyby ją zostawił to po prostu to dobre ciasto by się tylko zmarnowało. Nie mógł by na to pozwolić. Niall go tego nauczył - nie marnuj jedzenia, jedz wszystko co jadalne.
Louis wpatrywał się w śpiącego chłopaka jak w obrazek, jak w jakieś dzieło sztuki wykonane przez Boga. Prawdę mówiąc szatyn go za to uważał. Był on dla niego najpiękniejszą istotą żyjącą na tym durnym świecei. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Położył głowę na jego kręconej czuprynie i przymknął oczy. Harry poruszył sie lekko i uwolnił swoją dłoń z uścisku Louis'ego po czym owinął ja sobie wokół brzucha a szatyn położył rękę na jego kolanie.
Czuł, że też jak Hazz, zaraz zaśnie. Powoli odpływał mając przy sobie miłość swojego życia, czując ten słodki zapach jego loków. Chciał się wybudzić ale powieki robiły się takie ciężkie, że za nic nie mógł ich podnieść. To przez Harry'ego. Z błogim uśmiechem na ustach już prawie zasypiał., jednak ktoś musiał to przerwać.
-Przepraszam. Brat mi dokucza. Mogę się dosiąść na chwilę ? - zapytała niziutka brunetka, na oko w wieku Harry'ego. Louis drgnął słysząc ją po czym zerwał się i spojrzał na nią. Była tak uracza zarkając do przodu i wytykając język, zapewne bratu, że Louis nie miał serce jej odmówić. Kiwnał głową na wolny trzeci fotel a dziewczyna usiadła z ogromną ulgą i uśmiechem na ustach.
-Dzięki. Jestem Kate. - przywitała się szepcząc, widząc, że chłopak w lokach śpi. Podobnie jak Vanessa uśmiechnęła się uroczo widząc taki słodki widok.
-Louis. - odpowiedział szatyn. Spojrzał na Harry'ego jakby się nad czymś zastanawiał po czym wrócił wzrokiem na dziewczynę i spojrzał w jej wyraziście czekoladowe oczy. - A to Harry. - poprawił dłoń na jego kolanie. - Mój... - urwał nie widząc co powiedzieć. Zastanawiał się czy przyznać obcej dziewczynie, że jest gejem.
-Brat. - zasugerowała Kate spoglądając na śpiącego chłopaka. Jednak czuła, że się myli widząc dłoń Louis'ego na jego kolanie.
-Nie...chłopak. - musnął palcami rękę Harry'ego po czym splótł ich dłonie.
-Dziwne. - dziewczyna zrobiła śmieszną minę a Louis nie widział czy się zaśmiać czy może jednak bać. Wiadomo, że dziewczyny są nie do odgadnięcia. Po prsotu nie wiedział jak zareagować i spuścił wzrok. - Mogłabym przysiąc, że jesteście braćmi... - uśmiechnęła się szeroko pocierajac placami brodę jakby się nad czymś zastanawiała oczwyiście w geście rozbawienia Louis'ego, gdyż zauważyła, że powiedziała coś nie tak, bo szatyn szatyn się zadumał.
-Heh...czemu ? - zapytał Louis uśmiechając się nieśmiało.
-Jak dla mnie jesteście do siebie podobni.
-Podobni ? Czy ja wiem... - odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Wiedział, że dziewczyna kłamie i od razu wiedziała, że nie sa braćmi. Nie mogła przecież stwierdzić, że są do siebie podobni gdyż nie widziała twarzy Harry'ego. Louis jednak pominął to, bo dziewczyna była dla niego miła. Nie mógł tego popsuć.
Minęła dłuższa chwila a Hazz zaczął się wiercić. Był to znak, iż się budzi. Otworzył powoli oczy, podniósł głowę z ramienia chłopaka i jeszcze zaspanym wzrokiem spojrzał na niego. Przysunał twarz do twarzy Lou i jeszcze raz spoglądając w jego niebiesko-zielone źrenice wpił się z tęsknotą w jego wąziutkie i malinowe usta, niezauważając koleżanki siedzącej obok niego, która z fascynacją przyglądała się zaistniałej sytuacji.
-Chciałabym, żeby mój chłopak tak mnie witał, zawsze kiedy się obudzę. - westchnąęła głośno Kate. Hazz nieco przestraszony odkleił się od warg Louis'ego i odwrócił się. Zrobił duże oczy a jego serce zaczęło bić szybciej. Louis ścisnął mocniej jego dłoń, by dodać mu otuchy. Ten gest mówił Spokojnie, Harry.
-Hej, Harry. Jestem Kate. - zachichotała i podała mu rękę. Hazz już trochę uspokojony przez ukochanego, który oparł głowę na jego ramieniu i szepnął, że to koleżanka, ścisnął jej dłoń.
-Skąd znasz moje imię ? - zapytał zaskoczony kurczowo trzymając się Louis'ego.
-Louis Cię przedstawił. - wskazała na szatyna a uśmiech za nic nie chciał zejść z jej twarzy. Jej pogoda ducha zaraziła Harry'ego, który już za chwilę szeroko się uśmiechnął.
-Tak ? - odwrócił się do Lou a on ucałował go w policzek. - To ile ja spałem ?
-No trochę. Ale spokojnie, szarlotka się nie zmarnowała. - wyszczerzył do niego białe ząbki a Harry zachichotał przypominając sobie Nialla.
Proszę zapiąć pasy. Zbliżamy się do lądowania.
Usłyszeli miły i ciepły głos z pewnością pilota samolotu. Kate musiała już wrócić do sibie. Pożegnała się z chłopakami i pobiegła na swoje miejsce śmiejąc się głośno. To na prawdę zwariowana dziewczyna. Louis natomiast zapiął pasy jak prosił kapitan a Harry już od początku był zapięty przez swojego chłopaka. W momencie oboje spojrzęli na siebie uśmiechając się uroczo jeden do drugiego.
-Zaraz będziemy w Paryżu. - stwierdził uradowany Harry mocno ściskając dłoń ukochanego. Przybliżył swoją twarz do twarzy Lou, który zrobił to samo i złączyli swoje usta w długim i czułym pocałunku. Paryż kilka albo i kilkanaście kilometrów pod nimi czekał na tą niezwykłą parę. Czekał, aż ta dwójka nim zawładnie i pokaże innym mieszkańcom miasta miłości co to znaczy kochać, co to znaczy żyć...
___________________
Tak wiem, trochę krótki ale co tam. Ważne, że jest, prawda ? ;3
Jak przeczytacie to od razu komentarz, bo pamiętajcie, że to od Was zależy co będzie następnym razem. Im więcej komentarzy tym ja mam większą ochotę do pisania. Błagam, komentujcie !!! A zaraz po tym na tumblra zadawać pytania chłopakom ! ;3
Jak większość zauważyła może i nawet przeczytała - napisałam ONE-SHOTA. Będzie on miał trzy części, jeśli w ogóle chcecie go czytać - to od Was zależy. Więcej informacji na ten temat zdobędziecie na moim tumblr'erze i jeśli będziecie pytać ;) Zaplanowałam też kolejnego ONE-SHOTA Ja zawsze pozwolę Ci wrócić. Tylko nie wiem czy za trzecim razem jeszcze będę… Napiszę go jak skończę They don't know about us i I think I wanna marry you. Mam nadzieje, ze Wam się podoba i jesteście ze mnie dumni. Ja, nie chwaląc się, jestem zajebiście dumna !!! ;)
No to chyba tyle co miałam Wam do przekazania. Jeśli chcecie się o czymś dowiedzieć to wpadajcie wiecie gdzie. Informacje macie w INFO po prawej stronie ;) A teraz
ENJOY !!!
*Somewhere only we know*
Chłopki usiedli w dogodnym dla siebie miejscu, z dala od rodziców oczywiście. Nie mięli problemu z doborem miejsca, gdyż Anne i Robin usiedli na samym początku a wolnych zostało jedno miejsce na przodzie, dwa na środku i jedno z tyłu. To wiadome, że wybrali to z tyłu. Idealne miejsce. Nikt nie przeszkadza, nie zagląda, żadnych intruzów, którym przeszkadzałoby, że Hazz i Lou trzymają się za ręce. Mogli spokojnie być sobą przez najbliższe ponad dwie godziny.
Rozsiedli się wygodnie. Louis przy oknie, Harry zaraz za nim, a ostanie miejsce pozostało wolne. Na wypadek gdyby ktoś chciałby się dosiąść. No i oczywiście też dlatego, że po lewej stronie samolotu były po trzy fotele a ich było tylko dwóch. Mogliby oczywiście zastawić miejsce obok nich bagażami ale żadnych nie mięli. Stwierdzili, że nic nie będzie im potrzebne przez czas lotu tylko oni sami. Więc wszystko co zabrali ze sobą do Paryża jest w dolnej części pokładu, w magazynie na bagaże. Teraz żałowali tego, bo w każdej chwili może tam usiąść jakiś gbur, który będzie się na nich krzywo patrzył albo w ogóle nie będzie patrzył tylko zrobi aferę na cały samolot. A może jednak dosiądzie się jakaś miła staruszka z pieskiem. Albo dwudziestoletnia blondynka w pastelowej sukience. Albo jeszcze jakiś emo lub punk. Jednak Harry wciąż był przekonany, że będzie to z pewnością homofob. Nie chciał by taka osoba przy nim siedziała. Wolałby już siedzieć przy oknie, chociaż to nie był dobry pomysł, bo przy oknie robi mu się niedobrze.
Usiadł na swoje miejsce zdenerwowany i cały roztrzęsiony. Nie mógł ogarnąć myśli. Bał się, że jak ktoś z pasażerów lub obsługi zauważy, że on i Louis są razem, że to para gejów to wyrzucą ich z pokładu. W jego głowie pojawiały się najczarniejsze scenariusze. Sam nie był do końca pewien dlaczego tak myśli. Czemu coś takiego gości jego wyobraźnie. Może to nie chodziło o strach przed ludźmi, którzy ich nie tolerują a może jednak strach przed samym lotem. W końcu Harry po raz pierwszy leciał samolotem. Albo może jednak to był strach przed operacją, która czekała go za jakiś tydzień. Nie wiadomo. W każdym razie czegoś się bał i chciał by Louis go uspokoił.
Wziął głęboki wdech. Chwycił pas po swojej lewej stronie i zaciągnął go w prawo w calu zapięcia go. Najpierw pas się zaciął gdyż Harry za mocno ciągnął. Potem zwolnił i wyciągnął go już bez problemów. Ale za to kłopot pojawił się gdy chciał trafić w uziemienie. No właśnie nie mógł trafić. Ręce mu się trzęsły i nie potrafił. Za dużo tego wszystkiego. Za dużo stresu jak na takiego młodego chłopaka, na dodatek chorego. Natłok głupich myśli zaczął go denerwować. W momencie jego oczy stały się przeszklone a broda zaczęła się trząść. Wciąż starał się zapiąć. Louis zauważył zły stan ukochanego i szybko chwycił go za nadgarstki. Harry momentalnie się uspokoił i przestał na chama wpychać zapięcie. Spojrzał na szatyna, który z uśmiechem wyjął pas z jego, jak zawsze zimnej dłoni jednak nie patrząc na niego. To dobrze, gdyż inaczej zauważyłby łzy, które pojawiły się w ochach Loczka.
-Spokojnie. - szepnął uśmiechnięty Louis zapinając chłopaka. Spojrzał na niego przelotnie, następnie na pas po czym wrócił wzrokiem na twarzyczkę młodszego. Patrzył na niego z ogromnym zatroskaniem i przerażeniem. Chwycił go za zimną dłoń i spojrzał w jego mokre oczy. - Co się stało, Słońce? Czemu płaczesz ? - zapytał przytulając jego główkę do piersi i gładząc dłonią jego plecy. Cały drżał a Louis na prawdę bał się o niego. - Hym ? Hazz, stało się coś ? - ponowił pytanie a loczkowaty odsunął się od niego. Rękawem wytarł łzy spływające po jego czerwonym policzku. Jego broda znów zadrżała a usta ułożyły się w podkówkę.- No, Harry, powiedz mi. -szeptał by nikt go nie usłyszał ale za to Styles słyszał go idealnie. Spuścił głowę w dół ale Louis za chwilę przyłożył dwa palce do jego brody i uniósł ja do góry tak, że młodszy spoglądał w jego zmartwione oczy. Nie wolno pominąć faktu, iż żaden z nich nie chciał aby ktokolwiek zauważył tą zaistniałą sytuacje. - Harry, proszę Cię. - znów szepnął a Hazz westchnął głośno na znak poddania się.
-Ja... - ponownie westchnął jak i ponownie spuścił głowę.
-Hazz, nie ma się czego bać. - odpowiedział Lou jakby czytał w jego myślach. Skąd wiedział, że Loczek się czegoś boi. Chłopak momentalnie uniósł głowę do góry słysząc jego słowa, które go zadziwiły. - Na prawdę. - uśmiechnął się i przetarł kciukami jeszcze mokre policzki Harry'ego.
-Skąd Ty... - zaczął ale Lou przerwał mu przykładając palec wskazujący do jego ust. Uśmiechnął się zadziornie i przybliżył swoją twarz do jego.
-Ja wiem wszystko, Kocie. - szepnął bardzo cicho przykładając wargi do jego ucha tak, że ich policzki się dotykały po czym zabrał palec z ust chłopaka i musnął je delikatnie. Odsunął się od niego, spojrzał w jego oczy a następnie znów musnął jego usta, tym razem troszkę dłużej.
-Przepraszam. - słysząc wysoki kobiecy głosik natychmiastowo oderwali się od siebie. Spojrzeli na kobietę ; Louis z ciekawością a Harry natomiast ze strachem.
Dziewczyna okazała się być stewardessą. Była to wysoka blondynka o niesamowicie błękitnych oczach. Choć Louis i tak był pewien, że z pewnością nie miała piękniejszych oczy od Nialla. Dziewczyna miała na sobie granatowy uniform a na szyi związaną żółtą chustkę. Zaynowi z pewnością wpadłaby w oko, była w jego typie. Uśmiechała się słodko do chłopaków lekko zawstydzona, iż przyłapała ich na pocałunku. Zdradziły ją te rumieńce, które wyraźnie odznaczały się na jej bladej cerze. Louis'emu zrobiło się tak przyjemnie w środku, Harry natomiast był przerażony.
-Tak ? - spytał szatyn odwzajemniając uśmiech i mocno ściskając już cieplejszą dłoń ukochanego.
-Podać coś do picia ? - wskazała dłonią na stolik na kółkach. Stały na nim plastikowe kubki włożone jeden w drugi, na oko było ich ze trzydzieści. Za kubkami stało sześć butelek. Były zapełnione co rusz innymi napojami o kolorach tęczy.
-Nie, chyba nie. Ale mam ochotę na ciasto, a Ty Hazz ? - odpowiedział z niekrytym uśmiechem na pytanie Vanessy, bo takie imię widniało na jej srebrzystej plakietce na prawej piersi i od razu zagadnął zestresowanego Harry'ego.
-Um...ja też. Yyyy...szarlotkę. - odparł odwracając głowę w stronę Lou i wbił wzrok w jego place mocno trzymające jego dłoń. Louis spojrzał na niego i uśmiechnął się pod nosem widząc jak się zawstydził. Lubił go takiego, takiego słodkiego, uroczego z rumieńcami na policzkach - tak jak dziś, jak w tej chwili.
Wolną dłoń położył na jego głowie palce wplatając w jego loki i położył ją na swoim ramieniu po czym ucałował go we włosy. Vanessa przyglądała sie temu z niezwykłym zaskoczeniem ale i z fajnym uczuciem na sercu. Pracuje jako stewardessa od sześciu lat ale pierwszy raz widziała taki uroczy widok. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby pary hetero okazywały sobie uczucia tak jak oni a co dopiero homo. Wciąż uśmiechała się i spoglądała na nich nie mogąc oderwać od nich wzroku.
-No to dwie szarlotki poprosimy. - odparł Lou głaskając Harry'ego po plecach. Mocniej ścisnął jego dłoń a dziewczyna przytaknęła po czym odeszła pchając przed siebie wózek z napojami.
Lecieli już dosyć długo. Harry zasnął na ramieniu Lou i nawet nie zjadł swojej szarlotki. Louis ja dokończył, gdyż wiedział, że jego chłopak nigdy nie jest głodny kiedy się obudzi. Gdyby ją zostawił to po prostu to dobre ciasto by się tylko zmarnowało. Nie mógł by na to pozwolić. Niall go tego nauczył - nie marnuj jedzenia, jedz wszystko co jadalne.
Louis wpatrywał się w śpiącego chłopaka jak w obrazek, jak w jakieś dzieło sztuki wykonane przez Boga. Prawdę mówiąc szatyn go za to uważał. Był on dla niego najpiękniejszą istotą żyjącą na tym durnym świecei. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Położył głowę na jego kręconej czuprynie i przymknął oczy. Harry poruszył sie lekko i uwolnił swoją dłoń z uścisku Louis'ego po czym owinął ja sobie wokół brzucha a szatyn położył rękę na jego kolanie.
Czuł, że też jak Hazz, zaraz zaśnie. Powoli odpływał mając przy sobie miłość swojego życia, czując ten słodki zapach jego loków. Chciał się wybudzić ale powieki robiły się takie ciężkie, że za nic nie mógł ich podnieść. To przez Harry'ego. Z błogim uśmiechem na ustach już prawie zasypiał., jednak ktoś musiał to przerwać.
-Przepraszam. Brat mi dokucza. Mogę się dosiąść na chwilę ? - zapytała niziutka brunetka, na oko w wieku Harry'ego. Louis drgnął słysząc ją po czym zerwał się i spojrzał na nią. Była tak uracza zarkając do przodu i wytykając język, zapewne bratu, że Louis nie miał serce jej odmówić. Kiwnał głową na wolny trzeci fotel a dziewczyna usiadła z ogromną ulgą i uśmiechem na ustach.
-Dzięki. Jestem Kate. - przywitała się szepcząc, widząc, że chłopak w lokach śpi. Podobnie jak Vanessa uśmiechnęła się uroczo widząc taki słodki widok.
-Louis. - odpowiedział szatyn. Spojrzał na Harry'ego jakby się nad czymś zastanawiał po czym wrócił wzrokiem na dziewczynę i spojrzał w jej wyraziście czekoladowe oczy. - A to Harry. - poprawił dłoń na jego kolanie. - Mój... - urwał nie widząc co powiedzieć. Zastanawiał się czy przyznać obcej dziewczynie, że jest gejem.
-Brat. - zasugerowała Kate spoglądając na śpiącego chłopaka. Jednak czuła, że się myli widząc dłoń Louis'ego na jego kolanie.
-Nie...chłopak. - musnął palcami rękę Harry'ego po czym splótł ich dłonie.
-Dziwne. - dziewczyna zrobiła śmieszną minę a Louis nie widział czy się zaśmiać czy może jednak bać. Wiadomo, że dziewczyny są nie do odgadnięcia. Po prsotu nie wiedział jak zareagować i spuścił wzrok. - Mogłabym przysiąc, że jesteście braćmi... - uśmiechnęła się szeroko pocierajac placami brodę jakby się nad czymś zastanawiała oczwyiście w geście rozbawienia Louis'ego, gdyż zauważyła, że powiedziała coś nie tak, bo szatyn szatyn się zadumał.
-Heh...czemu ? - zapytał Louis uśmiechając się nieśmiało.
-Jak dla mnie jesteście do siebie podobni.
-Podobni ? Czy ja wiem... - odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Wiedział, że dziewczyna kłamie i od razu wiedziała, że nie sa braćmi. Nie mogła przecież stwierdzić, że są do siebie podobni gdyż nie widziała twarzy Harry'ego. Louis jednak pominął to, bo dziewczyna była dla niego miła. Nie mógł tego popsuć.
Minęła dłuższa chwila a Hazz zaczął się wiercić. Był to znak, iż się budzi. Otworzył powoli oczy, podniósł głowę z ramienia chłopaka i jeszcze zaspanym wzrokiem spojrzał na niego. Przysunał twarz do twarzy Lou i jeszcze raz spoglądając w jego niebiesko-zielone źrenice wpił się z tęsknotą w jego wąziutkie i malinowe usta, niezauważając koleżanki siedzącej obok niego, która z fascynacją przyglądała się zaistniałej sytuacji.
-Chciałabym, żeby mój chłopak tak mnie witał, zawsze kiedy się obudzę. - westchnąęła głośno Kate. Hazz nieco przestraszony odkleił się od warg Louis'ego i odwrócił się. Zrobił duże oczy a jego serce zaczęło bić szybciej. Louis ścisnął mocniej jego dłoń, by dodać mu otuchy. Ten gest mówił Spokojnie, Harry.
-Hej, Harry. Jestem Kate. - zachichotała i podała mu rękę. Hazz już trochę uspokojony przez ukochanego, który oparł głowę na jego ramieniu i szepnął, że to koleżanka, ścisnął jej dłoń.
-Skąd znasz moje imię ? - zapytał zaskoczony kurczowo trzymając się Louis'ego.
-Louis Cię przedstawił. - wskazała na szatyna a uśmiech za nic nie chciał zejść z jej twarzy. Jej pogoda ducha zaraziła Harry'ego, który już za chwilę szeroko się uśmiechnął.
-Tak ? - odwrócił się do Lou a on ucałował go w policzek. - To ile ja spałem ?
-No trochę. Ale spokojnie, szarlotka się nie zmarnowała. - wyszczerzył do niego białe ząbki a Harry zachichotał przypominając sobie Nialla.
Proszę zapiąć pasy. Zbliżamy się do lądowania.
Usłyszeli miły i ciepły głos z pewnością pilota samolotu. Kate musiała już wrócić do sibie. Pożegnała się z chłopakami i pobiegła na swoje miejsce śmiejąc się głośno. To na prawdę zwariowana dziewczyna. Louis natomiast zapiął pasy jak prosił kapitan a Harry już od początku był zapięty przez swojego chłopaka. W momencie oboje spojrzęli na siebie uśmiechając się uroczo jeden do drugiego.
-Zaraz będziemy w Paryżu. - stwierdził uradowany Harry mocno ściskając dłoń ukochanego. Przybliżył swoją twarz do twarzy Lou, który zrobił to samo i złączyli swoje usta w długim i czułym pocałunku. Paryż kilka albo i kilkanaście kilometrów pod nimi czekał na tą niezwykłą parę. Czekał, aż ta dwójka nim zawładnie i pokaże innym mieszkańcom miasta miłości co to znaczy kochać, co to znaczy żyć...
___________________
Tak wiem, trochę krótki ale co tam. Ważne, że jest, prawda ? ;3
wtorek, 27 listopada 2012
Rozdział 9 - Teenage Dream
Dobry wieczór Pieszczochy ! W końcu mi się udało skończyć ten rozdział. I szczerze mówiąc jestem bardzo z siebie zadowolona. Ten rozdział to chyba mój ulubiony. Jestem z niego dumna, bo serio mi się podoba jako jeden z nielicznych. Jest w nim bardzo mało dialogów i dużo opisów co mnie niesamowicie jara. ;D Mam nadzieje, że Harry i Lou są dumni ze swojej szurniętej shiperki, która pisze o nich opowiadania, jest w stu procentach pewna, że oni każdą noc spędzają razem w łóżku uprawiając dziki i namiętny seks, a jej największym marzeniem jest to, by w końcu się odważyli powiedzieć światu, że się kochają. :)
W zasadzie to nie mam Wam nic do powiedzenia ale muszę coś tu napisać, bo to by było nie w moim stylu ;) Oczywiście zaraz po przeczytaniu komentujcie i zadawajcie pytania o tu --> x I to chyba tyle... ;)
ENJOY !!!
*Teenage Dream*
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Odkąd pamiętał, zawsze chciał być ptakiem. One nie maja żadnych zmartwień, żadnych trosk czy problemów...są wolne. Nikt ich nie więzi dlatego, że kogoś kochają. Dlatego, że kochają swojego najlepszego przyjaciela, z którym przyjaźnią się od czasu kiedy uczyły się latać. Zawsze razem, zawsze gołąbki-nierozłączki. Nikomu nie przeszkadza, że kochają osobnika tej samej płci... Zaraz, gołębie mogą być homo ? Zagadnął sam siebie, po czym parsknął pod nosem, że myśli o takich rzeczach.
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Zazdrościł im w tym momencie. Ptaki może i mózg maja ale czy rozum ? Raczej nie, raczej nie myślą o takich rzeczach jak ludzie. Nie miewają żadnych problemów rodzinnych czy miłosnych. Nie poszukują szczęścia, bo to że żyją i jak na razie nikt ich nie postrzelił jest ich szczęściem. Louis szukał szczęścia... Jakiś czas temu je znalazł ale ktoś bardzo mu bliski próbuje mu je odebrać z niewiadomych przyczyn. Dlaczego osoba, którą kocha musi tak mocno go ranić, jaki ma w tym cel ? Gołębie nie mają takich problemów.
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Spojrzał przelotnie na kroplę deszczu spadającą w dół po czystej szybie. Sam nie wiedział czemu ale siebie porównał do tej kropli. Wokół niej było mnóstwo takich samych kropel ale ona jednak była inna, różniła się od reszty. Niby była w grupie, nie była sama, ale właśnie tak się czuła. Louis czuje to samo co ona ; otaczają go ludzie, wszyscy są tacy sami ale on się wyróżnia, jest inny. Mimo tego, że ludzie, przyjaciele go wspierają on czuje się samotny. Czuje się odrzucony. Czuje pustkę. Nie potrafi się pogodzić ze swoim życiem. Może ten ktoś na górze chciał wystawić go na próbę, chciał sprawdzić czy Lou zawalczy o swoje. Czy jest silny, czy potrafi być silny dla kogoś...
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Przez chwilę pomyślał, że nie ma po co żyć, że nie ma powodu, że wszystko jest bez sensu... Krążył wzrokiem po Londynie; obserwował ludzi spacerujących gdzieś tam, dzieci skaczące po kałużach, gdyż dziś padało, zaczął czytać nazwy sklepów. Nagle, nieświadomie wtargnął mu uśmiech na twarz. W oko wpadł mu bardzo fajny sklep : Harry's. To dlatego się uśmiechnął, przypomniał sobie o swoim ukochanym. Jak w ogóle mógł o nim zapomnieć !? W jednej chwili uderzył się otwartą dłonią w czoło po czym zaśmiał po cichu. Przecież to właśnie dla Harry'ego chce żyć, on jest tym wiecznie szukanym powodem do szczęścia, sensem jego istnienia.
Odepchnął się rękoma od parapetu po czym spojrzał na zegarek wiszący na ścianie zaraz nad telewizorem. Jeszcze tylko trzy godziny.Głupie 180 minut dzieli go od szczęścia, od wiecznego Paryża, miasta miłości, miejsca gdzie spędzi z Harrym swoje życie. Krótkie ale jednak z nim. Uśmiechnął się pod nosem zerkając dyskretnie na nową fotografię leżącą na stoliku. Zdjęcie sprzed kilku tygodni. On i Harry, nad Tamizą, trzymający się za ręce. Liam zrobił im to zdjęcie i dopiero niedawno dał. Hazz też takie ma. Ciekawe gdzie je trzyma ?
Odepchnął się rękoma od parapetu po czym spojrzał na zegarek wiszący na ścianie zaraz nad telewizorem. Jeszcze tylko trzy godziny. Chwycił walizki już zapełnione najpotrzebniejszymi rzeczami i niosąc je bezgłośnie zszedł po schodach na dół. Postawił je przed kuchnią i wszedł do środka gdzie zastał ojca przy oknie a matkę przy stole. Nawet go nie zauważyli, pewnie byli pogrążeni w swoich myślach. Odchrząknął a obydwie pary oczy skierowały się na niego. Poczuł się dziwnie czując na sobie wzrok Jay. Było w niej coś...dziwnego.
-Już ? - spytał Mark podchodząc do syna. Louis przytaknął i wyszedł z pomieszczenia.
-Co już ? - zapytała wyraźnie zaskoczona ich zachowaniem Joanna - Czy ja o czymś nie wiem ?
-Tak, i nie musisz wiedzieć. - skomentował krótko Tomlinson i wziął walizki syna.
Louis żegnał się z siostrami. Przytulał je najmocniej i najczulej jak tylko mógł. W oczach miał łzy i z trudem powstrzymywał płacz. Widział w dziewczynkach to samo. One również były smutne, zawiedzione, już tęskniły za bratem. Ale Lou obiecał, że wróci a one przysięgły, że go odwiedzą. Zaufali sobie, uwierzyli.
-Gdzie Wy się do jasnej cholery wybieracie ?! - krzyknęła wyraźnie zła Jay, kiedy Mark i Lou wychodzili z domu.
-Do Paryża. - odpowiedział beznamiętnie Louis. Spojrzał na ojca a ten się do niego delikatnie uśmiechnął co dodało odwagi Louis'emu.
-Do jakiego Paryża ?! O czym Ty mówisz ?! - krzyczała zdenerwowana ale i przestraszona. Louis nie mając zamiaru rozmawiania z nią po prostu wsiadł do samochodu i się zamknął. Natomiast Mark podjął się zadania.
-Louis leci do Paryża czy Ci się to podoba czy nie. Leci razem z Harrym. - zaczął. Jay otworzyła usta w celu powiedzenia czegoś ale Mark szybko jej przerwał. - Doskonale wiesz, że Harry jest śmiertelnie chory. W Paryżu przejdzie operację. Lekarze przedłużą mu życie i zostanie na dłużej z Louis'im, by go uszczęśliwiać czego Ty nie potrafisz. Ale mam dla Ciebie pocieszenie; za kilka lat Harry i tak umrze, wtedy Louis wróci i już nigdy nie będzie się z nim spotykał, już nigdy nie wyjdzie z domu, już nigdy się nie uśmiechnie...a Ty chyba tego chcesz... - wydusił z siebie to co od dłuższego czasu go męczyło. W końcu powiedział jej to co o niej myślał, że po prostu jest wredną matką bez serca.
Patrzył na nią chwilę, ona ptrzyła na niego. W oczach miała łzy ale Markowi nie było jej żal. W głębi serca cieszył się, że tak się stało, że Jay może w końcu przejrzała na oczy... Bo przejrzała. Stała teraz na progu domu, wpatrywała się w odjeżdżający samochód, łzy stróżką spływały po jej policzkach. Było jej zimno i cała się trzęsła chociaż był lipiec. Teraz sama sobie nie potrafiła wybaczyć tego co zrobiła. Zastanawiała się co ją do tego podkusiło, jaki miała w tym cel. Cierpiała przez samą siebie i teraz siebie ukarała...
~~~*~~~
Zdenerwowany Harry, krążył po całym domu. Powoli zbliżała się trzynasta a o czternastej trzydzieści przecież wylatują do Paryża. Strasznie się zamartwiał. Bał się, że Louis już nie przyjedzie, że coś go zatrzymało a raczej ktoś. W głowie wciąż pojawiały się najgorsze scenariusze. Skarcił sam siebie za to po czym wziął głęboki wdech i usiadł wygodnie na fotelu w salonie. Nerwowo spoglądał na zegarek stojący na półce przy oknie. Sekundnik co chwila zmieniał położenie wraz z rytmem bicia serca Harry'ego. Jego serce biło szybciej niż zwykle, biło inaczej niż przy Lou. Po prostu się denerwował. Ręce mu się trzęsły. Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Spojrzał do góry i ujrzał uśmiechniętą Anne.
-Zaraz przyjedzie, nie martw się. - uśmiechnęła się do niego czule i ucałowała w policzek.
Harry'emu momentalnie zrobiło się cieplej na sercu. Uwierzył mamie. Ona przecież zawsze ma racje. Jednak teraz najbardziej potrzebował Gemmy. Niestety już jej nie ma. Dziś w nocy wyleciała do Paryża, stęskniona za Chrisem. Na pewno teraz siedzi w objęciach swojego ukochanego popijając gorącą czekoladę i nie myśli o chorym bracie, który strasznie się denerwuje i tęskni za nią. Jakby nie mogła poczekać tych kilku godzin i teraz być razem z nim i go wspierać. Ale nie, wolała już być z narzeczonym, który według Harry'ego w ogóle jej nie kocha...
Przymknął oczy, by choć na chwilę odpłynąć z tego stresującego świata i rozmarzyć się o Louis'im. Nie trwało to jednak długo. Nawet nie zdążył się uśmiechnąć a po domu rozniósł się dzwonek. Zerwał się z fotela na równe nogi i szybkim krokiem pobiegł na korytarz otworzyć na pewno jego chłopakowi. Stanął przed drzwiami, wziął głęboki wdech, obrócił się jeszcze do tyłu spoglądając na Anne stojącą w progu kuchni, która z szerokim uśmiechem wpatrywała się w szczęśliwego syna, aż w końcu nacisnął klamkę i otworzył drzwi.
Louis widząc Harry'ego uśmiechnął się szeroko po czym otworzył usta w celu przywitania się z nim, co jednak nie było mu dane, gdyż Hazz z ogromną pasją rzucił się na niego. Nogami objął go mocno w pasie a rękami oplótł jego szyję. Roześmiany ale i szczęśliwy szatyn wszedł do domu siadając w salonie na fotelu z chłopakiem na rękach, gdzie wcześniej siedział Loczek a Mark zaraz po nim wkroczył niosąc walizki syna. Poszedł z Robinem i Anne nie wiadomo gdzie pozwalając chłopakom pobyć razem sam na sam.
I dobrze zrobili, bo Hazz i Lou nie szczędzili sobie czułości. Louis nieustannie szeptał Harry'emu do ucha co będą robić jak już będę w Paryżu przez co z policzków Hazzy nie schodziły dorodne rumieńce. Czuł się tak dobrze w objęciach swojego chłopaka, że teraz już nic się nie liczyło, tylko On, który w tym momencie wodził delikatnie nosem po jego szyi i czule muskał jego wrażliwą skórę. Dłoń Louis'ego znalazła się niebezpiecznie blisko jego krocza. Palcami zaczął subtelnie jeździć po wewnętrznej stronie ud a po ciele Harry'ego przechodziły ciepłe dreszcze, w brzuchu natomiast czuł motylki.
Co dobre jednak kiedyś musi się skończyć. To zdanie chyba doskonale znała Anne, bo wpadła do salonu jak burza, przerywając chłopakom w tej intymnej sytuacji oznajmiając, żeby już się zbierali. Niechętnie ale jednak podnieśli się z fotela, ubrali na stopy obuwie i wyszli na świeże powietrze. Anne zamknęła dom, sprawdzając przy tym jeszcze kilka razy czy jednak na pewno, aż dopiero po trzech razach wsiadała do samochodu. Razem ze Stylesami pojechał Mark, który obiecał synowi odwieźć go na lotnisko i tam go pożegnać.
Na miejscu czekali już chłopaki.Widząc Harry'ego i Lou idących za rękę Niall zaczął piszczeć z radości i skakać wokół Zayn'a, którego okropnie śmieszyło zachowanie jego przyjaciela. Liam natomiast nie zwracając uwagi na tą dwójkę ruszył do zakochanych. Pierwszego musiał przytulić oczywiście Harry'ego, no bo bądź co bądź to on przyjaźni się z nim dłużej niż Lou. Li traktuje Harry'ego jak swojego młodszego braciszka, o którego chciałby już zawsze dbać i robić wszystko, by jednak choroba minęła. Czasami nawet zastanawiał się czy nie zostać lekarzem, by potem móc wynaleźć jakiś lek na tą cholerna białaczkę. Jednak po częstych przemyśleniach na ten temat doszedł do wniosku, że nie miałoby to sensu, bo same studia zajęłyby mu cztery lata a potem przez kolejne cztery szukałby szczepionki czy czegoś takiego a Hazz przecież już by obserwował go z góry. Chociaż...gdyby stało się tak to w ten sposób pomógłby innym ludziom i pozwolił im zostać z ukochanymi osobami. Chyba jednak zostanę lekarzem.
Po chwili jednak widząc zazdrosny wzrok Lou, odsunął się od jego chłopaka i w swoje ramiona wziął szatyna. Poczuł coś dziwnego w sercu, takie przyjemne ciepło. Był szczęśliwy i jednocześnie smutny. Szczęśliwy, iż jego przyjaciel jest szczęśliwy, ma wspaniałego chłopaka, który go kocha, leci z nim do Paryża...ale smutny, bo Harry leci do Paryża na długi czas. Jest pewne, że go odwiedzi ale jednak jest ten ból, że za kilka lat Twój przyjaciel odejdzie ze świata żywych. Sam nie wiedział co ma teraz czuć.
Dalej w kolejce do mocnego uściskania był Zayn. Mulat objął Loczka bardzo czule a w jego czekoladowych oczach pojawiły się łzy. On podobnie jak Liam nie wiedział czy ma się cieszyć czy smucić. Za dużo tych emocji, aż człowiek sam nie wie co ma myśleć.
Louis nie wytrzymał i oderwał Malika od Harry'ego a następnie sam go przytulił również ze łzami w oczach. Kiedy oni się tak tulili Loczka przytulił Niall, którego łzy swobodnie spływały po policzkach. On nie potrafi udawać i jest bardzo wrażliwy, podobnie jak Hazz. Horan odsunął od siebie przyjaciela na odległość ramion i uśmiechnął się do niego czule patrząc na niego zapłakanymi oczami. Teraz to i już Harry płakał. Nialler ponownie przytulił chłopaka jednak tym razem z zamiarem złożenia całusa na jego policzku co jednak nie zmienia faktu, że trochę się bał, bo obok stał chłopak Hazzy i ich pilnował. Lou jest bardzo zazdrosny ale i przezorny chociaż wiedział, że Harold kocha tylko jego, ale i tak był bardzo przewrażliwiony na jego punkcie. Tylko ja mam prawo go całować.
Niall spojrzał przestraszony na Louis'ego a ten się do niego uśmiechnął i powiedział, że nie jest zły i rozumie. Blondyn po raz kolejny zwrócił swoje błękitne oczęta w kierunku Harry'ego i starł pojedynczą łzę z jego policzka a Hazz parsknął śmiechem.
-Niall, obiecaj, że nas odwiedzicie... - szepnął Harry a obok niego zaraz pojawił Lou, który objął go w pasie po czym ułożył głowę na jego ramion i musnął jego policzek a Hazz się zarumienił.
-Obiecuję. - przyłożył dłoń do klatki piersiowej w miejsce gdzie znajdowało się serce w geście przysięgi. - Przyjedziemy wszyscy już niedługo. - spojrzał na Zayna i Liama a oni przytaknęli. - I zabierzemy kogoś jeszcze... - spojrzał na Lou, który wiedział o kogo chodzi.
-Ale od razu ostrzegam, że Fizz to bardzo natrętna dziewczynka, której się podobasz...Zayn. - spojrzał na ciemnowłosego. Na policzkach Mulata pojawiły się rumieńce.
-Wiem. - uśmiechnął się nieśmiało. - Dam sobie radę...
Anne i Robin wrócili z odprawy bagaży. Stanęli od razu obok chłopaków i wtrącili się w ich dyskusję.
-Liam, przypominaj proszę mamię, żeby zaglądała do naszego domu. - zwróciła się do Payna poprawiając kołnierzyk koszuli męża.
-Oczywiście, proszę pani. - uśmiechnął się przyjaźnie. - Ja też chętnie tam zaglądnę.
Powoli już zbierali się do lotu, słysząc na hali głos pani informującej, iż ich samolot odlatuje za dwadzieścia minut. Louis jeszcze pożegnał się z ojcem, który w ogóle nie krył łez. Mówił do syna niezrozumiałe rzeczy i nawzajem ale dobrze, że chociaż oni się rozumieli.
-Dzwoń codziennie. - rzekł uśmiechnięty Mark a Louis przytaknął przy czym grzywka opadła mu na czoło. Oczywiście Harry ją poprawił.
-No właśnie Hazz. - zwrócił się do Loczka Zayn. - Dzwoń codziennie.
-Jasne. Do wszystkich. - potwierdził po czym jeszcze raz wszyscy mocno się uściskali a następnie Harry, Lou, Anne i Robin poszli już.
Samolot oczywiście mieli pierwszej klasy, gdyż klinika im zasponsorowała. Chłopaki usiedli o kilka miejsc dalej od Styles'ów, by mieć odrobinę prywatności. To w końcu ponad dwie godziny lotu. Musieli przecież móc spokojnie się pocałować. Kiedy miła pani poprosiła, by zapięli pas, oni potulnie jej posłuchali, chwycili się za ręce, spojrzeli po sobie po czym ich usta się połączyły w delikatnym pocałunku. Harry ułożył swoja głowę na ramieniu Louis'ego, przymknął oczy i oboje, po chwili jazdy poczuli, że się unoszą go góry, bardzo wysoko.
-No to lecimy do naszego Paryża. - rzekł uradowany Louis, po czym ucałował Harry'ego we włosy, a ten słodko zamruczał.
No to lecimy do naszego Paryża...
W zasadzie to nie mam Wam nic do powiedzenia ale muszę coś tu napisać, bo to by było nie w moim stylu ;) Oczywiście zaraz po przeczytaniu komentujcie i zadawajcie pytania o tu --> x I to chyba tyle... ;)
ENJOY !!!
*Teenage Dream*
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Odkąd pamiętał, zawsze chciał być ptakiem. One nie maja żadnych zmartwień, żadnych trosk czy problemów...są wolne. Nikt ich nie więzi dlatego, że kogoś kochają. Dlatego, że kochają swojego najlepszego przyjaciela, z którym przyjaźnią się od czasu kiedy uczyły się latać. Zawsze razem, zawsze gołąbki-nierozłączki. Nikomu nie przeszkadza, że kochają osobnika tej samej płci... Zaraz, gołębie mogą być homo ? Zagadnął sam siebie, po czym parsknął pod nosem, że myśli o takich rzeczach.
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Zazdrościł im w tym momencie. Ptaki może i mózg maja ale czy rozum ? Raczej nie, raczej nie myślą o takich rzeczach jak ludzie. Nie miewają żadnych problemów rodzinnych czy miłosnych. Nie poszukują szczęścia, bo to że żyją i jak na razie nikt ich nie postrzelił jest ich szczęściem. Louis szukał szczęścia... Jakiś czas temu je znalazł ale ktoś bardzo mu bliski próbuje mu je odebrać z niewiadomych przyczyn. Dlaczego osoba, którą kocha musi tak mocno go ranić, jaki ma w tym cel ? Gołębie nie mają takich problemów.
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Spojrzał przelotnie na kroplę deszczu spadającą w dół po czystej szybie. Sam nie wiedział czemu ale siebie porównał do tej kropli. Wokół niej było mnóstwo takich samych kropel ale ona jednak była inna, różniła się od reszty. Niby była w grupie, nie była sama, ale właśnie tak się czuła. Louis czuje to samo co ona ; otaczają go ludzie, wszyscy są tacy sami ale on się wyróżnia, jest inny. Mimo tego, że ludzie, przyjaciele go wspierają on czuje się samotny. Czuje się odrzucony. Czuje pustkę. Nie potrafi się pogodzić ze swoim życiem. Może ten ktoś na górze chciał wystawić go na próbę, chciał sprawdzić czy Lou zawalczy o swoje. Czy jest silny, czy potrafi być silny dla kogoś...
Stał przy oknie i wpatrywał się w lecące gołębie, lądujące w parku, niedaleko jego domu, by ludzie je nakarmili. Przez chwilę pomyślał, że nie ma po co żyć, że nie ma powodu, że wszystko jest bez sensu... Krążył wzrokiem po Londynie; obserwował ludzi spacerujących gdzieś tam, dzieci skaczące po kałużach, gdyż dziś padało, zaczął czytać nazwy sklepów. Nagle, nieświadomie wtargnął mu uśmiech na twarz. W oko wpadł mu bardzo fajny sklep : Harry's. To dlatego się uśmiechnął, przypomniał sobie o swoim ukochanym. Jak w ogóle mógł o nim zapomnieć !? W jednej chwili uderzył się otwartą dłonią w czoło po czym zaśmiał po cichu. Przecież to właśnie dla Harry'ego chce żyć, on jest tym wiecznie szukanym powodem do szczęścia, sensem jego istnienia.
Odepchnął się rękoma od parapetu po czym spojrzał na zegarek wiszący na ścianie zaraz nad telewizorem. Jeszcze tylko trzy godziny.Głupie 180 minut dzieli go od szczęścia, od wiecznego Paryża, miasta miłości, miejsca gdzie spędzi z Harrym swoje życie. Krótkie ale jednak z nim. Uśmiechnął się pod nosem zerkając dyskretnie na nową fotografię leżącą na stoliku. Zdjęcie sprzed kilku tygodni. On i Harry, nad Tamizą, trzymający się za ręce. Liam zrobił im to zdjęcie i dopiero niedawno dał. Hazz też takie ma. Ciekawe gdzie je trzyma ?
Odepchnął się rękoma od parapetu po czym spojrzał na zegarek wiszący na ścianie zaraz nad telewizorem. Jeszcze tylko trzy godziny. Chwycił walizki już zapełnione najpotrzebniejszymi rzeczami i niosąc je bezgłośnie zszedł po schodach na dół. Postawił je przed kuchnią i wszedł do środka gdzie zastał ojca przy oknie a matkę przy stole. Nawet go nie zauważyli, pewnie byli pogrążeni w swoich myślach. Odchrząknął a obydwie pary oczy skierowały się na niego. Poczuł się dziwnie czując na sobie wzrok Jay. Było w niej coś...dziwnego.
-Już ? - spytał Mark podchodząc do syna. Louis przytaknął i wyszedł z pomieszczenia.
-Co już ? - zapytała wyraźnie zaskoczona ich zachowaniem Joanna - Czy ja o czymś nie wiem ?
-Tak, i nie musisz wiedzieć. - skomentował krótko Tomlinson i wziął walizki syna.
Louis żegnał się z siostrami. Przytulał je najmocniej i najczulej jak tylko mógł. W oczach miał łzy i z trudem powstrzymywał płacz. Widział w dziewczynkach to samo. One również były smutne, zawiedzione, już tęskniły za bratem. Ale Lou obiecał, że wróci a one przysięgły, że go odwiedzą. Zaufali sobie, uwierzyli.
-Gdzie Wy się do jasnej cholery wybieracie ?! - krzyknęła wyraźnie zła Jay, kiedy Mark i Lou wychodzili z domu.
-Do Paryża. - odpowiedział beznamiętnie Louis. Spojrzał na ojca a ten się do niego delikatnie uśmiechnął co dodało odwagi Louis'emu.
-Do jakiego Paryża ?! O czym Ty mówisz ?! - krzyczała zdenerwowana ale i przestraszona. Louis nie mając zamiaru rozmawiania z nią po prostu wsiadł do samochodu i się zamknął. Natomiast Mark podjął się zadania.
-Louis leci do Paryża czy Ci się to podoba czy nie. Leci razem z Harrym. - zaczął. Jay otworzyła usta w celu powiedzenia czegoś ale Mark szybko jej przerwał. - Doskonale wiesz, że Harry jest śmiertelnie chory. W Paryżu przejdzie operację. Lekarze przedłużą mu życie i zostanie na dłużej z Louis'im, by go uszczęśliwiać czego Ty nie potrafisz. Ale mam dla Ciebie pocieszenie; za kilka lat Harry i tak umrze, wtedy Louis wróci i już nigdy nie będzie się z nim spotykał, już nigdy nie wyjdzie z domu, już nigdy się nie uśmiechnie...a Ty chyba tego chcesz... - wydusił z siebie to co od dłuższego czasu go męczyło. W końcu powiedział jej to co o niej myślał, że po prostu jest wredną matką bez serca.
Patrzył na nią chwilę, ona ptrzyła na niego. W oczach miała łzy ale Markowi nie było jej żal. W głębi serca cieszył się, że tak się stało, że Jay może w końcu przejrzała na oczy... Bo przejrzała. Stała teraz na progu domu, wpatrywała się w odjeżdżający samochód, łzy stróżką spływały po jej policzkach. Było jej zimno i cała się trzęsła chociaż był lipiec. Teraz sama sobie nie potrafiła wybaczyć tego co zrobiła. Zastanawiała się co ją do tego podkusiło, jaki miała w tym cel. Cierpiała przez samą siebie i teraz siebie ukarała...
~~~*~~~
Zdenerwowany Harry, krążył po całym domu. Powoli zbliżała się trzynasta a o czternastej trzydzieści przecież wylatują do Paryża. Strasznie się zamartwiał. Bał się, że Louis już nie przyjedzie, że coś go zatrzymało a raczej ktoś. W głowie wciąż pojawiały się najgorsze scenariusze. Skarcił sam siebie za to po czym wziął głęboki wdech i usiadł wygodnie na fotelu w salonie. Nerwowo spoglądał na zegarek stojący na półce przy oknie. Sekundnik co chwila zmieniał położenie wraz z rytmem bicia serca Harry'ego. Jego serce biło szybciej niż zwykle, biło inaczej niż przy Lou. Po prostu się denerwował. Ręce mu się trzęsły. Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Spojrzał do góry i ujrzał uśmiechniętą Anne.
-Zaraz przyjedzie, nie martw się. - uśmiechnęła się do niego czule i ucałowała w policzek.
Harry'emu momentalnie zrobiło się cieplej na sercu. Uwierzył mamie. Ona przecież zawsze ma racje. Jednak teraz najbardziej potrzebował Gemmy. Niestety już jej nie ma. Dziś w nocy wyleciała do Paryża, stęskniona za Chrisem. Na pewno teraz siedzi w objęciach swojego ukochanego popijając gorącą czekoladę i nie myśli o chorym bracie, który strasznie się denerwuje i tęskni za nią. Jakby nie mogła poczekać tych kilku godzin i teraz być razem z nim i go wspierać. Ale nie, wolała już być z narzeczonym, który według Harry'ego w ogóle jej nie kocha...
Przymknął oczy, by choć na chwilę odpłynąć z tego stresującego świata i rozmarzyć się o Louis'im. Nie trwało to jednak długo. Nawet nie zdążył się uśmiechnąć a po domu rozniósł się dzwonek. Zerwał się z fotela na równe nogi i szybkim krokiem pobiegł na korytarz otworzyć na pewno jego chłopakowi. Stanął przed drzwiami, wziął głęboki wdech, obrócił się jeszcze do tyłu spoglądając na Anne stojącą w progu kuchni, która z szerokim uśmiechem wpatrywała się w szczęśliwego syna, aż w końcu nacisnął klamkę i otworzył drzwi.
Louis widząc Harry'ego uśmiechnął się szeroko po czym otworzył usta w celu przywitania się z nim, co jednak nie było mu dane, gdyż Hazz z ogromną pasją rzucił się na niego. Nogami objął go mocno w pasie a rękami oplótł jego szyję. Roześmiany ale i szczęśliwy szatyn wszedł do domu siadając w salonie na fotelu z chłopakiem na rękach, gdzie wcześniej siedział Loczek a Mark zaraz po nim wkroczył niosąc walizki syna. Poszedł z Robinem i Anne nie wiadomo gdzie pozwalając chłopakom pobyć razem sam na sam.
I dobrze zrobili, bo Hazz i Lou nie szczędzili sobie czułości. Louis nieustannie szeptał Harry'emu do ucha co będą robić jak już będę w Paryżu przez co z policzków Hazzy nie schodziły dorodne rumieńce. Czuł się tak dobrze w objęciach swojego chłopaka, że teraz już nic się nie liczyło, tylko On, który w tym momencie wodził delikatnie nosem po jego szyi i czule muskał jego wrażliwą skórę. Dłoń Louis'ego znalazła się niebezpiecznie blisko jego krocza. Palcami zaczął subtelnie jeździć po wewnętrznej stronie ud a po ciele Harry'ego przechodziły ciepłe dreszcze, w brzuchu natomiast czuł motylki.
Co dobre jednak kiedyś musi się skończyć. To zdanie chyba doskonale znała Anne, bo wpadła do salonu jak burza, przerywając chłopakom w tej intymnej sytuacji oznajmiając, żeby już się zbierali. Niechętnie ale jednak podnieśli się z fotela, ubrali na stopy obuwie i wyszli na świeże powietrze. Anne zamknęła dom, sprawdzając przy tym jeszcze kilka razy czy jednak na pewno, aż dopiero po trzech razach wsiadała do samochodu. Razem ze Stylesami pojechał Mark, który obiecał synowi odwieźć go na lotnisko i tam go pożegnać.
Na miejscu czekali już chłopaki.Widząc Harry'ego i Lou idących za rękę Niall zaczął piszczeć z radości i skakać wokół Zayn'a, którego okropnie śmieszyło zachowanie jego przyjaciela. Liam natomiast nie zwracając uwagi na tą dwójkę ruszył do zakochanych. Pierwszego musiał przytulić oczywiście Harry'ego, no bo bądź co bądź to on przyjaźni się z nim dłużej niż Lou. Li traktuje Harry'ego jak swojego młodszego braciszka, o którego chciałby już zawsze dbać i robić wszystko, by jednak choroba minęła. Czasami nawet zastanawiał się czy nie zostać lekarzem, by potem móc wynaleźć jakiś lek na tą cholerna białaczkę. Jednak po częstych przemyśleniach na ten temat doszedł do wniosku, że nie miałoby to sensu, bo same studia zajęłyby mu cztery lata a potem przez kolejne cztery szukałby szczepionki czy czegoś takiego a Hazz przecież już by obserwował go z góry. Chociaż...gdyby stało się tak to w ten sposób pomógłby innym ludziom i pozwolił im zostać z ukochanymi osobami. Chyba jednak zostanę lekarzem.
Po chwili jednak widząc zazdrosny wzrok Lou, odsunął się od jego chłopaka i w swoje ramiona wziął szatyna. Poczuł coś dziwnego w sercu, takie przyjemne ciepło. Był szczęśliwy i jednocześnie smutny. Szczęśliwy, iż jego przyjaciel jest szczęśliwy, ma wspaniałego chłopaka, który go kocha, leci z nim do Paryża...ale smutny, bo Harry leci do Paryża na długi czas. Jest pewne, że go odwiedzi ale jednak jest ten ból, że za kilka lat Twój przyjaciel odejdzie ze świata żywych. Sam nie wiedział co ma teraz czuć.
Dalej w kolejce do mocnego uściskania był Zayn. Mulat objął Loczka bardzo czule a w jego czekoladowych oczach pojawiły się łzy. On podobnie jak Liam nie wiedział czy ma się cieszyć czy smucić. Za dużo tych emocji, aż człowiek sam nie wie co ma myśleć.
Louis nie wytrzymał i oderwał Malika od Harry'ego a następnie sam go przytulił również ze łzami w oczach. Kiedy oni się tak tulili Loczka przytulił Niall, którego łzy swobodnie spływały po policzkach. On nie potrafi udawać i jest bardzo wrażliwy, podobnie jak Hazz. Horan odsunął od siebie przyjaciela na odległość ramion i uśmiechnął się do niego czule patrząc na niego zapłakanymi oczami. Teraz to i już Harry płakał. Nialler ponownie przytulił chłopaka jednak tym razem z zamiarem złożenia całusa na jego policzku co jednak nie zmienia faktu, że trochę się bał, bo obok stał chłopak Hazzy i ich pilnował. Lou jest bardzo zazdrosny ale i przezorny chociaż wiedział, że Harold kocha tylko jego, ale i tak był bardzo przewrażliwiony na jego punkcie. Tylko ja mam prawo go całować.
Niall spojrzał przestraszony na Louis'ego a ten się do niego uśmiechnął i powiedział, że nie jest zły i rozumie. Blondyn po raz kolejny zwrócił swoje błękitne oczęta w kierunku Harry'ego i starł pojedynczą łzę z jego policzka a Hazz parsknął śmiechem.
-Niall, obiecaj, że nas odwiedzicie... - szepnął Harry a obok niego zaraz pojawił Lou, który objął go w pasie po czym ułożył głowę na jego ramion i musnął jego policzek a Hazz się zarumienił.
-Obiecuję. - przyłożył dłoń do klatki piersiowej w miejsce gdzie znajdowało się serce w geście przysięgi. - Przyjedziemy wszyscy już niedługo. - spojrzał na Zayna i Liama a oni przytaknęli. - I zabierzemy kogoś jeszcze... - spojrzał na Lou, który wiedział o kogo chodzi.
-Ale od razu ostrzegam, że Fizz to bardzo natrętna dziewczynka, której się podobasz...Zayn. - spojrzał na ciemnowłosego. Na policzkach Mulata pojawiły się rumieńce.
-Wiem. - uśmiechnął się nieśmiało. - Dam sobie radę...
Anne i Robin wrócili z odprawy bagaży. Stanęli od razu obok chłopaków i wtrącili się w ich dyskusję.
-Liam, przypominaj proszę mamię, żeby zaglądała do naszego domu. - zwróciła się do Payna poprawiając kołnierzyk koszuli męża.
-Oczywiście, proszę pani. - uśmiechnął się przyjaźnie. - Ja też chętnie tam zaglądnę.
Powoli już zbierali się do lotu, słysząc na hali głos pani informującej, iż ich samolot odlatuje za dwadzieścia minut. Louis jeszcze pożegnał się z ojcem, który w ogóle nie krył łez. Mówił do syna niezrozumiałe rzeczy i nawzajem ale dobrze, że chociaż oni się rozumieli.
-Dzwoń codziennie. - rzekł uśmiechnięty Mark a Louis przytaknął przy czym grzywka opadła mu na czoło. Oczywiście Harry ją poprawił.
-No właśnie Hazz. - zwrócił się do Loczka Zayn. - Dzwoń codziennie.
-Jasne. Do wszystkich. - potwierdził po czym jeszcze raz wszyscy mocno się uściskali a następnie Harry, Lou, Anne i Robin poszli już.
Samolot oczywiście mieli pierwszej klasy, gdyż klinika im zasponsorowała. Chłopaki usiedli o kilka miejsc dalej od Styles'ów, by mieć odrobinę prywatności. To w końcu ponad dwie godziny lotu. Musieli przecież móc spokojnie się pocałować. Kiedy miła pani poprosiła, by zapięli pas, oni potulnie jej posłuchali, chwycili się za ręce, spojrzeli po sobie po czym ich usta się połączyły w delikatnym pocałunku. Harry ułożył swoja głowę na ramieniu Louis'ego, przymknął oczy i oboje, po chwili jazdy poczuli, że się unoszą go góry, bardzo wysoko.
-No to lecimy do naszego Paryża. - rzekł uradowany Louis, po czym ucałował Harry'ego we włosy, a ten słodko zamruczał.
No to lecimy do naszego Paryża...
środa, 14 listopada 2012
Rozdział 8. - Skyscraper
!!! WIEM, ŻE NIE WSZYSCY TO CZYTAJĄ WIEC INFORMUJĘ DUŻYMI I RÓŻOWYMI LITERAMI, ŻE TO NIŻEJ JEST WAŻNE !!!
Hej Pieszczochy !!! Przepraszam, że tak długo czekaliście, aż miesiąc. Nie dość, że miałam problemy z komputerem to potem z internetem i jeszcze ta głupia szkoła, która mnie ogranicza...I'm so sorry. Dodaję dziś tak jak obiecałam pewnej osobie.
Teraz chcę Was przeprosić za ten rozdział. Zjebałam go po całości. Jest krótki, okropnie nudny, nic się w nim nie dzieje i jestem pewna, że będzie Wam się strasznie go czytało. Po prostu masakracja jak to mówi młodzież... ( za dużo FIFY ;])
Mam nadzieje, że następny będzie lepszy, bo wtedy Hazz i Lou lecą już do Paryża a potem to dopiero się dzieję !!! Jest tyle ciekawych, zajebistych, dramatycznych i romantycznych scen, że już z czystym sercem mogę powiedzieć, że na oko od...jedenastego rozdziału będzie lepiej ;)
Teraz chcę poruszyć temat PDC. Jak na razie jest tylko pięć komentarzy a pisałam ,ze kolejny pojawi się po maksimum dziesięciu. Tak jak mówiłam to od Was zależy jak szybko będą się pojawiać rozdziały (nie bierzcie pod uwagę tego, to inna bajka). Jak Wam poświęcam przynajmniej godzinę tygodniowo na kompa, wieczorami piszę coś w zeszytach a w weekend staram się wszystko uporządkować i dodać. Jak dobrze znam matematykę to chyba dużo więc moglibyście odwdzięczyć się chociaż małym komentarzem. Wystarczy nawet jedno słowo ale udowodnijcie mi, że czytacie, bo nie wiem czy jest sens pisania. A pytania do postaci to inna sprawa, bo jestem po prostu nimi zasypywana (cool!) ale to głównie od katie123445 (pozdrawiam Cię kochana) i anonim więc mogę wnioskować, że to tylko dwie osoby. Mam po prostu nadzieję, że się poprawicie, bo kocham dla Was pisać... Ps. Myślę nad przeniesieniem obu blogów na tumblr'a. Napiszcie co o tym sądzicie ;)
ENJOY!!!
*Skyscraper*
Niestety przyszedł najmniej oczekiwane dzień – czwartek. Niby chłopaki chcieli, żeby ten tydzień minął jak najszybciej, żeby jak najszybciej przyszła sobota i już we dwoje siedzieli w samolocie lecącym do Paryża ale chcieli ominąć czwartek i piątek. Żeby tak była sobie środa a za chwilę wskoczyła sobota. Niestety tak się nie da. Dziś wraca Jay i Louis z Markiem muszą wracać do domu. Ale dlaczego muszą ? Nikt im nie karze, nie są do tego zmuszani. Co Jay może zrobić kiedy nie zastanie ich w domu ? No nic. Nie może nimi rządzić. Jednak oboje zamierzali wrócić dziś do domu, choć nie chcieli. Może jedynym powodem była nadzieje… Nadzieja, że Joanna po tych krótkich wakacjach zrozumie jak krzywdzi swoje dziecko. Louis miał właśnie taką nadzieję. Wierzył w ojca, że Mark porozmawia z Jay, że spróbuje ją przekonać. Lou nienawidził jej za to jak ostatnio jego i Harry’ego traktowała. Ale to jego matka i jednocześnie ją kochał. Wierzył, że gdzieś tam głęboko w środku jest jego kochana mamusia, która poza nim świata nie widzi. Louis lubił być synkiem mamusi. Uwielbiał, kiedy ona się o niego martwiła i troszczyła. Tak w pewnym sensie, to jej zachowanie można przydzielić do opiekuńczości. Ona raczej martwi się o niego, bo jakie niby miałaby korzyści z tego więzienia Louis’ego ? No żadnych…
Louis właśnie się pakował a Harry mu w tym pomagał. Nie był zadowolony z faktu, że jego ukochany znika na dwa dni. Wiedział, że będzie bardzo tęsknił dlatego coś sobie pożyczył.Lou zauważył, że czegoś mu brakuje i zaczął się niespokojnie kręcić po pokoju, w którym mieszkał przez pięć dni. Harry troszkę przestraszony podszedł do niego.
-Louis, stało się coś ? – spytał.
-Gdzie jest moja biała bluzka w błękitne paski ? – zapytał Loczka krzyżując ręce na piersi i uśmiechając się zawadiacko.
- Bo…ona… - zaczął się jąkać.
-Ej, spokojnie. – powiedział Lou po czym chwytając dwoma palcami jego brodą uniósł ją do góry gdyż Hazz spuścił głowę. – Pożyczyłeś ją sobie ?
-No tak, bo…będę tęsknił…a ta bluzka tak ładnie pachnie Tobą i… - Louis przerwał mu zatykając jego usta swoimi muskając je czule i delikatnie dotykając jego język swoim.
-To miłe, że aż tak będziesz tęsknił. – uśmiechnął się do niego kiedy ich usta odsunęły się od siebie. Przyłożył swoją dłoń do jego policzka i delikatnie muskał go kciukiem po czym ucałował go w czoło.
-A Ty nie będziesz tęsknił ? – spytał poważnie Hazz z nutką żartu.
-Słucham ?! – oburzył się Louis. – Ja już umieram z tęsknoty, Kochanie. Nie wiem czy wytrzymam tyle bez Ciebie. – powiedział żartobliwie.
-Ale to tylko dwa dni, Misiu. – zauważył Harry wpatrując się namiętnie w niebiesko-zielone oczy szatyna.
-Skoro to tylko dwa dni to oddaj moją koszulkę. – stwierdził pewnie Louis robiąc krok to przodu przez co Harry się lekko zachwiał kiedy tors Lou uderzył jego tors.
-Nie ma mowy. Oddam Ci w Paryżu. – odpowiedział Hazz robiąc krok do tyłu.
Louis chciał coś powiedzieć, jakoś zareagować na tekst chłopaka ale przerwał mu krzyk jego taty.
-Louis ! Szybciej, bo matka będzie za dwie godziny ! – krzyknął powodując tym samym smutną minę u Harry’ego.
Jak on może nam przerywać w takim momencie ?! Louis na pocieszenie chwycił jego zimną i bladą rączkę po czym musnął czule jej wierch. Na twarzy Loczka pojawił się uroczy uśmiech a w jego policzkach pokazały się dołeczki na co serce Louis’ego zaczęło bić szybciej.
Szatyn, żeby nie denerwować ojca i nie narażać samego siebie chwycił mocno rękę Harry’ego, w drugą wziął walizkę z ubraniami i z uśmiechem ale też z żalem zszedł na dół. Nie chciał przekraczać progu Styles’ów.
Gemma wręcz rzuciła się na Lou kiedy ten znalazł się na dole z jej bratem. To nie mało być pożegnanie na zawsze a ciemnowłosa tak mocno uściskała młodego Tomlinsona, że to tak wyglądało. Chłopak zwrócił jej uwagę a ona wypuściła go ze zgrabnych ramion ze śmiechem. Harry popatrzył na nią krzywo kiedy trzymała jego ukochanego za rękę więc szybko ją puściła i upewniła Loczka, że nie ukradnie mu Louis’ego, po czym prychnęła śmiechem a Hazz strzelił focha dla żartu.
Oczywiście Louis’ego musiała jeszcze wytulić Anne. Kobieta naprawdę polubiła swojego zięcia. Uważa go za przyzwoitego, odpowiedzialnego, opiekuńczego, uroczego, grzecznego i idealnego chłopaka dla jej syna. Owszem, można się z tym zgodzić, ale jest jedno ale. Louis może i jest grzeczny ale jeśli chodzi o zachowanie wobec ludzi dorosłych i miłych dla niego, szanujących go i jego zdanie. Jednak w sto procentach grzecznym i przyzwoitym nie da się go nazwać. Żeby Anne wiedziała co on wyprawia z jej synem. Ileż to razy sprawiali sobie przyjemność, kiedy byli sami w pokoju lub podczas wspólnych kąpieli ? Albo szeptali sobie sprośne słówka na co drugiemu robiło się niebezpiecznie ciasno w spodniach. Tak, idealny chłopak dla jej syna…
Kiedy Mark i Robin wyściskali się, Harry chciał przytulić tatę swojego chłopaka. Mark objął go bardzo mocno swoimi dużymi ramionami i ucałował we włosy, po czym wzruszonemu Loczkowi szepnął Nie martw się, przywiozę go do Ciebie a po policzkach Harry’ego spłynęła mała łezka.
~~~
Hazz nie wiedział co ma począć ze sobą. Mimo, że minęła dopiero godzina odkąd Lou wraz z Markiem wrócili do siebie, on już tęsknił. Nosiło go a jednocześnie nie miał na nic ochoty. Położył się w salonie na kanapie, wcisnął w uszy słuchawki, włączył iPhona i puścił Read all about it Emili Sande. Ta piosenka świetnie opisuje ich sytuacje. Przykrył się kocem, przymknął oczy i starał się odpłynąć, by ten głupi dzień minął jak najszybciej.
Emili właśnie śpiewała ostatni wers swojego utworu kiedy ktoś bezczelnie zerwał koc z Harry'ego. Chłopak automatycznie otworzył oczy wystraszony a obok niego gwałtownie usiadła Gemma potrząsając swoimi długimi czarnymi włosami wkurzając tym brata.
-Co tam, młody ? - zapytała uśmiechnięta zaciskając palce na kocu, który chwilę temu okrywał zziębnięte ciało Loczka.
-Daj mi spokój... - odburknął po czym odwrócił się do niej plecami stykając się nosem z oparciem kanapy.
-Ej, Harry, co się stało ? - spytała ciekawska co było oczywiste. Ciekawość to normalka w ich rodzinie, a już szczególnie u kobiet. Jednak Gemmy jest to już przesadą.
-Możesz sobie iść ? Chcę spać... - odpowiedział obrażonym tonem.
-Ehh... - dziewczyna westchnęła głośno po czym pociągnęła Harry'ego za rękę a ten wkurzony usiadł splatając ręce na piersi. - Chodzi o Louis'ego ?
Hazz wpatrywał się w siostrę przez chwilę a następnie rzucił jej się na szyję na co ona go tylko przytuliła. Głaskała go po plecach i ucałowała we włosy.
-Tęsknię za nim. - powiedział w jej bluzkę zduszonym głosem, co wywołało przyjemne ciepło na skórze dziewczyny, wzmacniając uścisk.
-Ale Harry...widziałeś go godzinę temu. - zauważyła roześmiana, bo nie ukrywając śmieszyło ją to.
-I co z tego ? To bardzo długo... -odrzekł Hazz smutnym tonem.
-Jeszcze tylko jutro i będziecie razem już zawsze. - powiedziała z radością a chłopak jej uwierzył.
Gemma nie ukrywała, że bardzo zależy jej na szczęściu chorego brata. Sama kiedyś mówiła, że gdyby mogła to siłą zaciągnęła Lou do Harry'ego i wygarnęłaby jego matce to i owo. Ale nie mogła, bo honor i kultura jej tego zabraniały. I nie wiadomo czy odwaga by jej na to pozwoliła, bo dziewczyna jest dość nieśmiała. Jednak skrycie to jest jej marzenie. Byłoby wspaniale gdyby chociaż w połowie się spełniło i Harry mógłby normalnie być z Lou...
Brunetka zaproponowała bratu maraton filmowy na rozluźnienie sytuacji. Przygotowała popcorn, oboje wybrali film Projekt X , który był idealny na tak smętny dzień po czym wciskając guzik PLAY na pilocie wcisnęła się pod koc i przytuliła Harry'ego.
Film się skończył a Hazz prawie usypiał. Dziewczyna chciała już wyłączyć telewizję i iść do siebie ale Loczek namówił ją na jeszcze jeden. Wybrał opowieść W kosmosie nie ma uczuć. Gem jednak miała rację z zakończeniem seansu, bo chłopak już w połowie filmu usnął. Siostra ułożyła go na kanapie, bo nie miała serca go budzić, by szedł do siebie. Okryła go szczelnie kocem, ucałowała w czoło i wyłączyła telewizor po czym ruszyła do swojego pokoju.
Harry obudził się koło północy kiedy usłyszał sygnał policji, karetki albo straży pożarnej. Nigdy nie potrafił ich odróżnić. Jednak było mu żal, że tak czy owak ktoś potrzebuje pomocy. Rozejrzał się do około. Było ciemno. Jedyne światło jakie panowało w pomieszczeniu to światło przydrożnych lamp widocznych z okna. Po chwili Harry uświadomił sobie, że nie jest u siebie. Przypomniało mu się, że wczoraj oglądał filmy z Gemma i zasnął. Okryty od czubka nosa po bose stopy kocem podreptał do swojego pokoju. Kocyk odłożył na krzesło i miał już iść położyć się spać na zaścielone łóżko ale w oko rzuciła mu się bluzka Lou leżąca na fotelu przy oknie. Bez namysłu chwycił ją i założył na siebie. W pachnącej Louis'im koszulce położył się, okrył kołdrą i przymknął zaspane oczy.
-Przytul mnie Lou... - szepnął po czym obrócił się na bok i próbował zasnąć.
~~~ * ~~~
*Change My Mind*
-Przytul mnie Hazz... - szepnął po czym obrócił się na bok i próbował zasnąć.
Lou czuł się cholernie przybity. Jeszcze kilka godzin temu jego rodzice okropnie się kłócili. Tak krzyczeli, że nie mógł zrozumieć o co im poszło. Jego siostry nie mogły tego wytrzymać i wszystkie cztery zapłakane przyszły do niego. Teraz, koło godziny pierwszej już spały...a on nie potrafił zmrużyć oka. Zastanawiał się jak to będzie, czy uda mu się polecieć z Harrym do Paryża, jak będzie wyglądało ich krótkie życie, czy będą szczęśliwi, czy da sobie radę po jego śmierci, czy będzie potrafił to przeżyć i czy Harry teraz też za nim tęskni. Na pewno.
Miał dość tych wszystkich męczących go, pesymistycznych myśli. Stał z łóżka tak, by nie obudzić sióstr i zszedł na dół do kuchni. Wszedł do środka niezauważony przez Marka, który stał przy oknie i najwidoczniej popijał wodę. Przemknął się po cichu i stanął obok niego.
-Nie śpisz Lou ? - spytał zauważając syna i nie odwracając wzroku od London Eye, które było widać z oddali. Myślał nad czymś i widocznie jak Louis był zdołowany.
-Tak jakoś... - usiadł na blat i zerknął przelotnie na ojca. - Nie mogę... - dodał po chwili namysłu ledwo słyszalnie.
Mark odwrócił się od okna, oparł się plecami o blat i uśmiechnął bardzo dziwnie z nieznanego powodu. Jakby przypomniało mu się coś miłego.
-Kiedy byliśmy u nich te kilka dni... - zaczął Mark - uświadomiłem sobie.....pokazałeś mi jak bardzo Ci na nim zależy. Jak mocno kochasz Harry'ego. Wiesz, on jest świadomy tego, że niedługo odejdzie, że zostawi Cię samego ale nie pokazuje tego. Widzę to. To jak na niego patrzysz uśmiechnięty, on to odwzajemnia, potem odwracasz wzrok speszony a jego oczy są smutne. Boli go to, że umrze. Harry tak bardzo tego nie chce. Wie, że będzie Ci ciężko, że nie będziesz potrafił... - westchnął - nie dasz sobie rady. On tak bardzo nie chce Cię zostawić, Louis. - spojrzał na syna. W oczach Lou pojawiły się łzy. - Ale kiedy będzie tam, na górze będzie Twoim aniołem stróżem. Będzie pilnował, żeby nic Ci się nie stało, żebyś nie płakał. - po policzku Lou spłynęła pojedyncza łezka. - Ja też tego dopilnuję. - Mark uśmiechnął się ciepło przykładając dłoń do policzka syna po czym starł z niego kciukiem łzę. - Ja i Harry postaramy się, żebyś...wiesz o co mi chodzi... - Mark się rozpłakał, już nie dał rady powstrzymać łez.
-Wiem, tato. - Louis mu wtórował po czym wpadł mu w ramiona a ojciec mocno go przytulił. - Tato, a mama mnie kocha ? - tym pytaniem zaskoczył Marka, który spojrzał na niego zdziwiony. - Wnioskuję to po jej zachowaniu. - przetarł policzki.
-Louie, nawet tak nie mów. Mama Cię kocha. Daj jej czas. Ona jeszcze nie przyswoiła do siebie myśli, że Ty...
-Jasne, że dam jej czas. - Louis przerwał tacie. - Polecę z Harrym do Paryża i już nigdy nie wrócę. Będzie jej łatwiej żyć bez syna geja. - łzy znów zaczęły napływać do jego oczu. Czuł, że mówi prawdę, że tak jest i jego matka o to prosi.
-Louis ! - Mark zatrzymał go gdy ten chciał już wyjść z kuchni. - Posłuchaj mnie. - podszedł do niego i złapał za ramiona. - Chcę, żebyś był szczęśliwy. Żebyś był z Harrym na prawdę bardzo długo, najdłużej jak się da. - Louis przetarł oczy, by łzy się z nich nie wydostały. - Ale chcę, żebyś wrócił do Londynu. Jesteś moim synem. Kocham Cię i nie chcę, żeby ta sobota była ostatnim dniem, w którym Cię zobaczę. Chcę być przy Tobie kiedy będzie Ci ciężko... - urwał nie wiedząc co już powiedzieć. Przymknął oczy i westchnął głośno by się uspokoić.
Louis widząc takiego ojca przytulił go. Chociaż w nim ma wsparcie. Chociaż on mu pomaga i go kocha, on chce dla niego jak najlepiej.
-Wrócę, tato. Obiecuję... - szepnął wsłuchując się w bicie serca ojca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)