sobota, 29 września 2012

Rozdział 6. - Think of You

            Siemka Pieszczoszki !!! Tak bardzo się za Wami stęskniłam... Wiem, że obiecałam rozdział w trzy, cztery dni a pojawił się po tygodniu ale na prawdę nie miałam czasu. A jak już czas był to nie wiedziałam co napisać. Również dlatego, że chcieliście +18 więc postanowiłam zrobić Wam wirtualna przyjemność i to właśnie się stało. Trwało to tyle, bo musiałam pozmieniać trochę ten rozdział. Mam nadzieję, że choć krótki to Wam się spodoba. Ale przysięgam Wam na miłość Larry'ego że rozdział 7 będzie dłuższy, bo ten rozdział w ogóle mi się nie podoba !!! Dlaczego on jest taki krótki ???!!! Jestem bardzo zła !
           Przepraszam za możliwe błędy interpunkcyjne i  językowe - rany, ale to zajebiście brzmi !!! No i też za tyle dialogów ale to niestety było konieczne :D
           Pamiętam też, że obiecałam długie rozdziały ale na prawdę się staram jak mogę je wydłużać. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli z tego powodu...
           Nie powiem kiedy pojawi się rozdział 7, bo nie wiem. Postaram się dodać go jak najszybciej ale pamiętajcie, że mam ich aż 20 plus zajebiście długi epilog... :D
          Jeśli macie do mnie jakieś pytania to piszcie na gg lub w ask na tumblrze, bo nie chcę Wam odpisywać w komentarzach, żeby tego nie zaśmiecać. Odpisuję na wszystko co chcecie, nawet na pytania nie związane z opowiadaniem.
         A co do drugiego bloga to nie martwcie się. Będę go pisała na 100 %. Już jutro postaram się napisać rozdział 2. Wiem też, że większość z Was przeczytała go w połowie ale to tylko dlatego, że niestety jakoś mi się opublikował. <lol> Jeśli czytacie to komentujcie. :D
        A propos' komentarzy; pamiętacie jak prosiłam Was o 10 kom. ? Pojawiło się ich aż 17 !!! Uwierzycie ? Bo ja nie ! :) Tak bardzo Wam zależy, aby rozdziały na tym blogu się pojawiały. Po prostu się wzruszyłam. :') Nieee, tylko histeryzuję :) Ale na prawdę jestem Wam za TO bardzo, bardzo ale to bardzo wdzięczna !!! Massive thank you !!!
       Ale Was zanudzam co ? :D Dobra, nie przedłużam. Czytajcie...
       ENJOY !!!






                                                             *Think of You*

      Ruszyli. Przez całą drogę panowała przyjemna cisza. Co jakiś czas ojciec z synem wymieniali się uśmiechami ale nie rozmawiali. Louis myślał wyłącznie o tym, że już za chwilę zobaczy Harry'ego i go przytuli natomiast Mark był dumny, że pomaga synowi i odzyskał jego zaufanie.

      Tylko co z Jay ?

      Co z niej za matka ? Wyjeżdżając na kilka dni nawet nie spojrzała na syna. Jak zrozumieć tą kobietę ; zamyka Louis'ego w domu, aby ten nie mógł widywać się z Harrym, bo podobno chce dla niego jak najlepiej. Okej, to można zrozumieć. Jay po prostu nie akceptuje tego, ze jej syn jest gejem. Wiadomo, że dla każdego rodzica, który wyobrażał sobie syna z piękną kobietą u boku za parę lat to może być szok. Ale dlaczego ona nawet nie chce go chociaż przytulić czy porozmawiać z nim ? Zachowuje się tak jakby się go brzydziła. Tego już się nie da zrozumieć, bo to przecież jest jej ukochany synek. Gdyby na prawdę chciała dla niego jak najlepiej to by robiła coś w tym kierunku* a nie dorosłego syna syna zamykała w domu jak w klatce. Louis przez nią nie ma żadnego kontaktu ze światem. Są wakacje a on całe dnie siedzi bezczynnie w domu. Ta kobieta marnuje mu życie. Tego nie da się nazwać to dla twojego dobra.


      Nareszcie dojechali. Przed drzwiami państwa Styles Louis stanął za ojcem a Mark zapukał. Drzwi otworzył Robin.

      -Dzień dobry. - Louis przywitał się grzecznie.

      -Hej, wejdź. Harry już na Ciebie czeka. - Robin odsunął się przepuszczając Louis'ego w drzwiach i spojrzał na Marka. - Cześć. - uśmiechnął się przyjaźnie. - Co Ty tu robisz ?

      -Hej. - przywitał swojego dawnego przyjaciela.- Przywiozłem Louis'ego. Mogę wejść ?

      Kiedyś Mark i Robin przyjaźnili się jak Harry i Louis. Ale oczywiście jak kilka lat temu, kiedy łączyła ich tylko przyjaźń. Teraz już się nie przyjaźnią jak kiedyś odkąd Jay zamyka syna w domu i zabroniła wszystkim w rodzinie jakiegokolwiek kontaktu z rodziną Styles. Obie rodziny zawsze się przyjaźniły ale od kiedy Harry'ego i Louie'ego połączyło coś więcej nagle stali się wrogami. A tak konkretnie to Jay zaczęła tą nienawiść. Rodzice Harry'ego i Mark z Lottie próbowali przemówić jej do rozumu ale ona jest nie tyle uparta co cholernie głupia.

      Mark i Robin przytulili się na powitanie po czym weszli do domu. Harry akurat schodził na dół i stojąc na schodach, na ostatnim stopniu, zauważył Louis'ego.

      -Louie ! - pisnął Hazz na widok Lou.

      -Hazzuś ! - szatyn podbiegł do Loczka a ten wręcz rzucił się na niego i rękami objął szyję a Louis zakręcił go dookoła.

      Postawił go a młodszy gwałtownie wpił się w usta swojego chłopaka. Całowali się tak jakby dawno tego nie robili. Wszystkiemu z boku przyglądali się Mark i Robin a za chwilę w salonie pojawiła się Anne z talerzem w ręku i ściereczką.

      -Tęskniłem. - szepnął Hazz kiedy oderwali się od siebie.
  
      - Ja też tęskniłem. - Lou musnął czoło swojego chłopaka.

      -A co tu robi Twój tata ? - nadal szeptał ale tym razem ciszej by nikt tu z obecnych go nie usłyszał.

      -Chodźmy do Ciebie to wszystko Ci opowiem. - stwierdził Lou po czym poszli we dwójkę do pokoju Harry'ego.

      Tymczasem Robin zaprowadził zmieszanego i zawstydzonego Marka do salonu by móc spokojnie porozmawiać a Anne wróciła do swoich zajęć z ogromnym uśmiechem. Właśnie szykowała kolację dla ich trójki, bo aktualnie Gemmy nie było w domu ale teraz chyba musi zwiększyć składniki.

      Mark i Robin zajęli przeciwne miejsca na fotelach.

      -To co stało się przed chwilą... - zaczął Robin.

      -Nie do opisania. - stwierdził Mark po chwili zastanowienia.

      -Wiesz, dla mnie to normalne, bo...

      -Tak...Louis ucieka z domu. Wiem o tym i jestem z niego cholernie dumny, że tak walczy. On na prawdę kocha Harry'ego. - powiedział Mark trzęsącym się głosem.

      -A Harry kocha jego. - uśmiechnął się. - Wiesz, mnie zupełnie nie interesuje orientacja mojego syna. Mam gdzieś to czy kocha dziewczynę czy chłopaka. Ważne, żeby był szczęśliwy z tą drugą osobą. W takim czasie musimy z Anne go wspierać. - stwierdził Robin tak jakby chciał tym ruszyć swojego przyjaciela.

      Tomlinson zrozumiał przesłanie i spuścił głowę a między nimi zapanowała niezręczna cisza. Robin nie wiedział co powiedzieć. Czuł się źle, że zranił przyjaciela.

      -Ej, co jest ? - spytał tak jak to robił za dawnych czasów kiedy byli jak bracia.

      Czasami brakuje mu tych chwil jako najlepsi przyjaciele. Kiedyś spędzali ze sobą każdy dzień, nie opuszczali siebie na krok. Takie papużki nierozłączki. Co jednak nie zmienia faktu, że to jednak tylko przyjaźń. Nie tak jak w przypadku ich synów.

      -Nic... Po prostu zrozumiałem, że to co robiłem a raczej robiliśmy z Jay Louis'emu było...okropne.

      -Oj, daj spokój. - Robinowi zrobiło się szkoda Marka więc usiadł obok niego i objął go ramieniem. - Jesteśmy tylko ludźmi, każdy popełnia błędy. - uśmiechnął się do niego chcąc w jakikolwiek sposób go pocieszyć.

      -No wiem, ale to jednak...to było złe dla Lou. Skrzywdziliśmy go tym. Jay już dawno straciła syna, ale ja próbuję go odzyskać.

     -To wspaniale ! Louis chyba już do Ciebie wraca, prawda ? - spytał a Mark skinął głową na potwierdzenie. - Słuchaj, może wrócimy do naszej dawnej przyjaźni ?

      -Pewnie. Wiesz, stęskniłem się za Tobą...




      Louis opowiedział Harry'emu wszystko dokładnie i po kolei to co dzieje się u niego w domu. Że mama wyjechała z siostrami za miasto na kilka dni, że nawet na niego nie spojrzy i że tata chce mu pomóc i robi wszystko w tym kierunku. Harry nie potrafiąc ukryć swojego szczęścia rzucił się na Lou całując go i mocno przytulając.
     
      Chłopaki leżeli na łóżku Harry'ego przytulając się i całując co chwilę. W pewnym momencie, kiedy Lou obrócił się na plecy, Hazz raptownie położył głowę na jego torsie a dłoń wcisnął pod jego koszulkę. Zaczął delikatnie przejeżdżać opuszkami palców po jego brzuchu i najwidoczniej Louis'emu podobało się to. Przymknął oczy i oddał się tej pieszczocie. Było mu wspaniale kiedy zręczne paluszki jego chłopaka pieściły jego skórę. Kiedy wyczuł brak dłoni Harry'ego na swoim brzuchu otworzył oczy. Hazz zaczął dobierać się do jego paska a jemu gwałtownie zaczęło bić serce.

      -Słońce, co Ty robisz ? - spytał nieco zdezorientowany.

      -Chcę, żeby było Ci dobrze, Lou. - powiedział szeptem Harry nie przerywając czynności. W ogóle nie reagował na sprzeczne znaki wysyłane przez szatyna.

      -Ale mi jest dobrze, Harry... - powiedział stanowczo z uśmiechem jednak nie interweniując.

     -Ale nie dobrze w ten sposób.. - powiedział ostatnie zdanie i włożył chłodna dłoń w bokserki chłopaka pewnie chwytając jego penisa na co Louis głośna jęknął. - Spokojnie. Nie zrobię Ci krzywdy. - szepnął Hazz a Louie się odprężył po raz drugi tego wieczoru i przymknął oczy pozwalając robić Harry'emu to co chciał.

      Loczkowaty z początku nie wiedział jak się do tego zabrać, bo nigdy tego nie robił. No przynajmniej nie drugiemu chłopakowi. Najpierw powoli zsunął z bioder Lou jego spodnie wraz z bokserkami w czym Tomlinson mu pomógł podnosząc nieco do góry pupę. Teraz Harry miał wolne pole do popisu. Wciąż leżał na torsie Louie'ego ale jego sprawne paluszki już nie spacerowały po brzuchu chłopaka tylko muskały jego penisa a Lou cichutko pojękiwał. W końcu Styles chwycił w dłoń całego członka swojego chłopaka i zaczął nią ruszać w górę i w dół a jęki Louis'ego stawały się coraz głośniejsze.

      -Ciszej misiu, bo nasi rodzice są na dole. - powiedział w międzyczasie Hazz na co Louis zakrył buzię dłonią a dźwięki, które wydawał z siebie zrobiły się o wiele cichsze, wystarczający, by nikt z dołu go nie usłyszał.

      Harry czuł w swojej dłoni twardego już i nabrzmiałego penisa Lou, co było znakiem, że jego chłopak zbliża się do finału. Loczek nie chciał tak tego zakończyć więc nie przerywając swoich działań usiadł na nogach Louie'ego i zbliżał twarz do jego przyrodzenia. Chcę wiedzieć jak smakujesz. Louis natomiast nie wiedział co się dzieję. Było mu zajebiście dobrze i myślał, że lepiej być nie może. Mylił się jednak i zrozumiał to kiedy poczuł przyjemne ciepło wokół swojego penisa i cieplutki język Harry'ego. Otworzył oczy, po czym spojrzał na dół i nie mógł uwierzyć : Harry pochłonął go całego na co Louis nie mógł wytrzymać i wręcz krzyknął nadal jednak zakrywając buzie dłonią. Hazz poruszał charakterystycznie głową przy czym główka penisa Lou uderzała o jego ściankę gardła. Nagle członek szatyna się pojawił i Hazz ostatni raz przejechał językiem po całej jego długości. Czując, że to już koniec szybko znów włożył go do ust gdzie Louis doszedł z stłumionym krzykiem wylewając całą swoją zawartość. Młody Tomlinson szybko dysząc spojrzał na Harry'ego, który dumnie zlizywał z palców spermę swojego chłopaka - nie dowierzał.

      -Jesteś taki słodki. - szepnął Harry siadając okrakiem na Lou po czym musnął jego usta.

      Miał to być tylko delikatny pocałunek ale Louis go pogłębił przyciągając do siebie Harry'ego za szyję. Wtargnął do jego buzi językiem i w tym momencie nie tylko Hazz ale i on mógł poczuć jak smakuje...

      -Teraz możesz powiedzieć, że jest Ci dobrze. - powiedział Hazz z boskim uśmiechem kiedy oderwali się od siebie.

      -Harry, jesteś Bogiem.* - stwierdził Louis nadal uspokajając oddech.

      Loczek pomógł Louis'emu się ubrać, ale tylko bokserki i jeszcze zdjął mu bluzkę. Sam również przybrał taki wygląd. Jeszcze tylko uporządkowali siebie i łóżko po czym wygodnie się ułożyli do snu. Hazz oczywiście z głową na torsie Louie'ego łaskocząc przy tym loczkami jego skórę. Szatyn objął chłopaka w pasie i mocno do siebie przytulił W tej chwili oboje byli cholernie mocno szczęśliwi. Harry jeździł środkowym palcem po brzuchu Lou a temu znów było dobrze. Jak on mnie rozpieszcza. Nie minęła minuta i już oboje zmęczeni zasnęli.
______________________________
*w tym kierunku - chodzi mi o słowo kierunek ; uwielbiam to słowo :D
*jesteś Bogiem - może i nie jestem fanką paktofoniki ale ten film jest zajebisty !!! Polecam go Wam Directioners :3

     

piątek, 14 września 2012

Rozdział 5. - Dear My Friend

   Si-si-si-siema pieszczochy ! Nie bójcie się, nie zapomniałam o Was. Wręcz przeciwnie, stęskniłam...i trochę zawiodłam. Poprosiłam Was grzecznie, na kolanach o przynajmniej 10 komentarzy. I co ? I dupa ! Nie doczekałam się. Ale nie będę taka wredna i dodaje Wam już teraz rozdział. Wiem, że czekacie. Podobno moje wypociny czyta aż 23 osoby. To trochę dziwne, bo pod ostatnim rozdziałem zastałam tylko 6 komentarzy. Bardzo jest mi przykro z tego powodu. Chciałabym aby każdy kto to czyta zostawił coś po sobie, chociaż jedno słowo...
   Teraz będę nieugięta i rozdział 6. w stu procentach po 10 komentarzach. Nie ma ze mną tak łatwo. Tak, wiem, jestem wredna. No cóż, taka moja natura. :D  Miejcie pretensje do moich rodziców, tak mnie wychowali, abym...a zresztą  nieważne.   Przepraszam za błędy i...liczne dialogi. Wydaje mi się, że w tym rozdziale jest ich więcej. W kolejnym postaram się zmniejszyć ilość. ;D
   Nie chcę Was zamęczać tymi głupotami ale chcę Wam coś jeszcze powiedzieć...zapomniałam...Ah ! No tak : akcja się powoli rozkręca i chłopaki już w rozdziale siódmym lecą do Paryża... a tam tyle się dzieję. Więcej Wam nie powiem. Może tylko tyle, że przygotowałam dla Was mnóstwo zajebistych momentów. Mam nadzieje, że wytrwacie do końca, bo tylko w ten sposób się dowiedzie jak skończy się ta historia ;)  
   Jeśli chcecie wiedzieć cokolwiek na temat tego opowiadania to piszcie na gg. Odpowiadam na wszystko :D
   Ps. No i jak widzicie ten rozdział jest napisany innym stylem. Dlaczego ? Bo mam taką zachciankę. :D I ten styl mi się podoba, chyba kolejne rozdziały będą tak pisane. No i rozdział wydaję się dłuższy, c'nie ? :D
ENJOY !              
                   





                                                               *Dear My Friend*

      Jeszcze tylko tydzień. Siedem pieprzonych dni a Louie i Hazza będą mogli już nie nocą a całymi dniami się przytulać i mówić sobie jak mocno się kochają. To wszystko jest na prawdę bez sensu ! Rodzice Harry'ego nie widzą przeszkód aby tych dwoje było razem, zgadzają się na ich związek, chcą aby ich syn był szczęśliwy - nieważne czy z dziewczyną czy z chłopakiem. Jego szczęście jest najważniejsze. Przez pewien czas nawet prosili a wręcz błagali, aby Tomlinsonowie w końcu zaakceptowali to, iż ich syn jest gejem i związał się z najlepszym przyjacielem,  którego zna od dzieciaka. Kiedy oni nawet nie reagowali na codzienne wizyty w ich domu, Styles'owie odpuścili sobie. Jay to uparta kobieta i nie da się jej ugiąć tak szybko. Za to Mark jak najbardziej wykazywał chęć, na to by Louis spotykał się z Harry'm ale kiedy Joanna to zauważała od razu zaprzeczał. Kto tu w końcu nosi spodnie w ich małżeństwie ? Ah, no tak, oni już nie są razem... Wybaczmy mu tą chwilę słabości.
 
      Louis koło południa zszedł na dół, by zobaczyć 'co się dzieję na świecie'. Jako, że nie ma telewizji w pokoju zamierzał pójść do salonu coś obejrzeć. Idąc do kuchni po jakieś przekąski zahaczył o pokój Jay. Jego matka właśnie...pakowała się. Była tym tak pochłonięta, że nawet nie zauważyła, że Lou stał oparty o framugę i przez dobre trzy minuty przyglądał się jej.
 
      -Po co się pakujesz ? - spytał oschle, beznamiętnie, jakby to go w ogóle nie interesowało, co akurat było prawdą.
  
      -O ! Louie, dobrze, że jesteś, właśnie miałam do Ciebie iść. - odpowiedziała Jay dosyć szybkim tempem, pakując jakieś bluzki.
 
      -Co z tego ?! Pytam po co się pakujesz ? - Louis ponowił pytanie. Dało się wyczuć, że już po woli się denerwował.
 
      -Wiesz, że z tatą się rozwodzimy... Chcę trochę odpocząć i przygotować się do rozprawy więc zabieram dziewczynki i jedziemy do Doncaster. - stwierdziła tak po prostu zapinając torbę.
  
      -Po jaką cholerę zabierasz dziewczynki ?! - spytał donośnym głosem a kiedy Jay się nie odzywała zrozumiał powód. - Dobra, nieważne...Czyli zostaję sam ? - zagadnął ją z nadzieją w głosie.
 
      -Słucham ?!! Nigdy w życiu ! Zostaniesz z ojcem. Jeszcze byś uciekł do Styles'a albo on by przyszedł tutaj i kto wie co byście wyprawiali... - zrobiła minę jakby coś śmierdziało po czym wyminęła Louis'ego i ciągnąć torbę za sobą poszła do salonu.
 
      -Przestań mówić o Harry'm w taki sposób ! - Louis krzycząc szedł za nią. - Co z Ciebie za matka !
 
      Po domu rozszedł się głośny dźwięk dzwonka i pukania do drzwi.
 
      -Idź otworzyć. - Jay spokojnie poprosiła syna tym razem pakując rzeczy bliźniaczek. - To pewnie ojciec.

      -Dobra, ale nie wasz się do mnie mówić Louie ! Tylko Harry na to zasługuje... - Louis odpowiedział delikatnie ściszonym głosem i zmarnowany poszedł do drzwi.
  
      Zaglądnął przez judasza i faktycznie - tym gościem okazał się Mark. Louis zauważył, że ojciec nie był w zbyt dobrym humorze. Nie zastanawiając się dłużej nacisnął klamkę a drzwi pociągnął do siebie.
  
      -Cześć. - Mark przywitał się z synem już bardziej radośnie niż wyglądał.

      -Wiedziałeś o tym ? - Louis ignorując przywitanie ojca zadał mu pytanie ważne dla niego.
  
      Mark westchnął głośno kiwając przecząco głową.

      Chociaż Ty jeden.
 
      Louis nie ciągnąc dalej tematu odsunął się od drzwi tym samym wpuszczając ojca do domu. Jeszcze tylko jeden raz obrzucił złowrogim i...smutnym spojrzeniem matkę po czym ruszył do siebie. Po prostu stracił nawet najmniejszą ochotę na oglądanie czegokolwiek. Jay zawsze musi wszystko popsuć i nie chodzi tu o telewizję.



      Harry dzisiejszy dzień zamierzał spędzić z przyjaciółmi : Zaynem, Liamem i Niallem. A w zasadzie to oni go wyciągnęli na miasto, bo on, jak stwierdził, nie ma nawet najmniejszego zamiaru wychodzić z domu bez Lou. No ale ile można siedzieć w domu i czekać na noc aż ten słodki brunet wymknie się spod klosza ,  przybiegnie do niego i wycałuje za wszystkie czasy ?! Harry może tak całą wieczność, żeby chociaż przez minutę poczuć jego usta na swoich.

      Chłopaki to oczywiście rozumieją ale stęsknili się za swoim Loczkiem, który potrafił rozbawić nawet umarlaka. Stęsknili się za tym chłopakiem, który wiecznie się uśmiechał i pokazywał innym jak kochać życie...bo w jego przypadku było ono krótkie, Uczył ich, żeby nie przejmować się zbytnio problemami, chyba, że na prawdę były poważne, i po prostu żyć, po prostu być...z rodziną, przyjaciółmi.
  
      Siedzieli właśnie w pizzerii. Niall zajadał się największym kawałkiem pizzy jaki kiedykolwiek Harry widział, Liam prosił go aby nie mlaskał i jadł powoli, bo się zadławi. Zayn natomiast przeglądał się w szybce telefonu starając się zrobić coś coś z tym opadającym kosmykiem. Zaś Harry uśmiechał się na widok swoich przyjaciół. Było niemalże idealnie ale brakowało mu jednego - Louis'ego.

      -No, Harry ! - krzyknął radośnie Zayn, gdy w końcu udało mu się poprawić fryzurę, uderzając delikatnie dłońmi o blat stołu. Niall coś tam do niego mamrotał zapchaną buzią od pizzy, że mu jedzenie z talerza wyskoczy jak jeszcze raz tak zrobi ale mulat to zignorował. - Jak tam Louis ? - spytał nie zdając sobie sprawy z wagi pytania.

      Hazz automatycznie się uśmiechnął na samą myśl o swoim chłopaku ale zaraz kąciki jego ust opadły na dół. Tęsknił za nim i było mu źle z tym, że nie może być z nim razem, tak normalnie.

      -Z jednej strony dobrze...a z drugiej źle. - odpowiedział gdy poczuł się skrępowany pod wpływem spojrzeń chłopaków.

       -Czemu ? - spytał zmartwiony Liam wycierając buzie Niall'a z sosu czosnkowego.

      -No bo kocham go...on mnie. - Hazz uśmiechnął się delikatnie pod nosem przeczesując swoje loczki palcami. Mimowolnie na jego policzkach pojawiły się różowiutkie rumieńce. - Tylko, że...jego rodzice zamykają go w domu, nie pozwalają się nam spotykać. - Harry odwrócił wzrok w stronę okna przy którym siedział a uśmiech z jego twarzy zniknął wraz z rumieńcami. Na zewnątrz niesamowicie padało, jak to w Londynie, a ludzie z parasolami łapali taksówki albo chowali się po dachami najróżniejszych budynków.

      -Ale jak to !? - oburzył się Zayn. - To jest nienormalne! Przecież Louis jest już dorosły, oni nie mogę go...przetrzymywać! - wspomniany wcześniej kosmyk znów opadł mu na czoło ale tym razem Malik nie zwrócił na to uwagi. Był za bardzo wkurzony na rodziców Louis'ego.

      -Wiem. Moi rodzice już próbowali z nimi rozmawiać ale mam Lou jest bardzo uparta.

      -A tata ? - ciągnął dalej Liam

      -Mama mówiła, że zachowywał się jakby chciał ale pani Tomlinson jest nieugięta. - stwierdził smutno Harry.

      -Nigdy jej nie lubiłem. - powiedział Niall nadal zajadając się pizzą. Było to dość niewyraźne ze względu na to, że miał buzie zapchaną jedzeniem na co chłopaki zanieśli się gromkim śmiechem.

      -A on wie, że wyjeżdżasz ? - spytał Liam

      -Jasne, że wie ! I jedzie ze mną. - stwierdził dumnie Hazz.

      -Jak to ? Przecież mówiłeś, że starzy go z domu nie wypuszczają, tak jak on ma polecieć z Tobą do Francji ? - zdziwił się Zayn.

      -Louie powiedział, że zrobi wszystko, żeby być ze mną do końca, nawet ucieknie z domu. A ja mu wierzę... - na usta Harry'ego wparował słodki uśmiech mówiący Jestem zakochany.

      -To takie kochane... - stwierdził Niall tym razem z pustą buzią. - To jak się kochacie, no i Louie zrobi dla Ciebie wszystko, ucieknie...Odważę się powiedzieć, że Wasza miłość jest piękniejsza od miłości Liama i Danielle. - powiedział wymachując rękami i spoglądając co rusz na reakcję Liama.

      Cała trójka patrzyła na Niallera w niemałym zdziwieniu.

      -Niall, ale Cię wzięło na refleksję ! - zauważył Liam po chwili ciszy między przyjaciółmi. - Pewnie dużo Cię kosztowało...ta myśl. - zakpił z niego Payne, tak po przyjacielsku.
  
      -Słucham ?! Wiesz, tak się składa, że nie myślę tylko o jedzeniu i zdarza mi się powiedzieć coś mądrego. - zbulwersował się Irlandczyk. Splótł ręce na piersi i wydął dolną wargę.

      -No właśnie, zdarza Ci się. - zauważył Zayn.

      -Chłopaki, przestańcie już się kłócić. - poprosił Harry błagalnym tonem.

      -Ale to nie jest kłótnia, tylko zwykła wymiana zdań.

      -Ty nie bądź taki mądry Payne ! - Malik podniósł nieco ton.

      -Chłopaki ! - krzyknął Harry a oczy wszystkich gości pizzerii skierowały się na niego.

      -Co ? - spytali chórem.

      -Uspokójcie się... - Hazz ściszył głos czując na sobie spojrzenia innych. Nie chciał by zostali wyrzuceni z lokalu.

      -Doobraa...




       Louis właśnie stał i żegnał się z siostrami. O dziwo Jay nie miała nic przeciwko ale widać było, że kiedy przytulał bliźniaczki to aż się w niej gotowało. Mark natomiast stał obok i przypatrywał się wszystkiemu z uśmiechem. Jak na razie wszystko szło po jego myśli. Teraz, kiedy jego była żona wyjeżdża będzie miał czas na to by na nowo zaprzyjaźnić się z synem.
  
      Kiedy Louie pożegnał się z siostrami czekał aż matka podejdzie i go przytuli. Nie zrobiła tego. Wzięła torby i poganiając córki po prostu wyszła z domu nawet nie patrząc na syna. Gdy drzwi się zamknęły oczy Louis'ego zapełniły się łzami po czym pobiegł do siebie, jak to miał w zwyczaju. Będąc w pokoju rzucił się na łóżku i zakrywając twarz poduszką rozpłakał się jak małe dziecko.

      -Lou... - do pokoju wszedł Mark. Usiadł obok syna i przytulił go do siebie. - Nie płacz. Ona po prostu... - urwał nie wiedząc co powiedzieć.

      -Co ? 'Po prostu' co ? Nie kocha mnie !!! Wiem o tym doskonale... - Louis płakał i cały czas przytulał się do ojca.

      -To nie tak. Na pewno cię kocha, tylko...daj jej czas.

      -No pewnie, że dam. Wyjadę do Francji i wtedy będzie miała dużo czasu aby oswoić się z tym, że kocham Harry'ego. Dużo łatwiej jej będzie jeśli nie będzie musiała na mnie patrzeć, nie będzie się bała, że zgwałcę jej córki !!!

      -Nawet tak nie mów ! Zaraz, co ? Gdzie wyjeżdżasz ? - spytał nie kryjąc zdziwienia. Właśnie chciał odbudować więzi z synem a on nagle mówi, że wyjeżdża.

      -Lecę z Harrym i jego rodzicami do Francji, do Paryża... - odsunął się od ojca wycierając łzy z gorących policzków.

     -Ale...ale po co ?

      -Harry tam przejdzie operacje dzięki której będzie ze mną dłużej. Lekarze przedłużą mu życie o kilka lat.

      -Lou, ja...ja nie wiem co powiedzieć. Cieszę się, bardzo. - uśmiechnął się przyjaźnie. - To wspaniała wiadomość. A kiedy wyjeżdżacie ?

      -W tą sobotę. - ucichł na chwilę czekając na reakcję ojca. - Tato... - zaczął nie czekając dłużej na odpowiedź. - To mogę lecieć ? - spytał nieśmiało.

      -Oczywiście, że tak. Chcę, żebyś był szczęśliwy. Wiesz, nawet zawiozę Cię na lotnisko. - znów przytulił go do siebie. - A jeśli chodzi o matkę... - zaczął widząc, że Louis ma zamiar o to spytać. - Coś wymyślę. Będzie dobrze, zobaczysz. - ucałował go w czubek głowy.

      Louis skakał z radości. Miał teraz ochotę mocno wycałować Harry'ego. Kiedy tylko się uspokoił chwycił z telefon i poinformował ukochanego o wszystkim. Gdy rozmawiał z nim  Mark nagle poprosił aby przerwał rozmowę. Chciał mu coś powiedzieć aby ten przekazał Harry'emu.

      Louis mógł spodziewać się wszystkiego po ojcu ale nie tego. Mark zaproponował mu, że w tej chwili zawiezie go do Harry'ego. Właśnie teraz. Oboje mogli usłyszeć przez telefon pisk Harry'ego i jak mówi o wszystkim mamie.

      Tak bardzo Ci dziękuję tato. Chociaż Ty mnie, Nas nie odrzuciłeś...
___________________________
*A tak w ogóle to rozdział miał się pojawić w urodziny Niallera tak jak poprzedni w urodziny Liama ale jakoś nie dałam rady. I'm so sorry :3


 

  

  

 

środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 4. - I love You

!!! MAŁE POPRAWKI PO WSPOMNIENIU HARRY'EGO !!!



   Nareszcie ! W końcu udało mi się to napisać. Na prawdę ciężko było, bo to co mam w zeszycie jest do dupy, cholernie głupio napisane więc musiałam pisać na bieżąco co było okropne. Wiedziałam co ma być w czwórce ale nie potrafiłam tego ubrać w słowa.

   Od razu przepraszam, że takie krótkie ale na serio się starałam, przysięgam. Obiecuję, że następne będą dłuższe, na prawdę będę się starać. ;) I przepraszam za możliwe błędy ortograficzne jak i językowe ;)
   Najbardziej ze wszystkiego podoba mi się wspomnienie Harry'ego i mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu, bo reszta jest trochę dziwna :D
   Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie w komentarzach. Od razu mówię, że czytam wszystko co piszecie i na prawdę postaram się zmienić to co Wam nie pasuje w tej historii ( nie zmieniam tylko fabuły).
   Postaram się również piątkę dodać może jeszcze do końca wakacji. Będę robiła wszystko co w mojej mocy aby się tak stało.
   Jeśli chodzi o kolejne rozdziały to na prawdę nie wiem czy będę dodawać je co tydzień, bo teraz będzie szkoła, trzecia gimnazjum i chyba będzie ciężko ale serio będę się starać. Tak, wiem, powtarzam się, taka już jestem.
   Dobra, nie zanudzam Was już. Powtarzam - jeśli czegoś chcecie albo macie prośby, problemy czy uwagi to piszcie w komentarzach albo gg ;)
   Kolejny rozdział po 10 komentarzach. Wtedy macie pewność, że będzie szybciej ;)
   Ps. Piosenkę dobrze odsłuchać kiedy pojawia się wspomnienie Harry'ego. To taki krzywy tekst jak coś. :D  
  ENJOY !!!
                                     




                                                            *I love You*
 
   Louis'ego już nie było. Musiał niestety iść. Kiedy to się skończy ? Harry opadł na łóżko, przymknął oczy i przywrócił wspomnienie z dwóch godzin. Prawie do tego doszło. Prawie. Gdyby nie tata to zapewne już by się kochali. Ale nie. On musiał im przerwać. W pewnym sensie Hazz był za to zły na ojca ale też dobrze, że tak się stało, bo pewnie zatraciliby się w sobie i straciliby poczucie czasu. Louis by się spóźnił i...aż strach pomyśleć co by było gdyby przyszedł do domu i trafił na rodziców. Wtedy oni by już wiedzieli, że Louis wymknął się do Harry'ego. Pewnie też by się dowiedzieli, że wymyka się do niego prawie każdej nocy. Gdyby się tak stało ich miłość byłaby już skończona i na pewno skończyliby jak Romeo i Julia. Jednak dobrze, że pan Styles im przerwał. Harry powinien mu teraz podziękować, za to, że uratował im życie chociaż pewnie on by nie wiedział o co chodzi i Loczek by się tylko przed nim wygłupił. Ale przecież można by było spróbować, prawda ?
   Harry od dwóch godzin czuł cieplutkie i delikatne usta Lou na swojej szyi, na ramionach, na brzuchu. Wydawało mu się, że długie palce szatyna wciąż zataczają koła na jego udach. Słyszał tylko jego słodki oddech odbijający się od jego ciała. Tak niewiele do szczęście mu potrzeba. Wystarczy tylko On a jego o czy będą patrzeć tylko na Lou, jego ręce będą dotykać tylko Lou, jego usta będą całować tylko Lou, jego słowa Kocham Cię będą tyczyły się tylko Lou, jego serce będzie zajmował tylko Lou...tylko Louie.
   Jasno-drewniane drzwi powoli zaczęły otwierać się do wewnętrznej strony pokoju. Przez maleńką szparę wyjrzał tata Harry'ego i spojrzał na niego tak jakby nie chciał pytać czy może wejść, tak jakby prosił syna o pozwolenie. Na nic się jednak zdały jego starania, bo chłopak nawet nie zauważył, że ojciec wszedł. Wciąż, rozłożony na łóżku, w samych bokserkach, z przymkniętymi powiekami, co jakiś czas głęboko wzdychając, z błogim uśmiechem na twarzy...myślał, hmm, no o kim ? Chyba nie trzeba mówić. Przez ostatni czas jego myśli zaprzątała tylko jedna osoba. Ten niezbyt wysoki, szczupły, niebieskooki szatyn, w obcisłych rurkach, uzależniony od koszulek w paski i obecności Harry'ego. Myślał tylko o nim pomijając poranny problem Co zjeść na śniadanie? .
   Ojciec wahał się chwilę ale postanowił nie przedłużać i już dreptał w stronę łóżka, na którym, wciąż zamyślony syn, leżał nie wiedząc o obecności drugiej osoby w jego pokoju.
   Tęgi mężczyzna usiadł na łóżku a jedna powieka Harry'ego powędrowała ku górze. Spojrzał na uśmiechniętego ojca po czym skojarzył fakty i jak oparzony usiadł na łóżku.
   -Co Ty tu robisz ? - spytał zakrywając się kocem.
   -Harry...co to było ? To z Louis'im ? - odpowiedział pytaniem na pytanie poprawiając się na skraju łóżka. Czyżby przyszedł moment na tą rozmowę ?
   -Tato, weź przestań ! Jestem już dorosły ! - oburzył się splatając dłonie na piersi. Ściągnął z siebie koc po czym usiadł na łóżku i założył spodnie dresowe.
   -Ja wiem, tylko...następnym razem się zamykajcie. Nie chcę wejść w bardziej nieodpowiednim momencie... - Styles zaśmiał się dźwięcznie czochrając dłonią loczki Harry'ego. - Nie mam ochoty patrzeć jak mój syn robi to z innym chłopakiem. - to zdanie wypowiedział już nieco ciszej, jakby bał się je powiedzieć.
   -Dobra...albo nie chcesz przyjąć do wiadomości, że tak po prostu dorastam, albo brzydzisz się tego, że jestem gejem. - Harry spoważniał. Założył na siebie cienki sweterek po czym rozsiadł się wygodnie na łóżku i oparł plecami o ścianę. Styles patrzył na syna z niemałym szokiem. Nie wiedział co mu odpowiedzieć. Poprawił się na skraju łóżka i wziął głęboki wdech.
   -To nie tak Harry. Raczej to pierwsze, bo wcale nie obrzydza mnie Twoja orientacja. Ja po prostu...no wiesz. Jeszcze niedawno razem z Louis'im bawiliście się w piaskownicy, razem chodziliście do szkoły, wymienialiście się samochodzikami... - zaczął wspominać a nieśmiały uśmiech wparował na jego usta. - A teraz...jesteście już dorośli i...jesteście razem. - tym razem Harry się uśmiechnął. - Przytulacie się, całujecie. Jesteście parą a nie przyjaciółmi, no i wiesz, dla mnie do jest...szok. - zakończył swoją jakże przejmującą przemowę a w pokoju zapanowała...przyjemna cisza. Mogłoby się wydawać, że wspominali dawne czasy. Przypominali sobie jak to było kiedyś kiedy Lou i Hazz byli tylko przyjaciółmi. To wszystko w ciągu kilku lat się zaczęło stopniowo zmieniać. Chłopaki już nie witali się zwykłym "niedźwiadkiem"* a pocałunkiem w policzek.  Z czasem zaczęli się częściej przytulać, posyłać w swoim kierunku nieśmiałe uśmieszki na co ten drugi się rumienił. Potrafili siadać razem w jednym fotelu, obejmować się czulej aż przyszedł taki moment, że się pocałowali...
   Był mroźny grudniowy wieczór. Anne i Jay z dziewczynkami postanowiły zrobić małe zakupy świąteczne a Mark i Robin* poszli na piwo. Mięli pójść razem z synami ale oni nie chcieli. Tomlinson wręcz nalegał na wspólny wypad do baru, chciał ich przekonać tym, że może im też kupią piwo ale nie. Chłopaki się uparli, że zostają i zostali, sami...w domu Styles'ów. Mark na prawdę liczył, że Hazz i Louie pójdą z nimi ale w końcu Robin przekonał przyjaciela, żeby dał już spokój. Styles już wtedy czuł, że między jego synem a Louis'im jest coś więcej niż przyjaźń. Nie miał nic przeciwko gejom i nie chciał też zabraniać szczęścia choremu synowi więc zostawił ich samych. W ten sposób chciał pokazać Harry'emu, że zawsze może liczyć na ojca.
   Kiedy dom stał się całkowicie pusty chłopaki rozsiedli się na kanapie po czym Hazz włączył tv. Tak samo długo nie mogli znaleźć sobie odpowiedniego miejsca jak nie mogli znaleźć czegoś odpowiedniego w magicznym pudełku. Kiedy znaleźli się tak blisko siebie, że nie było między nimi żadnej wolnej przestrzeni i nogi Harry'ego powędrowały na nogi Lou, nagle baner z ekranu telewizora zniknął i oczy obu zamulonych *jeszczeprzyjaciół* zatrzymały się na Rose i Jack'u. Tak, zaczęli oglądać Titanic'a. Oczywiście, że w swoim życiu oglądali go z kilkanaście razy ale ten film jest tak dobry, że musieli jeszcze raz.
   Film powoli zaczął się kończyć a Louis usłyszał cichy szloch przy swoim uchu. Odwrócił powoli głowę i ujrzał zapłakanego Harry'ego. Nie zastanawiając się ani chwili objął go mocno ledwo powstrzymując śmiech. Tak, chciało mu się śmiać. Bawiło go to, że Hazz na każdym romantycznym filmie płacze ale też podobało mu się to, że jest taki wrażliwy. Pogłaskał go po plecach i ucałował we włosy.
   -Hazzuś, nie płacz... - otarł chłodnymi palcami łzy spływające po rozgrzanych policzkach Harry'ego.
   -To jest...to jest takie smutne. - pociągnął nosem.
- Byli zakochani...dlaczego ten głupi statek musiał utonąć ?! - oburzył się.
   Spojrzał na Louis'ego ze smutkiem ale też ze złością na reżysera tego filmu. Nie mógł inaczej tego zakończyć ?!
   Patrzyli na siebie w głębokiej ciszy, która szeptała im obu do serca jedno, to samo zdanie "Pocałuj go". Mówiła to tak głośno, że w pewnej chwili zaczęła krzyczeć, żeby w końcu usłyszeli a nie tak głupkowato patrzyli na siebie. Chyba się udało, bo w końcu ich twarze powoli zaczęły zbliżać się do siebie. Ich oczy latały w górę i w dół, co było znakiem, że spoglądali raz w oczy drugiego a raz na jego usta. Ta cała sytuacja w oczach drugiej osoby na pewno wyglądałaby zabawnie ale dla nich to było magiczne. Kiedy nareszcie ich usta spotkały się w jednym punkcie między ich ciałami powstała niesamowita energia niewidoczna gołym okiem. Ta energia powili unosiła się do góry, oplotła ciało Harry'ego i posadziła go na kolanach Lou po czym chwyciła ręce szatyna i ułożyła delikatnie na plecach Loczka. W momencie kiedy przestała władać nad ich ciałami i tylko stworzyła niesamowitą aurę wokół nich, oni już sami wiedzieli co maja robić. Całowali się na prawdę długo. W końcu się opamiętali i zaprzestali. Spojrzeli na siebie z satysfakcjonującymi uśmiechami. Byli szczęśliwi, że nareszcie się to stało. Nie byli sobą zniesmaczeni, wręcz przeciwnie. Louis potarł swoim nosem nos Harry'ego po czym delikatnie musnął jego usta i po chwili znów...całowali się.
   Tego dnia...od tego dnia, można wnioskować, że byli razem. W końcu zrozumieli, że nie są dla siebie stworzeni jako przyjaciele ale jako...para. Tak po prostu. Hazz urodził się po to by trzymać Lou za rękę a Louis urodził się po to by tulić Harry'ego...czy coś takiego.
   To wspomnienie spowodowało, że Hazz sięgnął ręką po długopis na szafce nocnej obok łóżka i zeszyt schowany jak zwykle pod poduszką, aby nie dostał się w niepowołane ręce. Naszła go wena na napisanie czegoś. Jak na razie miał zapisane trzy strony piosenki dla Louis'ego. A konkretniej 201 słów. Postanowił, że utwór dla jego chłopaka będzie miał 365 słów, tak po prostu. Ponad dwieście słów to już coś, prawda ? A dlaczego chciał dla niego napisać piosenkę ? Po to, aby, kiedy odejdzie, gdy zostawi go samego...aby Louie miał chociaż cząstkę jego przy sobie - słowa Harry'ego do niego skierowane. Owszem, dostał naszyjnik ale słowa to coś więcej. Hazz tym sposobem chciał pokazać ile Louis dla niego znaczy, jak bardzo go kocha i na pewno będzie za nim tęsknił...i na niego czekał.
Piosenkę zamierzał skończyć...jeszcze przed śmiercią, bo po śmierci to raczej już nie da rady. Louie na pewno się ucieszy z takiej pamiątki.

  

Louis dobiegł w końcu do swojego domu. Wspiął się po balkonie i już po chwili był w swoim pokoju. Usiadł na obrotowym krześle by chwile odetchnąć. Przymknął oczy i od razu pojawiła mu się scena z Harry'm...na jego łóżku...i moment kiedy pan Styles wparował do pokoju. Mimowolnie uśmiechnął się. To na prawdę było zabawne. Jednak dobrze, że nie doszło do czegoś więcej. Mogłoby się źle skończyć...ale o tym chyba już była mowa.
   Spojrzał na zegarek i usłyszał warkot samochodu na dole. Przyjechali. Włączył telewizor dla niepoznaki. Wstał powoli szurając butami. Buty! Przypomniał sobie po czym gwałtownie je ściągnął wpychając pod łóżku. Wskoczył na łóżko, chwycił pilot i zaczął leniwie przełączać kanały gdy usłyszał czyjeś kroki na schodach. To zdecydowanie były męskie kroki.
   Drzwi się otworzyły a Louis nawet nie zwrócił na to uwagi. Skakał po kanałach dalej ignorując to, że ojciec właśnie usiadł na przeciwko niego.
   -Udało się ? - pytanie Mark'a spowodowało, że Louis odłożył pilot i spojrzał na ojca. - No więc ? - ponowił pytanie uśmiechając się.
   -Chodzi Ci o... - ojciec pokiwał głową. - Udało się. - Lou spuścił głowę i uśmiechając się pod nosem zarumienił się lekko.
   -Cieszę się. - stwierdził przyjaźnie po czym opuścił pokój syna.
   Tata nareszcie mi pomaga. To zdanie w kółko chodziło mu po głowie do póki nie zasnął. Następnego dnia zapewne będzie miał wyrzuty sumienia, że nie zadzwonił do Harry'ego na dobranoc ale Loczek na pewno mu to wybaczy kiedy szatyn opowie mu o tym co się wydarzyło po powrocie do domu.
   W końcu pojawiło się światełko w tunelu. Jest szansa, że Mark przekona Jay, żeby chłopki mogli się spokojnie spotykać, że ten głupi koszmar nareszcie się skończy, że będą mogli żyć normalnie. Ale do tego jeszcze długo droga. Matka Louis'ego jest bardzo upartą i zawziętą kobietą. On zapewne ma to po niej, bo nie podda się, będzie walczył o Harry'ego do końca.
   Kilka dni dzieli nas od Paryża. Kilka dni dzieli nas od bycia szczęśliwymi.
________________
*Robin - wiem, że to ojczym Harry'ego ale nie wiem jak ma na imię jego tata więc chyba się nie gniewacie, że tak nazwałam pana Styles'a ? ;)

* I wiecie co ? Zayn zabrał mi lusterku i za cholerę nie chcę oddać ! A przez Nialler'a mam pustą lodówkę. Nie wiem czemu ale kiedy zniknął Harry, to mój kot też. Nie mam jak zjeść zupy, bo Liam łyżki wyrzucił a Louis marchewkami mnie za to opycha ! Nie no, dżołk taki ;) ale chyba śmieszny nie? Lubię tak sobie żartować...często gadam do plakatów i do sb. Chyba powinnam się leczyć. :D

Lov ya ! :*
  
 
  

  
  
  

niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział 3. - Kiss Me

      Wazzup Pieszczochy !!! Tęskniliście ? Bo ja bardzo :**. Cholernie już chciałam napisać ten rozdział ale jakoś nie miałam czasu, bo chęć oczywiście była :D. Zawsze ją mam.
      Wiecie, tak sobie przeliczyłam, że jeśli dobrze pójdzie i będę dodawać rozdziały regularnie co tydzień to epilog powinien się pojawić...*proszę o werble* {dum, dum, dum, dum} dokładnie 23 grudnia. Taki super prezent gwiazdkowy ;) Ale znając mnie to raczej poczekacie sobie na końcówkę...może do dziewiętnastki Hazzy !!! Cieszycie się, że tak długo ? (piszcie w komentarzach)
       Jeśli chodzi o rozdział to z góry przepraszam za możliwe powtórzenia (Louis, Louie, Harry, Hazz, Loczek). Po prostu nie mogłam znaleźć innych synonimów... ;P A tak w ogóle to pierwsza część mi się podoba ale druga (w domu Hazzy) nie za bardzo, nie wiem czemu. Po prostu mi nie odpowiada.
      Muszę Wam powiedzieć, a raczej chcę (nie powinnam ale jednak), że pojawia się tu małe co nieco :D A teraz Was zasmucę po prawdziwy seks pojawi się dopiero w rozdziale...siedemnastym. Na prawdę mi przykro...yyy, a właściwie to nie. :D Wiem, jestem wredna. Ale taka już moja natura i taką miałam koncepcję. :)
     Teraz mam do Was sprawę Wy moje kochane Pussy ;) Napisałam własną teorię tego prawdziwego Larry'ego. To znaczy, to jak ich postrzegam, ich prawdziwe życie. Jeśli ktoś chciałby przeczytać to piszcie w komentarzach swoje gg to Wam wyśle, a jeśli będzie Was więcej to po prostu napiszę na blogu.  :D
    No to chyba tyle co miałam do powiedzenia. Przepraszam, że Was zanudzałam. Chyba większość tego nie przeczytała. No ale cóż...Zapraszam do czytania ;)
    ENJOY !!!                               





                                                                     *Kiss Me*

   Zaczynał się kolejny nudny dzień bez Harry'ego. Dla Louis'ego każdy dzień, każda godzina, każda minuta, każda sekunda bez ukochanego to męczarnia, to piekło. Nie mieć możliwości spojrzeć w jego irlandzko zielone oczy, pocałować malinowych ust czy przytulić go do serca to jakby kara za to, że go pokochał. Dlaczego ? Dlaczego Bóg pozwala na to, żeby jego rodzice tak go krzywdzili ? Przecież rodzic powinien chcieć szczęścia i dobra swojego dziecka. Może i oni tak chcą ale coś im nie wychodzi. Może...może potrzebują czasu ? Nie, raczej nie. Minęło już pół roku odkąd wiedzą, sześć pieprzonych miesięcy...bez zmian. Chociaż, ojciec stał się taki...inny, milszy. Może jednak. Może ten ktoś na górze zlitował się nad nieszczęsną miłością Louis'iego i Harry'ego. To dziwne ale ich życie w pewnym stopniu przypomina historię W.Szekspira - Romeo i Julia. Oby tylko nie skończyli jak oni - żeby żyć razem musieli umrzeć. Oby Bóg miał dla nich lepszy scenariusz.
   Usiadł na brzegu łóżka, które jako jedyne, oprócz Harry'ego, dawało mu poczucie bezpieczeństwa i przeczesał palcami włosy. Każdego dnia, takiego jak ten, Louis nie potrafi zrozumieć tego co się wokół niego dzieje. Te wszystkie chwile Loczkiem, tyle lat jak bracia i ostatni rok o wiele bliżej i do tego ta pierdolona choroba wykryta dwa lata temu. Gdyby Harry zbadał się wcześniej, to może wszystko wyglądałoby inaczej. Nie mogę go o to osądzać. To nie jego wina. To wszystko wydaje się takie...niemożliwe, nierealne. Całej sytuacji dodaje grozy 'zakaz miłości', 'zakaz bycia szczęśliwym' przez Tomlinsonów.
   Ale już niedługo. Tylko dwa tygodnie dzielą ich od bycia razem tak na prawdę, tak...na zawsze. Chociaż te kilka lat. Chociaż tyle. Oby im się udało.
   Louis poczuł burczenie w brzuchu co było oczywiście oznaką głodu. Tak dawno nie jadł. Nie, to nie był jakiś strajk głodowy, nie chciał tym wywrzeć presji na rodzicach. Tak bardzo tęsknił za Harry'm, że zapomniał jeść. To właśnie Hazz i miłość do niego jest jego pokarmem. Można to nazwać uzależnieniem albo depresją, jak kto woli...
   Nie myśląc dłużej włożył na siebie jakieś dresy i zszedł na dół. Głód ciągle się nasilał, więc Louis wpadł do kuchni jak burza przeszukując na zmianę lodówkę i półki czy szafki. Wyjął dosyć dużą fioletową miskę, płatki czekoladowe i chłodne mleko w kartonie.Miał już zamiar przyrządzać sobie śniadanie ale niespodziewanie ktoś się pojawił w kuchni.
   -Zgłodniałeś ? - usłyszał dziwnie miły głos matki po czym upewniając się, że jest spokojny i nic jej nie zrobi odwrócił się do niej.
   -Jak widać... - rzucił oschle po czym wrócił do pichcenia.
   -Louis...nie jesz od jakiegoś czasu. To przez NIEGO.
   -Nie, nie przez NIEGO, tylko przez Ciebie. - odpowiedział spokojnie chociaż w środku się gotował. W głowie cały czas powtarzał sobie spokojnie.
   -Dlaczego przeze mnie ? - zdziwiła się co można wywnioskować po tonie głosu i wyrazie twarzy. - Zresztą, nieważne. Zapomnij o NIM. - powiedziała to z takim spokojem jakby mu oznajmiła co dziś będzie w telewizji. - Z tego nic nie będzie, zrozum. - podkreśliła ostatnie zdanie.
   -Powiem Ci coś. Odpierdol się od mojego, od naszego życia ! Zostaw Harry'ego w spokoju ! Nie masz prawa go osądzać o cokolwiek ! Rzygać mi się chcę jak na Ciebie patrzę ! Niszczysz mi życie ! - wykrzyknął matce prosto w twarz. Zrezygnował z jedzenia i wręcz wybiegł z kuchni trafiając po drodze na ojca, którego niechcący potrącił ramieniem. Mark w przeprosinach dostał krótkie sorry.
   Wpadł do pokoju i jak miał w zwyczaju w takich sytuacjach, rzucił się na łóżko z płaczem. Przycisnął poduszkę do twarzy i zaczął głośno krzyczeć. Zapomnij o NIM.Z tego nic nie będzie, zrozum. Te słowa tłukły mu się po głowie z ogromnym echem. Jak ona może w ogóle mówić takie rzeczy. Widocznie nie zna swojego syna. Nie wie, że on nigdy się nie poddaje i zawsze walczy do końca o swoje. A w tym przypadku o Harry'ego. W tym stanie w jakim aktualnie przebywał przez pół roku był w stanie zrobić wszystko dla ukochanego. Kompletnie wszystko.
   Po 30 minutach i paru głębszych oddechach uspokoił się. Serce zwolniło swoje tempo a łzy zaschły na policzkach. Ułożył się wygodnie na łóżku i i słysząc ciche dryń, dryń na szafce nocnej sięgnął ręką po telefon. Tak, Harry napisał do niego. Nawet te cztery litery składające się na imię jego chłopaka sprawiały, że się uśmiechał. Zapewne byłoby tak nawet jeśli byłby poddawany najgorszym torturom - wystarczyło by napisać na karce Harry a ból by ustąpił. Prawda, to dosyć przerażające ale jednak prawdziwe. Co miłość robi z człowiekiem...
   Szybko odpisał i już po chwili usłyszał kroki na schodach. Na pewno ktoś idzie go 'odwiedzić'. Krótka cisza i drzwi do jego pokoju się otworzyły. Na panelach w kolorze piasku plażowego stanęła noga mężczyzny - Mark'a. Ojciec Louis'ego powolnym krokiem podszedł do łóżka syna i usiadł na skraju, żeby tylko nie drażnić szatyna. Westchnął głośno co przyczyniło się do tego iż Louie wstał i usiadł obok niego odpisując na kolejnego sms'a od Harry'ego.
   -Z kim tak piszesz ? - spytał jakby nie wiedział. A może po prostu chciał ujrzeć uśmiech na twarzy syna, bo wiadome było, że gdy wypowie jego imię on się pojawi.
   -Z Harry'm. - tak, uśmiechnął się. Nacisnął wyślij i odłożył telefon na jej wcześniejsze.
   Mark widząc to czego oczekiwał również rozpromieniał. Podążył wzrokiem za ręką Louis'ego i natknął się na zdjęcie na szafce. Zdjęcie Lou i Hazzy, razem. Loczek całował policzek swojego chłopaka. Tomlinson ucieszył się, że był ktoś w pobliżu, by uwiecznić ten piękny gest.
   Harry. Ten chłopak sprawiał, że Louis chciał żyć i na prawdę miał powód do tego, którym był właśnie ON. A Hazz, gdyby nie Louie, nie zgodziłby się na tą operacje 'przedłużającą życie'. Pożyłby jakieś pół roku i zasnął na wieczność. A tak nie, ma Louis'ego i che żyć dla niego jak najdłużej się da.
   Mark spuścił wzrok na podłogę gdy zauważył, że syn go przyłapał na wpatrywaniu się w to piękne zdjęcie. Czuł się...źle. Niszczył mu życie. Nie chciał tego. Na początku faktycznie myślał, że to nastoletnie hormony, że Louis tylko się zauroczył, że to była zwykła fascynacja młodym Styles'em. Ale teraz wie, że totalnie się mylił. Jego syn jest cholernie zakochany w dziecku jego najlepszego przyjaciela - poprawka - byłego, najlepszego przyjaciela.
   -Ślicznie wyglądacie na tym zdjęciu. - stwierdził łagodnie a Louis uśmiechnął się pod nosem.
   -Chciałeś o czymś pogadać ? - niechętnie spytał zmieniając temat. Chciał porozmawiać z ojcem o Harry'm, bo cholernie chciał komuś powiedzieć ile ten chłopak dla niego znaczy ale coś mu mówiło, że to niezbyt dobry pomysł.
   -Nie będę pytał dlaczego tak naskoczyłeś na matkę, bo na pewno miałeś swoje powody, ważne powody.  - przynajmniej on go rozumie. - Powiem tak : razem z Jay i dziewczynkami jedziemy na zakupy, Ty zostaniesz sam w domu. Chcę Ci tylko powiedzieć, że jak wrócimy to masz być w pokoju, rozumiesz mnie ? - Louis kiwnął głową ale kompletnie nie wiedział co ojciec ma na myśli. - Nie będzie nas jakieś cztery godziny. Powtarzam, jak wrócimy, masz być w pokoju. - powiedział to tak jakby chciał mu coś przekazać, po czym wstał i już bez słowa wyszedł z pokoju.
   Czyżby on coś sugerował ? Louis zastanawiał się dłuższą chwilę. Kiedy usłyszał warkot silnika podszedł do okna balkonowego. Cała rodzina, oprócz niego, właśnie wyjeżdżała z podjazdu po czym samochód wjechał na ulicę i już po chwili zniknął z pola widzenia szatyna. Wtedy go olśniło. Chwycił telefon i szybko wystukał coś na klawiaturze po czym wysłał do Harry'ego. Nie tracąc na czasie, wszedł na balkon i pobiegł w stronę domu ukochanego.
   Teraz już wiedział co ojciec ma na myśli. Starał się tak poinformować syna tak, aby ten zrozumiał, że ma czas by spotkać się z Harry'm. Cztery godziny. Trochę mało ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
                                                          *Your love is My drug*
   Nawet nie pukając wszedł do domu. Hazz napisał mu, że jest sam więc pukanie nie miało sensu. Zdjął tylko buty i pobiegł do pokoju Loczka. Tym razem nie dbał o to czy jest cicho, czy Harry go usłyszy. Chciał po prostu jak najszybciej go zobaczyć. Hazz nawet nie zauważył kiedy Louie usiadł mu na biodrach.
   -Szybki jesteś. - zauważył młody Styles.
   -No wiem. - odpowiedział szybko po czym wpił się w jego usta.
   Całował go tak jakby nie widział go z milion lat. Co prawda było to zaledwie dziś w nocy ale można to do tego porównać. Dla nich minuta osobno to wieczność...
   Louis nie chciał próżnować ani tracić czasu na jakieś tam buziaki więc już po chwili zdjął chłopakowi koszulkę i z pocałunkami przeniósł się na jego tors. Harry odrzucił głowę w tył opierając ją o ścianę i dając tym samym znak ukochanemu czego oczekuje. Szatyn zrozumiał o co chodzi młodszemu i już po chwili ssał skórę na jego szyi. Trwało to trochę i kiedy Lou oderwał się od szyi chłopaka z cichym mlaskiem pojawiła się na niej dorodna malinka. Obejrzał swoje dzieło z ogromną dumą po czym zdjął z siebie koszulkę i ułożył chłopaka na całej długości łóżka.
   Stworzył sobie ścieżkę pocałunków zaczynając od ust. Schodził coraz niżej po szczęce, na chwilę zatrzymał się przy obojczyku i znów wrócił na usta. Oddał ostatniego buziaka na wargach Harry'ego po czym przyssał się do skóry na jego brzuchu. Loczkowi najwidoczniej bardzo się to podobało, bo wydawał z siebie ciche jęki i pomruki co jeszcze bardziej  pobudzało Louis'ego. Spojrzał na chłopaka nie przerywając pocałunków zastanawiając się nad pewną opcją. Wywnioskował, że jest to odpowiedni moment i jednym ruchem zdjął ukochanemu dresowe spodnie. Harry w ogóle nie protestował. Wręcz przeciwnie - przymknął oczy i wplótł palce we włosy starszego.
   Louis dłuższą chwilę pieścił ustami i językiem podbrzusze Loczka i stwierdzając, że chłopaka już powoli zaczyna denerwować to droczenie się postanowił działać. Po obu stronach bioder Harry'ego, złapał za gumkę od jego zielonych bokserek. Już chciał je zdejmować, już w głowie wyobrażał sobie jak będzie wspaniale zrobić dobrze ukochanemu, jak będzie się fantastycznie czuł kiedy on będzie wykrzykiwał jego imię, ale...
   Usłyszeli charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi i momentalnie Louis oderwał swoje usta od podbrzusza Harry'ego po czym oboje spojrzeli na niechcianego gościa.
   -Ja...ja nie wiedziałem. Ja...przepraszam, już wychodzę.  - intruzem okazał się być tata Harry'ego. Widząc swojego syna z jego chłopakiem w takiej sytuacji...no cóż, zawstydził się, zrobiło mu się głupio. Nie dlatego, że ich nakrył tylko dlatego, że im przeszkodził.
   Na chwilę w pokoju zapanowała cisza ale potem zastąpiły ją śmiechy chłopaków. Cała ta sytuacja po prostu ich śmieszyła.
   Louis jeszcze raz ucałował podbrzusze Harry'ego i na łokciach podsunął się do niego kładąc na plecach. Hazz skorzystał z okazji i położył się na torsie ukochanego, kreśląc delikatnie na jego brzuchu kręgi.
   -Harry, mówiłeś, że jesteśmy sami... - zaśmiał się Louie.
   -No bo tak było. - musną ustami jego brzuch. - Nie wiedziałem, że tak szybko wrócą. - próbował się bronić i nieco podniósł głos.
   -Już dobrze, nie gniewam się. - wplótł palce w loki Harry'ego. - Mam tylko nadzieję, że kiedyś to dokończymy...
   -No pewnie !

   Niestety za wiele czasu im nie zostało. Na wszelki wypadek Hazz zakluczył drzwi i już w spokoju mogli robić...różne takie. Nie posuwali się zbyt daleko*, bo wiedzieli, że wciągną się, czas nie będzie się dla nich liczył, a tego by nie chcieli. Louie musiał wrócić do domu przed rodzicami. Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby się spóźnił.
   Kiedy dochodziła godzina osiemnasta Louis z ogromnym brakiem chęci pożegnał się z ukochanym i pędem pobiegł do domu. Tylko przekroczył próg domu Styles'ów i już zaczął tęsknić za Harry'm...

_________
*"nie posuwali się zbyt daleko" - wiem, że niektórym mogło się to skojarzyć więc od razu mówię, że to nie o TO chodziło ale kocham Waszą wyobraźnię. :*
  
  

niedziela, 5 sierpnia 2012

Rozdział 2. - Zawsze tam gdzie Ty

       Hejka moje pieszczochy ! Przepraszam, że tak późno ale miałam "małe problemy techniczne". ;D Na początek chcę podziękować za te 6 miłych komentarzy i przeprosić za wszelkie możliwe błędy...no i że trochę krótki mi wyszedł ale starałam się jak mogłam. ;D Teraz mam do Was, moich wiernych czytelników, mała prośbę : moglibyście 'pokazywać' mojego bloga innym shipperom Larry'ego ? Ja niestety nie mam na to zbyt wiele czasu i pomyślałam, że może Wy mi pomożecie, bo jak widać po prawej stronie nie za wiele mam fanów...<3
   Prosiłabym jeszcze o komentarze. Na pewno wiecie ile to znaczy dla "pisarza". Będę bardzo wdzięczna i dzięki temu postaram się dodawać rozdziały szybciej. ;)
   A teraz zapraszam do czytania. Posłuchajcie sobie muzyki, bo jest świetna i idealnie pasuje do tematu rozdziału. :3
   Tak więc
               ENJOY <3
                                              



                                                         *Zawsze tam gdzie Ty*

    Biegł ile sił w nogach. Trochę się zmęczył więc, żeby nie przyjść zdyszanym i zmęczonym do Harry'ego usiadł na ławce w celu odpoczynku. Big Ben właśnie wskazywał 23:51. Zszokowany, że tak szybko biega postanowił odwiedzić jakiś sklep, bo ma jeszcze dużo czasu do domów Styles'ów. Droga do ich progu trwa zaledwie dwie minutki. Już z tego zakrętu widać czerwony dach budynku w którym aktualnie znajdował się Hazz. Mimo tej przeklętej czarnej nocy, tą czerwień było widać bardzo wyraźnie, bo wiadomo, że Londyn to świetnie oświetlone miasto.
   Wszedł do H&M i zaczął oglądać ubrania zastanawiając się co Harry'emu by się spodobało... Wpadała mu w oko bluzka wprost idealna dla jego chłopaka. Nie myśląc dłużej i nie marnując czasu,  kupił ją i znów ruszył do ukochanego. Po szybkim i krótkim maratonie znalazł się tuż pod mahoniowymi drzwiami. Na zegarku była równo północ i równo z większą wskazówką, kiedy ta dotarła do liczby 12 zapukał do drzwi. "Jaki punktualny. Odbija mi". Pomyślał i zaśmiał się niekontrolowanie. Już za chwilę wrota się otworzyły i w progu stanął stworzyciel Loczkowatego po czym wpuścił Lou do środka.
   -Dzień dobry. - przywitał się grzecznie szatyn.
   -Hej Louis. Harry czeka na Ciebie cały dzień. Jest u siebie. - stwierdził uśmiechając się. - A co tam masz ? - spytał wskazując na na torbę w ręku Tomlinsona.
   -To prezent dla Harry'ego. - niemrawo się uśmiechnął rumieniąc się.
   - Jak Ty rozpieszczasz mojego syna. - potargał jego włosy przyjaźnie. - No idź już, bo widzę, że chcesz go już zobaczyć. - popchnął go lekko w stronę schodów prowadzących do pokoju osiemnastolatka.
   Louis wszedł na nie ostrożnie, po cichu. Chciał zrobić niespodziankę chłopakowi, co było totalnie głupim pomysłem, bo przecież Harry się go spodziewał, umawiali się, że przyjdzie o tej godzinie. Co miłość robi z człowiekiem.
   Ostrożnie stawiał na schodach bosą stopę, by nie narobić hałasu. Stanął przed pokojem ukochanego i nacisnął lekko klamkę po czym powoli odchylił drzwi. Delikatnie wcisnął głowę w szparę i ujrzał swojego chłopaka siedzącego spokojnie na łóżku.Wyglądał jakby czekał na Lou co nie było zbyt trudne do odgadnięcia. W ręku trzymał misia i...bawił się nim. Chyba coś do niego szeptał. To takie słodkie - osiemnastolatek bawiący się pluszakiem. Wyglądał tak uroczo i tak zabawnie, że Lou nie mógł się powstrzymać od parsknięcia czułym śmiechem. Harry niestety to usłyszał...i 'niespodzianka' się nie udała.
   -Lou... - pisnął jak mała dziewczynka na widok ukochanego.
   -Tak, to ja. Zgadłeś skarbie. - uśmiechnął się wchodząc do pokoju po czym zamknął drzwi a prezent odłożył w kąt. Hazz wyciągnął do niego rączki jak małe dziecko, które prosi mamę, aby ta wzięła je na ręce, a Louie znów zachichotał. - No już idę. - wskoczył na łóżko po czym usiadł okrakiem na chłopaku.
   Bez zbędnych słów czy spojrzeń wpił się w jego usta zapominając o wszystkim co go otacza. W tym momencie najważniejszy był Harry. Tylko on się teraz liczył.
   Młodszy obie swoje dłonie umieścił na plecach starszego, które po chwili zniknęły pod jego koszulką a ten natomiast jedną dłonią delikatnie dotykał jego policzka a drugą wplótł w jego loczki, które tak kocha.
   Wszyscy w rodzinie Styles'ów uwielbiają włosy Hazzy ale to zdecydowanie jego chłopak jest ich największym fanem. To on jako pierwszy i jedyny - nie licząc mamy Loczka - mył je truskawkowym szamponem. To było jakieś 4 miesiące temu, kiedy byli razem już od 65 dni. Wtedy jeszcze nikt, oprócz Zayn'a, Liam'a i Niall'a, o nich nie wiedział. Tego dnia, po raz pierwszy byli sami w domu Harry'ego. Louis karmił go budyniem i jakoś mu nie wyszło, bo połowa jedzenia wylądowała właśnie na włosach, które Lou odważył się umyć. No i po jakimś czasie wrócili państwo Styles i chłopcy musieli się tłumaczyć ze wszystkiego. Wtedy powiedzieli im o sobie ale to już inna historia...
   W końcu musieli się oderwać od siebie, bo to tylko ludzie, a ludzie muszą oddychać. Lekko zasapani wpatrywali się w siebie z ogromnym uczuciem w oczach. W ich miłości było coś czego nie da się opisać w kilku zdaniach. Potrzebny by był pisarz, który odważyłby się napisać o tym książkę. Miałaby wtedy ona z 500 stron. A kto wie, gdyby zgodziła się na to J. K. Rowling to pewnie i więcej. Ich miłość była na prawdę wyjątkowa. Nie ma takich osób na świecie, którzy kochaliby się tak mocno jak oni.
   Aby dodać tej romantycznej chwili lekkiego animuszu, Lou musnął jeszcze usta Harry'ego na co ten słodko się uśmiechnął. Louie to uwielbia, kiedy Hazz unosi kąciki ust ku górze dzięki czemu pojawiają się cudowne dołeczki w jego lekko zaróżowionych policzkach. To kolejny szczegół Harry'ego, dzięki któremu jest zajebiście mocno kochany przez, wiadomo kogo.
   -Nawet nie wiesz jak mocno tęskniłem. - z oczu osiemnastolatka nagle spłynęła malutka łezka, w której odbiła się delikatne twarz Lou. Szatyn od razu starł ją...ustami - ucałował miejsce w którym zatrzymała się słona woda, na linii szczęki.
   -Ja też tęskniłem Kocie. - uśmiechnął się pocierając kciukiem mokry jeszcze ślad pozostawiony przez łezkę.
   Wpatrywali się w siebie jeszcze dłuższą chwilę. Towarzyszyły temu drobne czułości i pieszczoty takie jak delikatne muśnięcia wargami w wargi, w policzek czy w szyję. Bawienie się włosami czy też głaskanie po ręce i szeptanie miłych słów na ucho.
   -A co tam masz ? - zagadnął nagle Harry wskazując dłonią na pakunek stojący w kącie koło drzwi.
   Lou wstał z kolan chłopaka i ruszył ku prezentowi. Idąc poruszał seksownie biodrami - a przynajmniej się starał aby to tak wyglądało. Hazz słodko chichotał co zapewne oznaczało, że udało mu się. Chwycił torbę i wrócił biegiem do chłopaka siadając naprzeciw niego po turecku. Podał mu pakunek i cmoknął go w policzek po czym szepnął "to dla Ciebie". Loczek spojrzał na niego w taki sposób aby upewnić się czy dobrze słyszy, bo wszystko jest możliwe przy takim seksownym chłopaku - równie dobrze mogło mu się wydawać, bo był zahipnotyzowany jego błękitnymi tęczówkami. Louis jedynie kiwnął głową zapewniając go, że jednak dobrze usłyszał.
   Chwycił energicznie błyszczącą torbę w jego ulubionym kolorze - różowym, po czym wyciągnął z niej czarną koszulkę w rozmiarze 's'. Spojrzał na nadruk i oczu mu się momentalnie zaświeciły : ujrzał na niej ogromny napis 'Louis' a pod nim widniało dorodne, czerwone serduszko. Bez chwili zastanowienia ściągnął z siebie granatowe polo i założył prezent. Przynajmniej przez 10 sekund Lou mógł poobserwować jego pięknie wyrzeźbiony brzuch. Automatycznie zrobiło mu się gorąco w podbrzuszu.
   Ale wróćmy do kwestii koszulki.
   Harry jeszcze raz, szczegółowo obejrzał prezent i podziękował chłopakowi  czułym buziakiem  prosto w malutkie usteczka.
   -Sam ją zrobiłeś ? - spytał tuląc się do torsu ukochanego. Przymknął oczu a Lou objął go mocno. Hazz w jego ramionach czuł się bardzo bezpiecznie. Kiedy on go przytulał wydawało mu się, że świat się zatrzymał, że choroba nie istnieje, że już zawsze będą razem.
   -Coś Ty ! Kupiłem przed chwilą ! - zaśmiał się słysząc ideologię chłopaka na temat koszulki. - A tak w ogóle to chciałbym Cię zabrać na randkę.
   RANDKA - pomyślał Harry. Boże ! Jak oni dawno nie byli na randce ! No właśnie, ostatnia ich randka odbyła się właśnie wtedy gdy Lou ubrudził jego włosy budyniem. Następnego dnia powiedzieli o sobie Tomlinsonom i randkowanie się skończyło. To był dla nich koszmar. Dwa tygodnie się nie widzieli. Jedynie pisali sms'y i dzwonili do siebie do czasu, kiedy Lou wpadł na pomysł wymykania się w domu w środku nocy. Potem rodzice Harry'ego starali się im pomóc. Jakoś wybłagać u Tomlinsonów - a raczej u Jay, bo Mark nie miał nic przeciwko - pozwolenie na miłość chłopaków. Bez skutku. Może to wyda się mało prawdopodobne ale Styles'owie i Tomlinson'owie przyjaźnili się od zawsze. Do póki Joanna nie zniszczyła tej przyjaźni przez jakieś głupie widzimisię, nie pozwoliła na szczęście jedynego syna.
   -No więc... - ponaglił Harry'ego Lou.
   -Wiesz, jest dwunasta w nocy, ciemno jak cholera a Ty zapraszasz mnie na randkę...No pewnie ! - uściskał go mocno i ucałował w policzek.
   Wstał z posłania i pociągnął Louis'a z rękę tak aby wstał. Zmienił tylko spodnie i zeszli na dół. John siedział na kanapie w salonie i oglądał telewizję. Był tak zapatrzony w to magiczne pudełko, że nawet nie zauważył kiedy chłopaki usiedli tuż koło niego. Na dotyk syna wzdrygnął się lekko.
   -Tato, ja i Lou wychodzimy. - Harry poinformował John'a wstając z kanapy i siadając na kolanach szatyna.
   -A gdzie ? - spojrzał z udawanym zaciekawieniem na Tomlinson'a splatając ręce na piersi.
   -Zabieram Harry'ego na randkę. Chyba, że ma pan coś przeciwko. - wtulił się w plecy Loczka.
   -Nie. Skądże. - uśmiechnął się do chłopaków. - Tylko na niego uważaj. - zwrócił się do Louis'a wskazując skinieniem głowy na swojego syna, gdy ten ubierał buty.
   -Oczywiście. - ucałował go we włosy. - Ze mną nic mu się nie stanie.

   Szli przez most Westminsterski trzymając się za ręce. O tej porze nie było prawie nikogo. Kilkoro ludzi kręciło się przy parlamencie a przy Oku była nawet całkiem długo kolejka co ich trochę zmartwiło, bo to właśnie był ich cel. Stanęli za dwoma dziewczynami w kokach i spokojnie czekali na swoją  kolej. W międzyczasie nie szczędzili sobie czułości. Całowali się dosyć wyraźnie i nikogo to nie ruszało. Widocznie noc wyciąga na miasto tych normalnych ludzi, którym nie przeszkadza miłość.
   W końcu, po 15 minutach cierpliwego czekania była ich kolej. Louis zapłacił za bilety po czym wraz z ukochanym wsiadł do jednej z kabin. Usiedli na, jakby to nazwać, kanapie, jeden obok drugiego i wtulali się w siebie podziwiając panoramę Londynu.
  W pewnej chwili  Harry powędrował z rękami za swoją szyję i dosyć długo przy niej majstrował po czym zdjął naszyjnik z serduszkiem i założył go Lou.
   -Harry, ale...dostałeś go od dziadka...przed jego śmiercią, żebyś o nim zawsze pamiętał i zawsze go kochał.
   -A teraz ja daje Ci go przed śmiercią, żebyś zawsze o mnie pamiętał i zawsze mnie kochał. - musnął jego usta.
   -Harry... - szepnął prawie niedosłyszalnie. Oczy mu się zaszkliły, czuł, że zraz się rozpłaczę, że Hazz zaraz powie coś...niedobrego.
   -Louie, nie płacz. - znów się w niego wtulił. - Wiesz, że długo nie pożyję. - splótł ich ręce razem. - Ale ja zawsze będę przy Tobie, tutaj. - przyłożył swoją dłoń do lewej strony klatki piersiowej chłopaka, tam gdzie znajdowało się jego serce. - Zawsze tam będę i zawsze będę Ci szeptał jak mocno Cię kocham. A jak za mną zatęsknisz, jak będzie Ci mnie brakować to po prostu otwórz serduszko na naszyjniku.
   Louis już chciał je otworzyć ale Harry powstrzymał go chwytając jego nadgarstki.
   -Powiedziałem - jak będzie Ci mnie brakować a na razie jeszcze tu jestem. - zachichotał i pocałował go w policzek.
   Louis również zaśmiał się...przez łzy. W tym momencie cholernie mocno płakał. Nie chciał usłyszeć tych przykrych słów. A szczególnie nie od Harry'ego. Gdzieś tam głęboko wierzył, że choroba minie, że go wyleczą. Ale nadzieja matką głupich.
   -Wiesz, Lou... - zaczął Hazz niepewnie, jakby się czegoś bał. - Za dwa tygodnie wyjeżdżamy do Paryża. Tam przejdę operację i będę mógł dłużej żyć...dają mi bonusowe 4 lata.
   -Na ile ? - spytał Louis trochę podniesiony na duchu.
   -Bardzo długo. Możliwe, że do końca. - szepnął w bluzkę chłopaka.
   -Końca czego ? - spytał nie za bardzo wiedząc o co chodzi.
   -Mnie. - Lou chciał coś odpowiedzieć ale przerwał mu. - Dlatego chcę żebyś pojechał ze mną. - spojrzał na niego z iskierkami radości w oczach. - Pojedziesz ze mną ? - spytał konkretnie, bo Lou nie odpowiadał.
   -Ja...pewnie, że pojadę ! - przytulił go mocno do siebie. - Nawet na koniec świata. Wszędzie, żeby tylko spędzić z Tobą ten ostatni czas. - załkał.
   -A jak to zrobisz ? - spytał po chwili.
   -Chodzi Ci o rodziców ? - Hazz kiwnął głową. - Coś wymyślę. Nie wiem, ucieknę...zrobię wszystko by być obok Ciebie, przy Tobie, z Tobą. - wytarł łzy spływające wzdłuż jego skroni i ucałował ukochanego we włosy.
   -Kocham Cię Louie.
   -Ja Ciebie też...kocham.
 
   Spędzili razem jeszcze jakąś godzinę, bo Louis musiał już o szóstej wracać, jeśli chciał sobie jeszcze trochę pospać, bo w domu wszyscy na nogach są już o dziewiątej. Odprowadził Harry'ego do domu i oddał w dobre ręce. John trochę się zmartwił, że oboje byli tacy zapłakani ale powiedzieli mu, że to łzy szczęścia, bo Lou jedzie z nimi do Paryża. Styles bardzo ucieszył się na tą wieść i oznajmił im, że zrobi wszystko aby tak się stało. Chłopaki pożegnali się jeszcze długim i czułym pocałunkiem i niestety Louis już musiał zmykać.

środa, 25 lipca 2012

Rozdział 1. - Don't Go

   Hej ! Tu Marchewka. Pewnie większość z Was zna mnie z http://louis-stole-my-heart.blog.onet.pl/
Miałam niezłe problemy z onetem dlatego postanowiłam przenieść opowiadanie "If I was your boyfriend, I'd never let you go" na blogspot. Jest on o sto razy lepszy od onetu ;)
  Rozdziały postaram się dodawać co tydzień za małą opłatą. Tak, tak, chodzi mi o komentarze. Im więcej ich będzie tym szybciej będzie się pojawiał rozdział. No, przynajmniej w wakacje ;)
  Przy każdym tytule będzie zalinkowana muzyka, którą polecam odsłuchać. Będzie ona miała na celu wprowadzenie Was w nastrój i uczucia, które odczuwają bohaterowie...
  

 No to ENJOY  !                                         





                                                            *Don't Go*

  Louis to chłopak bardzo skrzywdzony przez los. Mimo tych 20 lat, czuje się jak pięcioletni porzucony dzieciak. Jego rodzice się rozwodzą...twierdzą, że z winy obu stron, za porozumieniem, w zgodzie. Wmawiają mu, że to dlatego, że to uczucie, które łączyło ich 30 lat tak po prostu wygasło, że przestali się kochać, że miłość zginęła, uciekła i już nigdy nie wróci. A gówno ! Louis wie swoje ! Jest święcie przekonany, że to przez niego. Chłopak czuje, że oni rozwodzą się dlatego, że Louis jest zakochany w chorym na białaczkę przyjacielu, który oczywiście odwzajemnia jego uczucie. Zabronili mu się z nim spotykać, zamykają go w domu na całe dnie, brunet nie ma żadnego kontaktu ze światem po za internetem i telewizją. Chociaż telefonu mu nie zabrali, przynajmniej może dzwonić do ukochanego. Rodzice Harry'ego próbują temu zaradzić ale na marne.
  No i jeszcze do tego jego dwie siostry, 15-letnia Lottie i 13-letnia Fizzy, nie odzywają się do niego, ignorują a przede wszystkim boja się brata. Boją się, bo on jest gejem. "To jest chore Louis." Te słowa Fizz cały czas siedzą mu w głowie. Lottie niby jest tolerancyjna, tyle razy powtarzała, że szanuje takich ludzi ale nie potrafi zaakceptować, że taką właśnie osobą jest jej brat. Dobrze, że dwie najmłodsze siostry, 8-letnie Pheobe i Daisy, nie wiedzą co to znaczy być gejem. Chociaż to i tak nie ma znaczenia, bo mama zabrania im jakiegokolwiek kontaktu z Louis'em czego bliźniaczki nie rozumieją.Tęsknią za kochanym bratem i często w nocy wymykają się do niego. Na szczęście nie zauważone przez Jay.
-Dziewczynki, dzisiaj do mnie nie przychodźcie, dobra ? - szeptał do sióstr, tak by nikt go nie usłyszał. Siedział na schodach prowadzących na górę, gdzie znajdował się jego pokój i dziewczynek, co było im na rękę. Małe stały w progu swojego pokoju.
-Dlaczego Lou ? - zapytała któraś z nich, nie wiedział która. Mają takie podobne głosy, niemalże identyczne, ale też na dodatek ich nie widział, ale gdyby jednak był w stanie to na pewno by stwierdził, która zadała to pytanie.
-Bo jestem bardzo senny. Wczoraj siedzieliśmy prawie do rana i chce mi się spać. - źle się czuł okłamywując siostry ale nie widział innego wyjścia. Przecież nie mógł powiedzieć im prawdy.
-No dobrze. - zmarnowane poszły do swojego pokoju.
  Louis usłyszał, że ktoś kieruje się w stronę schodów, na których się znajdował. To była Jay.
-Louis, idź do siebie. - krzyczała szepcząc.
-Dlaczego ? - spytał oschle, obojętnie, jakby to wszystko nie miało sensu.
-Bo idę po dziewczynki. No już, znikaj ! - nadal krzyczała szepcząc. Pogoniła go ze schodów, które przez ostatni czas stały się jego najlepszym przyjacielem.
-Czemu zabraniasz mi się z nimi bawić ?! To przecież moje siostry. - próbował nie krzyczeć.
-Przecież wiesz, przez to Twoje...
-Ale w tym nie ma nic złego. To tylko orientacja, ja nie jestem jakimś zboczeńcem czy pedofilem, mamo ! - mówiąc "mamo" łzy napłynęły mu do oczy ale szybko je starł. Nie chciał pokazać, ze jest słaby.
-Louis ! - tym jednym słowem, jego imieniem, chciała dać mu do zrozumienia, żeby po prostu się zamknął i już więcej nie odzywał, że ma gdzieś jego tłumaczenia.
  Louis stanął pod drzwiami swojego pokoju, już miał do niego wchodzić ale z pokoju na przeciwko wyszła mama z dziewczynkami.
 -Mamo, co to jest orientacja ? - spytała starsza o 6 minut Pheobe. Louis stał i przyglądał się matce. Bardzo go ciekawiło co ona jej odpowie.
-Nic, nie ważne. Idźcie już, bo woda zaraz wystygnie. - ponagliła córki.
-Dlaczego nie powiesz im prawdy ? - spytał sprawiając, że Joanna zatrzymała się. Odwróciła się w jego stronę i rzuciła mu wrogie spojrzenie.
-Przytulisz mnie ? - zmienił temat widząc jej reakcję. Nie chciał zaczynać kolejnej kłótni
  Jay zachowała się tak jakby po prostu nie usłyszała pytania, a raczej prośby syna i ot tak sobie, bez jakiegokolwiek uczucia ruszyła przed siebie schodząc na dół. Louis nie wytrzymał i wpadając jak burza do pokoju rzucił się na łóżko i zaniósł głośnym płaczem. "Ona już mnie nie kocha...". Zasnął.
  Obudził się po godzinie z lekkim bólem głowy. Nagle zaczęło go skręcać w żołądku. Poczuł wielką chęć na zjedzenie czegoś. Wstał, przetarł mokre jeszcze policzki, pociągnął nosem
i ruszył ku drzwiom. Otworzywszy je, ciśnienie mu podskoczyło. Ujrzał matkę z ojcem, którzy kierowali się w jego stronę. Stanęli na przeciw siebie w odległości jakichś 3 metrów.
-Co Ty tu robisz ? - spytał ukrywając złość, która z nie wiadomo jakiego powodu się pojawiła, bo przecież ojciec był tym dobrym w porównaniu do matki.
-Przyszedłem z Tobą pogadać. - Mark posłał synowi o dziwo szczery uśmiech.
-O czym, co ?
-O tym, no wiesz...
-Nie, nie wiem. - w tym głosie aż roiło się od ironii. - Oświeć mnie. - splótł ręce na piersi.
-No o tym...że Ty...no...jesteś...
-Że jestem gejem tak ? Tak trudno jest Ci to powiedzieć ? Gej ? No powtórz : mój syn jest gejem ! Powtórz słyszysz ?!
-Louis, nie krzycz. Porozmawiajmy spokojnie. - ojciec starał się go uspokoić.
Podszedł do niego i mocno przytulił. Tego mu właśnie brakowało - miłości, miłości ze strony rodziców, bo od Harry'ego dostawał ją cały czas. Trwali tak chwilę, w międzyczasie Jay zdążyła się ulotnić.
  Weszli do pokoju Lou. Chłopak usiadł na swoim łóżku a Mark na wygodnym fotelu. Patrzyli na siebie przez jakąś minutę bez ciszy. Louis z twarzy ojca nie potrafił rozszyfrować żadnych emocji. Jego oczy mówiły...nic. Tam nic nie było. Pustka. Uśmiechnął się. O ! To już jakiś trop. Czyżby chciał być miły ? O co chodzi temu człowiekowi.
-Możemy w końcu porozmawiać ? - spytał zniecierpliwiony Louis.
-Możemy...My...mama i ja, my na prawdę chcemy Ci pomóc.
-Niby jak ? Zabraniając mi się spotykać  Harrym ?! A w ogóle jakim prawem to robicie ?! Jestem już dorosły !
-Ale jesteś też naszym synem i chcemy żebyś był normalny.
-Ale ja jestem normalny ! Takim czymś nie sprawicie, że zapomną o nim, bo JA.GO.KOCHAM.
-Ty wcale go nie kochasz ! Nie jesteś gejem !
-Jestem gejem i kocham go a Ty tego nie zmienisz. Nikt tego nie zmieni !
-Louis, proszę...
-Wyjdź ! - przerwał mu krzykiem
-Lou...
-Wyjdź ! Nie słyszysz ?! Wyjdź !
  Mark wystraszony zachowaniem syna wyszedł. Nie wiedział czy boi się Louis'a, czy może siebie albo czegoś innego. Już nic nie wiedział.
Louis leżał zawinięty w kołdrę jak naleśnik i płakał. Rzucił okiem na zegarek; 22:53. Usłyszał dźwięk sms'a. O tej porze tylko Harry mógł pisać, w ogóle tylko on mógł pisać. Fakt, kumplował się z Zayn'em, Niall'em i Liam'em ale to tak na prawdę przyjaciele Harry'ego.
  Wziął telefon do ręki i otworzył wiadomość.
                               
                                    Co u Ciebie słychać Misiu?  :*  

  Harry. Jaki on kochany. Popisali ze sobą jakiś czas przy czym Louis'owi uśmiech nawet na minutę nie zszedł z ust. Kochał mieć z nim jakikolwiek kontakt. Nie ważne czy to były rozmowy telefoniczne czy sms'y, ważne, że rozmawiali. Ten chłopak sprawia, że Louis'owi chce się żyć. Dla niego może przetrwać tą męczarnie z rodzicami, bo przecież nie będą go wiecznie trzymać pod kluczem.
  Pożegnał się z ukochanym a telefon włożył do lewej kieszeni spodni rurek, które dzisiaj były koloru brązowego. Otworzył okno balkonowe. Była równo za piętnaście dwunasta. Droga do Harry'ego trwa właśnie 15 minut na piechotę. Louis chciał być u niego równo o północy, tak jak się umówili więc wyskoczył z dwumetrowego balkonu i po prostu biegł ile sił w nogach. Jak najszybciej by w końcu przytulić ukochanego, wycałować i jeszcze raz przytulić.